Ohra

Patrzę na to stare zdjęcie oruńskiej ulicy, a właściwie rynku wsi jaką wtedy była moja dzielnica, zbliżam twarz do monitora, mimowolnie dotykam palcem jego ciepłej powierzchni, tak jakbym chciała niczym Alicja z krainy czarów, przenikać w tamten świat w kolorze sepii.

Porzucić mój dwudziesty pierwszy wiek, cofnąć czas, zapomnieć o wszystkim co złe, o braku pracy, pieniądzach, chorobach, koszmarnych kolejkach do lekarzy, autach, które się psują i drogiej benzynie, o pośpiechu, ciągłym wyścigu, kłamstwach sączących się z gazet i telewizji, niespełnionych obietnicach i zawiedzionych nadziejach.

Zamykam więc oczy i wyobrażam sobie, że jakimś magicznym sposobem płynę pod prąd rzeki czasu, choć tak naprawdę czy czas płynie tak jak nam się wydaje, od przeszłości, poprzez teraźniejszość, ku przyszłości? Nie jestem tego taka pewna, w końcu mądrzy naukowcy udowodnili, że gdy prędkość obiektu zbliża się do prędkości światła, to czas mu wolniej płynie, niż nam.

A co powiedzieć o elektronie, który może być naraz w dwóch miejscach? Skoro i on może, mogę przecież i ja, w końcu zbudowana jestem atomów, a one z elektronów, które z kolei z jeszcze mniejszych okruszków, a te z jeszcze mniejszych i jeszcze, zupełnie jak rosyjska matrioszka, na końcu tego ciągu podobno jest tylko drgająca struna energii, bit informacji?

Skoro wszystko, w tym ja i świat mój, jest informacją, strumieniem bitów w wielkim komputerze stwórcy, zapisaną w bezkresnych obszarach niebiańskiej pamięci, odczytywanej, przetwarzanej, zapisywanej, to czy przeszłość nie może stać się przyszłością, zapętlić się, zawinąć, powtórzyć? Zupełnie jak ulubiona melodia którę powtarza się w kółko na odtwarzaczu.

I staje się cud, sama nie wiem jak, i stoję tam w ten majowy słoneczny dzień. Na twarzy czuje ciepłe promienie. Liście drzew delikatnie szepcą pieszczone wiatrem, zieleń jest soczysta, młoda taka jak zawsze u progu lata, w tym mieście nad brzegiem zimnego morza.

Po prawej mej ręce stoją dwa staroświeckie tramwaje, przed kościołem św. Jana Bosko, który staje się teraz ewangelicznym kościołem pod wezwaniem św. Jerzego stoi elegancki jegomość w meloniku z laseczką, zaś na środku ulicy, nie bojąc się aut, które właśnie zniknęły, bo nie nastał jeszcze ich czas, przechadza się bojowo nastawiony kogut, w końcu to już nie Orunia, a wieś Ohra.

Na imię nie mam już Grażyna tylko Gretchen, i nie jestem panią w średnim wieku, tylko dwunastoletnim podlotkiem o podrapanych kolanach, i warkoczykach, za które tak lubią szarpać moi szkolni koledzy. Mam starszego brata Johanna, który pracuje w stoczni Pana Schichaua, i młodszą siostrę Annę, za niedługo dołączy do nas kolejny członek rodziny, bo brzuch mamy jest już naprawdę duży.

Mamy? O Boże zapomniałam o Mamie, za uszy mnie wytarmosi, miałam szybko wrócić do domu po szkole, pognam więc brukowaną Hauptstrasse, a potem wzdłuż torów Schulstrasse, przeskoczę przez tory i będę już na naszej Grauer Weg, gdzie pod numerem 13 stoi nasz piękny nowy dom z czerwonej cegły.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Stara waliza. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

62 odpowiedzi na „Ohra

  1. jula pisze:

    Ja sie dałam zaczarować. 🙂
    Ogldałam kiedyś film na podstawi książki , nie pamiętam kogo. Te czytałam. Film z rolą główna Elżbieta Czyżewska pt. godzina posąsowej rózy. Takie własnie przeniesienie nastolatki z lat 60-tych XX wieku w początek XIX , ztym że akcja w Warszawie. 😉 . .. . Pa!

