Stara waliza

 

 

– Piątek, piątulek, piątuleczek – powtarzałam radośnie jak mantrę wychodząc od prawnika. Pod koniec tygodnia jestem już mocno zmęczona pracą. O niczym innym nie marzę, jak tylko o własnej kanapie, ciepłym kocu i Frani, która zawsze kładzie się razem ze mną.

W domu panowała błoga cisza. Syn zabarykadował się w swoim pokoju, i zapewne przeniósł do wirtualnej przestrzeni, strzelać lub siec jakimś świetlistym mieczem. Owinięta kocem, drapałam mruczkę Franię i delektowałam się kawą. Znacie taki błogostan?

Przysypiałam już kiedy zadzwoniła mama.
– Mamo śpię – wymamrotałam do słuchawki.
– Dobrze, dobrze dziecko, odpoczywaj.

Zawinęłam się mocniej w koc. Morfeusz wziął mnie w objęcia. Plaża, palmy, lazurowy ocean, przystojni, opaleni mężczyźni z bobrami na klatach. Hmm… akcja się rozwija, będą momenty… 😉
– Drrnnnnn! – dobiega mnie nie wiem skąd. Skąd do cholery na egzotycznej plaży telefon? Znika niebo, palmy, szlag trafia admiratorów. Kupa! Kupa! Kupa! A było już tak cudownie!

– Pani Grażyno, a nie widziała pani kluczyków do Nisana? – pyta intruz.
– Zaczyna się! Cholera jasna znowu się zaczyna! – jęknęłam w myślach.
– Wszystkie klucze do aut wiszą w kuchni – całą siłą woli staram się odpowiedzieć grzecznie, w końcu „klient twój Pan”, po chińsku to chyba będzie „Nín de kèhù, nín kěyǐ” – (您的客戶,您可以)
– Nie ma ich tam – odpowiada dobry pan, ludzki pan.
– Są tam gdzie je pan z łaski swojej raczył ciepnąć – mam prawie na końcu języka.

Dom biznesmena sprzątałam w poniedziałek, dzisiaj jest piątek, czy ja jestem duchem świętym i wiem gdzie mógł je rzucić? Chyba wyczuł, że zaraz wybuchnę i na (jego) szczęście się rozłączył. Zła próbowałam wrócić na plaże, do blond chłopaków, ale wylądowałam gdzie indziej, nie pamiętam już gdzie. Jakieś kotły? Smoła?

Godzinna drzemka zbawienną jest bez dwóch zdań. Tymczasem ludzki pan pewnie biegał po całym domu krzycząc niby Hilary: „Gdzie są moje okulary? Szuka w spodniach i w surducie, W prawym bucie, w lewym bucie. Wszystko w szafach poprzewracał, Maca szlafrok, palto maca. Skandal! – krzyczy – nie do wiary! Ktoś mi ukradł okulary!” :-)))

Wczoraj zadzwonił tuż przed 22.
– Pani Grażyno, a nie wie pani gdzie są ulotki?

Rozpaczliwie próbuje sobie przypomnieć. Ulotki? Ulotki? Jakie kurde ulotki? Reklamówki jego firmy?
– W pokoju bilardowym, pod stołem! – olśniewa mnie.
– Nie te ulotki, wie pani, te co się zamawia jedzenie…

Kopary opadają!

Z jednej strony cieszę się, że wrócił mój kochany pracodawca, Przez te dwa miesiące gdy był za granicą, brakowało w moim budżecie poniedziałkowej stówki, ale z drugiej strony denerwują mnie jego stałe telefon.

Postanowiłam, że więcej sprzątań nie biorę. Aktualnie mój grafik jest zapełniony. W poniedziałek biznesmen Hilary, we wtorki pani Krysia, a w środy i piątki prawnik, w czwartki wojskowy. Co prawda prawnik płaci najmniej, bo za dwa dni pracy mam tyle co za jeden u pozostałych, ale to najpewniejszy grosz.

Sprzątanie wykańcza, ale pozwala na zapłacenie rachunków, niestety nie zawsze na czas, zwłaszcza kiedy dzień wypadnie z powodu wyjazdu czy świąt.

Od kilku dni przeprowadzam badanie rynku. Dzisiaj rozmawiałam z żoną prawnika. Myjąc podłogę opowiedziałam jej pokrótce o swoich planach, i spytałam co chciałaby kupić w takim sklepiku.

– Pani Grażyno, a kiedy ma Pani na to wszystko czas? – spytała zdumiona.

Prasując zastanawiałam się co mnie tak pcha, zmusza do działania? Przecież mogłabym po pracy, tak jak wiele innych kobiet, włączyć telewizor, obejrzeć jakiś odmóżdżający serial, albo poczytać tabloid. Po co gnam na warsztaty fotograficzne, szarpię się z Edenem, myślę o własnym małym biznesiku?

Nie marzą mi się jakieś wielkie kokosy. Jestem świadoma faktu, że rynek jest nasycony, i trudno się przebić. Szaleje kryzys, ludzie zaciskają pasa, mało kto skusi się na ręcznie robione ozdoby, rzeczy z duszą. Jeśli uda mi się coś sprzedać, to bardziej uraduje mnie fakt, że komuś to co oferuje spodobało się, i że teraz będzie zdobić jego dom.

Być może to co wprawia mnie w ruch to strach przed samotnością na starość. Nie chcę tak jak moja Mama, bezczynnie czekać aż może ktoś zadzwoni, albo przyjdzie. Boję się szarych, długich dni kiedy nie ma nic do zrobienia, i nie ma żadnych marzeń do zrealizowania, trzeba tylko czekać cierpliwie na „Game Over”. Chce za ileś lat, gdy będę już starowinką, siedzącą w bujanym fotelu, z uśmiechem patrzeć w przeszłość, zadowolona z tego, że żyłam tak jak chciałam, a nie rozpamiętująca czego nie zrobiłam.

 A wracając do sklepu, po wielu dyskusjach klamka zapadła. Sklep będzie się nazywać „Stara waliza”. Pierwszą walizkę dostałam od Yuki, drugą kupiłam sama. Poproszę Grzegorza Jezierskiego o zrobienie jej zdjęć. Nie mam na to finansów, ale może zrobi mi to gratis po znajomości.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

67 odpowiedzi na „Stara waliza

  1. wiedźma pisze:

    Brawo Graszko ! Tak trzymać….. oglądałam Twoje rękodzieła i jestem pełna wiary, że ” się przyjmą „… 🙂 A Ty wyglądasz jak dobry duszek, który wie co diabeł ogonem komu nakrył. Może poradź swemu pracodawcy św. Antoniego…. jest patronem od rzeczy zgubionych czy nie ?:)

    • graszka pisze:

      To jest bardzo dobry pomysł, jak zadzwoni jeszcze raz skieruje do Sw. Antoniego. Mama, kiedy szukałam czegoś gorączkowo , podpowiadała usiądź i pomódl się do Antoniego 🙂

      • wiedźma pisze:

        … taką radę, podaną z uśmiechem może ten pan kupi ? Nie wiem jak u niego z poczuciem humoru…..

    • ania.mania pisze:

      Św. Antoni pomaga zawsze. Tylko wiara jest potrzebna 🙂

  2. Incitatus pisze:

    Przyślij jakieś foto.

    • graszka pisze:

      Na blogu, jak wejdziesz w kategorie „decoupage”, zobaczysz moje stare prace. Takie były początki.
      Plan jest taki- ja coś stworze, Baba coś stworzy.
      Jak się wezmą dwie Baby do kupy to albo będzie sukces albo wielkie bum 🙂

      • Incitatus pisze:

        Dzień dobry:)
        Wszedłem, piękne, ale to nie jest prezentacja marketingowa, to wystawa dobrana pod prezentację dla znajomych!
        Potrzebny jest fachowiec, który profesjonalnie zajmie się reklamą.
        Inaczej grono potencjalnych nabywców ograniczy się do bywalców bloga!