  2. Starsza (od Starszego) pisze:

    Wisz pani… Ty się lepiej nie przenoś jednak… Zanim się obejrzysz I światowa, wielki kryzys, druga światowa. Lepiej niech będzie jak jest. Przynajmniej nie wiemy co nas czeka, a tam, niestety wiadomo – nic dobrego…

  3. Incitatus pisze:

    Dzień dobry: )
    Poniesiony nastrojem dotknąłem palcem wskazującym monitora! Zimny!!
    Może dotknąć jakiegoś innego i innym palcem?

    • Incitatus pisze:

      PS Jesteś zawsze smutna, nostalgiczna, bezśmieszna….Czemu?

      • graszka pisze:

        Każdy jest jakiś. Nie jestem zawsze smutna, czasami się śmieje 🙂

        • Incitatus pisze:

          Wiesz, wielu ludzi mnie nie lubi ze względu na mój paskudny charakter. Nie wybierałem go sobie, sam mi wyrósł…. Jak to Broniewski pisał:”..Nie głaskało mnie życie po głowie..”, no i nie jego jednego, choć gdybym na swoją młodość, byt zapewniany przez rodziców narzekał, to godzien byłbym większych jeszcze mąk piekielnych niż te, na które nynie całkiem sprawiedliwie zasługuję! Aliści – jak zwykł był powiadać swego czasu Pan Jerzy, najsłynniejszy chyba pedał Rzeczypospolitej XX w. – jest w człowieku coś, co każe mu widzieć słońce choćby za chmurami, gwiazdy, choćby zamglone…
          Lubię Cię, Graszko, lubię Twój blog, Twoich gości, ale…… ale Wy wszyscy jesteście ponurzy, smętni jako świątki przydrożne, znękani…. I tego nie rozumiem….Mnie może być źle, ciężko, paskudnie i parszywie, ale to nie powód bym stał w pierwszym czy drugim, czy trzecim rzędzie chóru unisono zasuwającym ponury gregoriański chorał i skarżył się na świat cały. A nuż ktoś mnie usłyszy, a nuż pochyli się nade mną?: ) To oznaka słabości! Dostałem i ja w życiu tak w kość, że to co tu spotykam lekkim zadrapaniem przy oberwanej ręce się wydaje… I żyję, psiamać, i nie szlocham, i nie patrzę na świat szary, ponury, zadeszczony…świat bez nadziei na cokolwiek… on jest barwny….Że trzeba zacisnąć czasem zęby? A trzeba, tyle, że nikt tego widzieć nie musi. bo go to guzik obchodzi!! To moje zęby, moje zaciskanie i mój szczękościsk….A innym nic do tego…
          Piękne gładkie zdanka, ochy, achy, ukradkiem ucierane n apokaz łezki współczucia, bo tak wypada, bośmy przecie kulturalni, humanitarni, pełni uczuć wzniosłych i wyniosłych…!: ( Bujda na resorach!! To teatr, maskarada, twarze arlekinów!
          Wybacz szczerość, inaczej nie potrafię to ten parszywy charakter!!
          A ludzi, moja droga, znam jak nikt z tu obecnych. Przez trzydzieści z górą lat wykonywałem zawód którym tak gardzisz i takiej ludzkiej podłości, zbydlęcenia, mierzwy człowieczej z jaką codziennie się stykałem nie zna nikt z Was!!!

          • graszka pisze:

            Senatorze, moja bratowa ma taki charakter jak Ty. Nie zrobiłeś mi przykrości ani nie zasmuciłeś. Bardzo dziękuje za szczere uwagi. Pozwolisz, że się do nich odniosę
            Pod koniec tygodnia czuje już zmęczenie fizyczne. Tak Senatorze, dużo pracuję. Pracuję sprzątając ludziom domy. Po powrocie , wykonuję prace zlecone przy których muszę pomyśleć, a teraz zdecydowałam się otworzyć sklep internetowy. Dla syna jestem matką i ojcem. Jest jeszcze mama, która wymaga opieki. Rodzina scedował ten obowiązek na mnie, widocznie sądzą, że oni pracują a ja się obijam. I nie piszę tego teraz, żeby ktoś pochylił się nade mną, jaka ja jestem biedna, nieszczęśliwa. Biedna i nieszczęśliwa to ja byłam dwa lata temu jak wyłączyli mi prąd. Podniosłam się i jestem z tego bardzo dumna. Krytykować jest znacznie łatwiej. Prawda? Wyobraź sobie taką sytuację, że moje wpisy będą o tym jaka jestem dzielna, wspaniała jak sobie ze wszystkim radze. Z realnego życia znam trzy osoby, które bardzo by mnie za to skrytykowały. A wiec i tak źle i tak niedobrze. Czy ja na swoim blogu mam udawać kogoś kim nie jestem? Mam wzloty i upadki. Upadek nie jest oznaką słabości. Najważniejsze umieć podnieść się z upadku. A ja tego dokonałam.

            Jakiś czas temu , Piotr który jest dziennikarzem zaproponował mi warsztaty dziennikarskie. Pamiętam siedzieliśmy przy stole i trzeba było szybko napisać notkę.
            -Tobie to będzie łatwo, przecież tyle piszesz, powiedział Piotr. Skończyłam jako ostatnia, i wcale nie było mi łatwo.
            Pisząc na bloga, wystukuję na klawiaturze słowa, zdania jak z karabinu maszynowego, i kiedy opublikuje wszystkie emocje ze mnie schodzą. Powiadasz smutna, nostalgiczna. Jestem różna. Jest też osoba która mnie czyta od początku. I wiesz co mi powiedziała jakiś czas temu?
            „Skoro tobie się udało i mi się uda, dodajesz mi skrzydeł”. Są też i tacy którzy krytykują, twierdzą że ubolewam nad sobą . Podkreślę jeszcze raz, ja nie potrzebuję niczyjej litość. To że jestem zmęczona fizycznie to nic nie znaczy, ja pracuję ciężko na własny sukces.

            A do zawodu o którym wspominasz. Nie , żadnym zawodem nie gardzę. Cenie ludzi wykształconych, którzy coś osiągnęli własną pracą. Mam kompleks niższości , bo nie mam studiów  , ale to już mój problem. W swoich notkach bardzo często używam stwierdzeń sprzątam u prawnika, biznesmena, wojskowego.

            Całkiem niedawno Klarka ogłosiła zabawę . Trzeba było znaleźć w sobie pięć dobrych cech. Ponieważ mam niską samoocenę i w stosunku do siebie jestem bardzo krytyczna zapytałam trzech osób. Dwie, w tym moja bratowa, która w rodzinie jest uznawana za osobę bardzo szczerą powiedział mi , że zachowałam dziecięcą radość. A więc potrafię się cieszyć i śmiać.
            Wybacz lakoniczny wpis, powstaje mimo zmęczenia, bo nie chcę abyś pomyślał, że gniewam się na Ciebie. Jeśli podasz mi swój adres wyślę Ci moją książkę w prezencie. Mały upominek na Mikołaja 

            • Incitatus pisze:

              Dziewczyno, ja Cię podziwiam i szanuję! I bardzo, bardzo lubię. Moja tyrada nie była skierowana przeciw Tobie, a wręcz przeciwnie była pisana w Twojej obronie. A tak, obronie!! Bo pośród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły!!
              Ja ponoć troszki umiem pisać. Guzik to prawda, przyjaciele z bloga wymusili na mnie napisanie jakiejś tam wycieraczki, jak te nasze zmieniające się motta misiekpancerny nazywa to i czasami coś tam naskrobię! Mistrzem jest Quackie! O, jego warto czytać, to Mistrz nad Mistrze, a jego Pan Lajkonik to prawdziwa perła…., Świetny przez swą pomysłowość i fantazję jest właśnie Miś. I inni. Ja jestem zniewolonym wyrobnikiem pióra.
              Ale ad rem, czyli od tego od czego zaczałem. Na każdym blogu znajdziesz przyjaciół, znajdziesz też zwykłych ciekawskich co to lezą człowiekowi w życie by urozmaicić sobie własną szarą codzienność i znajdziesz takich jak ja. Pochlebiam sobie, że jest nas niewielu. My widzimy co dla innych ukryte. Ten lujier zalewający treść zdań, te słowa miłości tak wielkie, że mastodonta by zatłukły. Te wyrazy podziwu równie fałszywe jak perły z Jablonexu!!
              Przeciw temu napisałem co napisałem i choćbym miał się z hukiem rozpuknąć nie wycofam ani jednego słowa!
              Maski arlekinów przewijają się między krwistymi, prawdziwymi do bólu ludźmi, których gościsz u siebie!!.
              I to dla nich był ten post!!
              A to….:)
              http://kwiatostacja.com/files/bukiet-zoltych-tulipanow.jpg?PHPSESSID=7317bda6b82754ab81f026d18c37163c