        • graszka pisze:

          Dzień dobry 🙂
          Masz rację, ta zakładka została stworzona na potrzeby bloga. W dawnym „życiu” , kiedy pracowałam w dużej państwowej firmie zajmowałam się statystką i poniekąd marketingiem 🙂
          Jest też druga strona medalu. Ja nie mam pieniędzy na marketing. Teraz kupując szkatułki do ozdobienia muszę wybrać pomiędzy wędliną do zjedzenia a kupieniem czegoś do sklepu.
          Stronę internetową robi mi fachowiec, zdjęcia na pierwszą stronę również fachowiec, później jak się podszkolę może będą moje. Nie chcę iść do Urzędu Pracy i starć się o dotację, nie chcę iść też do banku. Mam awersję do kredytów. Dwa lata temu obudziłam się z ręką w nocniku, teraz odbija mi się to czkawką.

          • Incitatus pisze:

            Zatem strona internetowa – mam nadzieję – będzie na tyle obszerna, że zmieszczą się na niej fotki dużego formatu, nie jakieś miniaturki.
            Przez marketing rozumiem rozpropagowanie sklepiku, nie akcję telewizyjno-prasową z klipami z Wysp Salomona, Panią Dodą z walizką w zębach i tym wyblakłym blond debilem, co to na taśmie filmowej został papieżem, a teraz lata po ekranie TV i wyśpiewuje „dała bym ci dała, gdyby nikt nie wiedział”:) ))

            • graszka pisze:

              Haha, oj dała bym, Ci dała.
              Strona jest jeszcze w rozsypce, ale znam jego realizację dlatego o to jestem spokojna.
              Liczę na zaprzyjaźnione blogi, które może zdecydują się umieścić linka na swoim blogu. To też duża reklama.
              Moja głowa jest pełna pomysłów. Nie mogę wynająć Dody, plaży i papieża. Tak jak inne sklepy nie będę umieszczała zdjęć z rezydencji zagranicznych. To mają być swojskie, domowe klimaty 🙂 Jak myślisz. Uda mi się ?

              • Incitatus pisze:

                Uda!
                Pod jednym wszakże warunkiem – Twoi przemili przyjaciele zamiast sapać, stękać, narzekać i rzewne łzy ronić wezmą enegiczny udział w tym zbożnym dziele. No – Majka tam se raz na tydzień płaknąć może!: ))
                Ale to wyjątek.
                Po blogach musisz sama połazić, coś tam troszki popisać, ale nie w temacie, lecz by oswoić dzikoludów ze swą osobą, bractwo korespondencję emalią rozpocznie okrutną, do mądrych wniosków dojdzie i interes ruszy!
                Aha, z kopyta ruszać to ja mam wyłączność!: ))

                • Kneź pisze:

                  „Moc” sprawczą blogów już kiedyś testowałem i to wcale nie dla zabawy ani zdobycia wiedzy, i powiem Ci Senatorze, że jest niewielka, wręcz żadna. Tak więc na zbyt wiele bym nie liczył, aczkolwiek zdarzają się sytuacje kiedy taka fala potrafi wzbierać i ponieść. Ze swojej strony mogę tylko zapewnić, że Kneź będzie tam gdzie powinien wtedy być. Niestety, to bardzo mało.

          • ania.mania pisze:

            Graszko, a czemu nie chcesz spróbować w U. Pracy? Jeśli byś potrzebowała pomocy w tej materii (przygotowanie papierologii) to mogę Ci pomóc. Sama taką dotację brałam, jest bezzwrotna i pieniążki dostaje się „z góry”. ZUS przez dwa lata (jeśli nie miałaś w ciągu ostatnich 5 lat działalności – ten okres musiałabym sprawdzić) jest „do przełknięcia”. Jakbyś chciała wiedzieć więcej to pytaj mailowo 🙂

  3. graszka pisze:

    I jeszcze jedną mam dobrą wiadomość. Napisałam do Grzegorza Jezierskiego maila, dostałam odpowiedz. Walizka będzie miała profesjonalne zdjęcia na stronę internetową. Za dziękuję. Grzegorz jesteś WIELKI – dzięki.
    Ps I jak tu nie wierzyć w dobro ludzi.