              • Incitatus pisze:

                Miało być, psiakość ” Lukier”, ale jak tu błędy poprawiać??: (((

              • graszka pisze:

                Pisałam już kiedyś o tym, ale powtórzę. Jak zaczynałam pisać, pies z kulawą nogą do mnie nie zaglądał. Założenie było inne, miałam pisać o Oruni. Blog wymknął mi się z pod kontroli. W świecie blogowym jest tak, że chodzisz po bogach, zostawiając swój ślad. Tak powstaje kółko adoracji ( określenie baby). Mam teraz gorący okres, nie mam czasu na łażenie po blogach. A mimo to, ludzie przychodzą do mnie. I za to ich cenię.

    • graszka pisze:

      Spróbuj wskazującym 🙂

  4. magnolia pisze:

    Incitatus, ludzi o mocnym języku nie nielubię, ale zdecydowanie się ich boję.
    Są szczerzy, prawdziwi, ale jak się stanie w pobliżu to się zwykle oberwie od nich, co najmniej łokciem. Może czasem warto oberwać, człowiek się do pionu wyprostuje przynajmniej, ale z własnej woli nie mam ochoty się decydować na ryzyko.
    No i piszesz tu prawdę, walisz mocno.
    Jednak Ty jesteś Ty, więc widzisz świat ze swojego okna wyłącznie, wyposażony w swoją siłę, w swój charakter, swoją wrażliwość.
    Nie każdy z nas może ważyć 50 kilo, nie każdy da radę biec w maratonie.

    Dla mnie rzeczywistość z tego bloga to nie jest lekka i łatwa codzienność. Bardzo cieszy mnie ,że jednak daje się w niej znajdować radość i zachwyt. I widzę tego dużo tutaj.

    • Incitatus pisze:

      Obawiałem się, że nie zostanę zrozumiany!
      Ja nie walę mocno, moja droga. Polecam Ci mój tekst z bloga madagaskar08.pl pt. Homo Homini. Tu adres: http://madagaskar08.pl/blog/2012/11/07/homo-homini/
      Powstał z inspiracji jednym jedynym zdaniem Graszki ….. Przeczytaj, może łatwiej pojmiesz, że łokciami to nie ja!!!!

      • Kneź pisze:

        Musisz zrozumieć, Senatorze, że tu są nieco inne zwyczaje i nieco inni goście niż w naszych enklawach. Tu oprócz nas (nie całkiem normalnych) są normalni blogerzy i musimy o tym pamiętać. Z drugiej strony nie możemy wypowiadać się wbrew sobie, wiec też nam się należy pewien margines zrozumienia 😀
        Tak wiec przy odrobinie dobrej woli na pewno zostaniesz właściwie zrozumiany. 😀

      • Baba ze wsi pisze:

        Niech to cholera! Dwa razy zjadło mi komentarz pełen emocji – trzeci raz się nie rozpiszę!

        • Kneź pisze:

          Pewnie chciałaś się wyzłośliwić i graszkowy skrypt antyzłośliwostkowy dał odpór? 😀

        • Incitatus pisze:

          Cześć, Babulinko!: )))* Pewnikiem pierniki! Spierniczone jak zwykle w drogę komętowi wlazły!: ))

          • majka pisze:

            A niech to … ! , taką gafę wczoraj w słowniku popełniłam, że … rumienię się nadal.
            Fajnie mieć życzliwych ludzi, którzy potrafią zrozumieć inność innych,
            ich kłopoty, rozterki,
            i tych z wyspy też ,
            😉 , 🙂 🙂

          • Baba ze wsi pisze:

            Do trzech razy sztuka…

            No dobra. Słuchaj Rumaku, do uszka szepczę.
            Jeśli jedno zdanie Graszki sprawia, że piszesz podobne notki, jak w linku – to ja chcę by była Twoją najsmutniejszą muzą.
            Bo to co napisałeś, jest mi bliskie; to co napisałeś – i te klepiska, polepy, głód (mało kto zrozumiał, tak jak chciałam mój post o chlebie z olejem), ci styropianowi kombatanci… towarzyszyło mi przez całe dzieciństwo, kojarzy się z bardzo ważnym dla mnie człowiekiem, który miał w pewnym sensie podobne przeżycia. To wzrusza.

            Pisanie o problemach jest potrzebne. Może być terapią tak dla piszącego, jak i dla czytelników – takie wywalenie z siebie, zrobienie miejsca na te lepsze rzeczy, a jednocześnie odkrycie, że ktoś może borykać się z tym samym. Różne są czasy, różne stopnie odczuwania trudności, smutku, bólu. Nie ma co porównywać okresu wojen, czy stalinizmu do sprzątania, do chorób, a jednak – przeżywa się tak samo. W danej chwili.

            I mylisz się – tu nie ma samego ponuractwa – tu jest sama energia! Ta kobieta ciągle gdzieś lata, coś pisze, coś robi, maluje, fotografuje, nie siada gdzieś na progu z flaszką zapomnienia, tylko zyje!

            A to, że komentarze są nijakie – no cóż, my wspieramy jak umiemy, a takiego żywiołu, jaki panuje na Waszych wyspach – na Madagaskarze, czy Kneziowisku, to trzeba nas nauczyć 🙂 Nauczyć, że blog może być nie domem znajomego, do którego się idzie z wizytą, a domem rodzinnym, gdzie się siada na kanapie i ględzi o wszytskim na raz i nie dobierając słów, by a nuż nie urazić kogoś :))

            To co Wy robicie, i Ty i Kneź i wszyscy przyjaciele z Waszych blogowisk, podoba się i mnie i Graszce – i oby takich jak Wy było więcej. Więcej takiej rodzinnej atmosfery.

            Ale opowiadań Graszki nie chcę się wyrzec – po to tu przychodzę. No!. Uwaga, dodaję…

            • Baba ze wsi pisze:

              ufff

              • Incitatus pisze:

                Ufffffff!! A już się bałem o swą niepowtarzalną nieziemską urodę!
                Opowiadania Graszki są wspaniałe….cudowne…Tylko, do starego rogatego diabla, one zasługują za swe piękno na owacje na stojąco, a nie na piernikanie pod nosem jakichś tam mizernych pochwalątek!!
                Ludzie, macie tu talent na miarę Safo (Incitatus, nie galopem!!), a Wy stękacie pochwałki miast huraganem braw ramy tego bloga roznieść!!??
                I bez cukru, lukru, bezów i wuzetek proszę!! Słodycz zabija tak samo jak gorzka cykuta!!

            • Kneź pisze:

              Malutkie sprostowanie Bezetko, my nic wspólnego z blogowiskami nie mamy, blogowiskiem jest onet, blox, czy nawet blogspot, ale nie Kneziowisko. To jest strona na skrypcie dla wielu użytkowników i nic więcej, podobnie zresztą jak i Wyspa.
              Nic mi do uczenia innych – gdzie mnie nie chcą, albo gdzie nie czuję kontaktu, tam mnie nie ma – ani mi w głowie kogokolwiek pouczać. Natomiast owszem, zdarza mi się odwiedzać inne blogi i tam wtrącać swoje trzy grosze, z efektem różnym – mam nadzieję, że nikt za mną nie pluje?
              Tu kiedyś zajrzałem i uznałem miejsce za dobre, chociaż nawiedzane przez dziwnych gości, których już z resztą nie widuję – i dobrze.
              Jak trafiłem stąd na Twój blog to akurat wiesz, i nie żałujemy chyba oboje, a zaczęło się od spięcia akurat – czyli jednak się uczymy! 😀

          • Baba ze wsi pisze:

            cichaj, zaledwie 5 przypaliłam – i wyślę je Kneziowi, bo i tak nie może słodkiego jeść 😀

        • graszka pisze:

          Pisz Babo, ja też sobie ulżyłam w komentarzu długim 🙂

          • majka pisze:

            Graszko, był taki , jaki powinien być – szczery i bez obłudy .
            Mnie czasem tzw.”palma” odbija , co niekiedy kończy się totalnym nieporozumieniem.
            Myślę, że nadajemy na wspólnych falach ? 🙂
            Incitato może inaczej się wypowiada, ale to też pokrewna dusza, jak wiele, wiele osób dodających słowo w Twoim blogu.
            * 🙂 🙂

            • graszka pisze:

              Majko pewnie, że nadajemy.
              Mi tylko czasami czasu brak na odpisanie 🙁 Wybacz.
              Mam często z tego powodu wyrzuty sumienia. I teraz też, zalegam z pracami zleconymi a siedzę na blogu. Zmykam do pracy. Bawcie sie u mnie dobrze

    • graszka pisze:

      Dzięki Magnolia.
      Zastanowiłam się nad komentarzem Senatora, bo w tym tygodniu już druga osoba ma podobne zdanie. Koleżanka stwierdziła, że często „dołuję”. Może to ze zmęczenia 🙂 Może za dużo biorę sobie na głowę?