  4. jula pisze:

    Jesteś bardzo pozytywną kobietą i jakże waleczną – tylko zdrówka i pieniążków ! 😉 😆

  5. Klarka Mrozek pisze:

    Może po prostu nie odbieraj? Wszak jeśli to będzie coś ważnego to może napisać ten pan wiadomość sms.
    Miłego!

    • graszka pisze:

      Żeby mieć wolne ręce używam słuchawki. Telefon leży gdziekolwiek, słuchawka w uchu. Jak dzwoni mam taki dziwny odruch wciśnięcia guziczka.
      Klarko, ale to dobry pomysł .

  6. Alla pisze:

    Dzień dobry… Cudnie Graszko:) Obejrzałam Twoje cacka i z radością czekam na stronkę, abym i ja mogła coś dla siebie kupić i polecić znajomym.
    Zdrówka, zapełnienia tej walizy w niezbędne środki płatnicze, które zapewnią dostatek i pewność jutra – życzę 🙂
    Serdeczności.
    PS Snów kolorowych, odprężających.. 😉 ale to dopiero wieczorkiem 😀
    PS2 Fotel bujany, przezornie, kupiłam osiem lat temu. I wiesz co? Wcale nie jest taki wygodny 😀 Muszę wypróbować czy da się z… (?) lapciem na kolanach… Zanim zaproszę na stałe, w me progi – czworonożnego futrzaka.. 😉

    • graszka pisze:

      To Ty zapobiegawcza jesteś 🙂 Fotela narazie nie mogę kupić, bo miejsca mam mało 🙂 I tak stół w pokoju zamieniłam w warsztat. Już nawet przestałam go sprzątać. Leżą skrzynki, szklane wazony, sznurki , kleje i farby. Frania i tak jakoś sobie radzi spacerując pomiędzy.

      PS Ale w domu na wsi, w takiej chacie …fotel bujany 🙂

      • Alla pisze:

        … i koniecznie kominek lub porządny kaflowy piec…
        Fajnie 🙂

        • graszka pisze:

          Jeśli kaflowy piec to z białych kafli

          • Alla pisze:

            Kiedyś, gdy byłam piękna i młoda, wynajmowałam mieszkanie i tam w jednym z pokoi był przepiękny piec w kolorze butelkowej zieleni 🙂 Gdzieś mam utrwalony na zdjęciu. Musze poszukać…
            Ponoć go właściciele rozebrali… Ich prawo. Ja bym go jednak nigdy nie zlikwidowała:)

  7. Alla pisze:

    Aha, wczesnym rankiem nie było Twojej Oruni… Przestraszyłam się.. Ale wszystko oki, na szczęście 🙂

    • graszka pisze:

      Czasami tak bywa, nie wiem dlaczego. Z technicznymi sprawami to u mnie na bakier. Instrukcji nie czytam, nie rozumie, nie kumam. Mi czasami to palcem trzeba 🙂
      Zmykam. Warsztaty o 10 a ja jeszcze w szlafroku 🙂

      Miłego dnia dla Wszystkich

  8. Nika pisze:

    Grażynko mocno trzymam kciuki by Wam się udało z tym biznesem:) Pamiętam, że kiedyś już o tym pisałaś. Radziłam Ci wtedy ubiegać się o dotację z Unii. Jak rzeczy będą oryginalne i ciekawe, niespotykane gdzie indziej może być szansa dofinansowania:)

    Oby Wam się udało z Babusią wejść na rynek, bo to co teraz robisz to ciężka i niewdzięczna praca.

    mła:)

    ps. Wzdrygnęłam się na Twoje senne marzenie wiesz??? Opaleni przystojniacy to faktycznie miła wizja, ale z bobrami na klacie?? a fuj:)

    • Incitatus pisze:

      Co???? Mnie się rodowe sobole ze zgrozy zjeżyli!! Prawdziwy chop nie baba woskiem na nogach trzy razy w tygodniu aż się koty po tym ślizgają!!: (

    • graszka pisze:

      Nika, nie chcę dotacji, bo nie chcę , żeby ktoś mi stale patrzył na ręce i rozliczał z każdej złotówki. Masz rację , już był taki pomysł, samej trudno było się zmobilizować, we dwie znacznie łatwiej. Jak jedna wpada w doły druga ją wyciąga za uszy

      • wiedźma pisze:

        Graszko…. nie wiem czy masz rację. Owszem, dają pieniądze i stawiają pewne warunki, ale nie jest to takie straszne. Może przemyśl to jeszcze? przedziwne projekty są robione za unijną kasę, szansa i może szkoda jej nie wykorzystac ?