  5. Nika pisze:

    No i przeniosłaś mnie w czasie… czarodziejko:)

  6. Alla pisze:

    Ufff… Mądre Baby 🙂 i kochane…
    PS Graszko odsapnij deczko… i pisz, pisz..
    Serdecznie pozdrawiam..

    • Incitatus pisze:

      Na masz, jeszcze i moja Muza tutaj!: )))***

    • graszka pisze:

      Sprzątałam dzisiaj apartament Wojskowego – najbardziej sterylny i nowoczesny, potem mama, załatwianie jej spraw w administracji. Szybki obiad i prace zlecone. W piątek dom prawnika (lubianego senatorze), dlatego teraz już zmykam spać.

  7. wiedźma pisze:

    Wszystko już zostało powiedziane….. 🙂 Chętnie czytam Twoje opowieści Graszko, pisz jak Ci serce dyktuje. Senatorowa wypowiedź jest z gatunku ” sursum corda” i tak to trzeba czytać.
    Pięć Twoich dobrych cech ? O. kochana, sam fakt, że masz tyle zainteresowań i tak ładnie je pokazujesz, mimo ciężkiej pracy i niełatwych warunków….i tego, że dajesz radę……… a Ty piszesz o niskiej samoocenie ? Kto Ci tak się przysłużył? Ukręciłabym mu głowę 🙁

    • Incitatus pisze:

      A Wiedżminka jak zwykle delikatna. No, co dama to dama. Ja tam wyprułbym obwiesiowi flaki i jeszcze go na nich powiesił!!

    • graszka pisze:

      Dzięki. Ja naprawdę lubię pisać. Bratowa do tych dobrych cech dodała wrażliwość, rodzinność, dorzuciła również te gorsze jak np. mało odwagi, chowanie głowy w piasek. Ale to wszystko będzie na inny wpis

  8. graszka pisze:

    Dzień dobry.
    Kawa wypita. Zmykam do pracy.
    A z dobrych wiadomości – jutro sobota, Warsztaty fotograficzne i zakupy do „sklepu”

  9. Incitatus pisze:

    No, czytacze, może tak który się odezwie, bo licznik chodzi, a to znaczy, że lud literki znajęcy tu się pałęta!!

    • graszka pisze:

      Senatorze daj mi chwilkę, muszę jechać po gaz, sprawdzić mieszkanie koleżanki bo pojechała na urlop a ja opiekuję się jej mieszkaniem i skrobnę coś do poczytania 🙂

      • Incitatus pisze:

        Witam: )))
        Ja poganiam resztę tych co to jakby co, to zachwyty, a jak trzeba i wypadałoby coś napisać to dudy w miech!!: ((
        I pomyśleć, że zaledwie wczoraj o tym pisałem. Już zapomnieli??: ((

    • Alla pisze:

      Się odzywam, ja 🙂 Witając Wszystkich…
      PS Graszka zapewne jeszcze zabiegana..

  10. jestem3xl pisze:

    …mogę biec z Tobą? Pięknie napisałaś.

  11. Tetryk56 pisze:

    Jestem, jestem, nawet jak Senator nie pogania! 🙂

  12. wiedźma pisze:

    Graszko… a mnie te wspomnienia przypomniały bardzo dobrą komedię Allena… Paryż był w tytule, a bohaterowie wciąż chcieli żyć o epokę wcześniej 🙂 Rózne zabawne sytuacje i postaci się objawiały na ekranie ….

    • graszka pisze:

      Oglądałam O Północy w Paryżu – świetny film.
      Zapraszam na nowy tekst. Łał, napisałam jak Kartka kiedy pisał bloga.

  13. Pingback: Stara waliza i ja | orunia.org

Możliwość komentowania jest wyłączona.