        • graszka pisze:

          Byłam kiedyś w Urzędzie, pytałam. Stawiają jak dla mnie zaporowe warunki, poręczycieli, duży wkład własny.

  9. szelma111 pisze:

    Dzień dobry!!! Na Twoim miejscu Grażynko, chcąc odpocząć, wyłączałabym telefon. Przecież ten Hilary nie płaci Tobie za dyżury telefoniczne. Wtedy bez przeszkód mogłabyś podziwiać przystojnych, opalonych panów na plaży 🙂

    • szelma111 pisze:

      I jeszcze jedno – Twoją ozdobioną kankę na mleko zamieściłam na swoim blogu – szelma910.blog.onet.pl , którego codziennie odwiedza przynajmniej kilkunastu czytelników. Jeśli chcesz, to będę tam zamieszczała Twoje prace z odpowiednią informacją.

      • graszka pisze:

        Szelma bardzo Ci dziękuje za umieszczenie kankli 🙂 Lubie ją , jest stara, szkoda mi było ją wyrzucać

  10. wiedźma pisze:

    Graszko. Twoje świece sa świetne na mały prezent, ciekawa jestem dalszych pomysłów Twoich i Babi ( że sie spoufalę ) ….. Ogłosisz mozliwość zakupu, prawda ?:)
    A Senator ma rację, wszyscy możemy Cie zareklamować…. będzie ” szeptany łańcuszek” .

  11. graszka pisze:

    Wróciłam z warsztatów. Troszkę teorii dobrze mi zrobiło. Warsztatowcy postanowili mi pomóc. W przyszłą sobotę jadę z walizką. Wszyscy będziemy robili zdjęcia. Jednym słowem walizka będzie miała wzięcie.
    Iwona Krzysztoń porobiła mi parę portretów, bardzo jestem Ciekawa jak wyszłam, bo ja nie lubię siebie na zdjęciach. Czekam z niecierpliwością na pocztę.
    Ps Wszystkim Wam bardzo dziękuję

    • Alla pisze:

      Na pewno pięknie Graszko. Jestem o tym przekonana 🙂
      PS Dobrej nocy Pracusiu. Bez drn drn czy innej melodii.. 🙂

  12. graszka pisze:

    Dzień bez telefonu. Skoro świt wsiadłam w auto i pojechałam do Edenu. Tam odpoczywam, nabieram dystansu do spraw bieżących. Później mama i jej kłopoty. W końcu jestem w domu.
    Miłego popołudnia 🙂

  13. Incitatus pisze:

    Dzień dobry: ))

    Cóś wyhamowało??” (

    • graszka pisze:

      Dzień dobry
      Blog to niewielka część jaką się zajmuję. Czasami trzeba wybrać, bawić się w pisanie czy pracować?
      Trudno to wszystko pogodzić, muszę jednak ograniczyć bloga, może do tygodniowej notki? A wrócić do codziennego pisania będąc na emeryturze.

      Zmykam sprzątać dom biznesmena Hilarego.
      Miłego dnia

      • majka pisze:

        Taaaa, ja czasem też wybieram, a dziś jest ten dzień na moje raz w tygodniu „płaknięcie” 🙂
        Temat sklepiku był już dawno opisywany, zdjęcia Twoich Graszko prac również; zdolności i pomysłowość Babi też u Ciebie najpierw poznałam ( dom z niebieskimi oknami) .
        Markentingowo niewiele pomogę, wiecie, że nie prowadzę bloga, a krąg moich znajomych jest bardzo skromniusieńki.
        Cóż zatem mogę ? , no może jakieś surowce , które u mnie w domu są zbędne, a Wasze zdolne ręce przeistoczą w cudo na półki sklepowe.
        Nazwa sklepu świetna, jak i waliza z Edenu !, tak pomyślałam, że już waliza i stara, i pęknie trzymająca się jak na swój wiek, sugeruje asortyment związany z ….. może dodać jakiś mały podtytuł ?

      • Incitatus pisze:

        Cóż, skoro pozbywasz się bloga……

        • majka pisze:

          Iincitato, ja bloga się nie pozbywam, ja go jeszcze nie założyłam 🙂
          Popełniłam jedną autorską notkę w gościnnym Kneziowisku, a i to z pomocą gospodarza.
          Na ile mam czas, to podczytuję tu i tam, a czasem jakąś swoją myśl dopiszę.
          A jak fale poniosą na wyspę niebezludną, a pełną pozytywnego humoru, to będę częściej i tam swój skromny ślad paluszków zostawiać 😉
          Na dziś wieczór mam robotę w domu , przyniesioną z roboty 🙂 ,
          papierolologia , z którą nie wyrabiam pod koniec roku do godz. 15 . A jutro od rana zaś klienci i kole-ine stosy biurkoracji 🙁

        • graszka pisze:

          Senatorze mam kiepski dzień. Uszkodziłam syna auto, sprzątałam wielki dom, trzepałam dywany i szorowałam podłogi. Wróciłam z pracy zmęczona i nie mam ochoty na uśmieszki i prowokacje słowne.
          Proszę ciebie nie dorabiaj ideologi do moich komentarzy.
          Znam swoje priorytety. Praca, rachunki są najważniejsze.

  14. magnolia pisze:

    Świetnie, że choć na moment wpadasz. Dobrze Cię rozumiem, nie wszystko się zmieści w dobie, a konieczne jest też czasem odpocząć.

    Piękna ta stara waliza.
    Trzymam kciuki za Was.

    • graszka pisze:

      Magnolia, nie odpoczywam. Już drugi dzień, wieczorami robię wianek. A dzisiaj? Niedawno obiecałam sobie, że nie biorę dwóch sprzątań. Zadzwoniła wojskowa, poprosiła abym posprzątała jej mieszkanie na sprzedaż. Dlatego zaraz lecę do p Krysi a o 14 do Gdańska. Jestem zmęczona, tak bardzo, że nie wiem dlaczego łzy lecą mi ciurkiem…. I wpadłam na krótki filmik dzisiaj rano – i już wiem dlaczego tak się zabijam. Jak znajdziesz czas „zapracowana dziewczyno” oglądnij, warto
      http://www.youtube.com/watch?v=mn-gbEVdrAQ&feature=player_embedded#!

  15. magnolia pisze:

    dzięki za ten link, świetny.
    U nas też jest mini lawendowe pole- tylko 40 m2, ale i tak robi wrażenie. Mamy 130 szt lawendy.
    Nam się udało z domem, Tobie też się uda. Mój ojciec mówił, żebyśmy dali spokój, że nie damy rady. Mama przyznała ,że też nie wierzyła w powodzenie naszej budowy, dopóki nie zamieszkaliśmy.

  16. ania.mania pisze:

    Graszko, będę mocno ściskała kciuki, żeby Wam się udało. Zastanów się nad dotacją. Mogę posprawdzać dla Ciebie jakie są warunki. Pisałam Babie o wyszukiwaniu dla Was przedmiotów „do recyklingu”. Dzielne dziewczyny jesteście :)))
    Czy znasz może „Szczepana” – hurtownię pod Gdańskiem, w sąsiedztwie Rafinerii? Tam mają mnóstwo różnych ciekawych rzeczy, drewnianych, szklanych, korkowych, plastikowych – wszystko do domu, tasiemki, sztuczne kwiaty, lampy. Generalnie mydło i powidło na wielkiej powierzchni. I ceny myślę, że bardzo atrakcyjne, może na Wasze potrzeby coś tam znajdziecie? W każdym bądź razie połowę wyposażenia mojej kuchni mam właśnie stamtąd. Tylko żeby obejść wszystko trzeba mieć dobre 3 godziny.
    Serdeczności!!!

    • graszka pisze:

      Aniu, to był bardzo cięzki dzień. Dopiero dotarłam niedawno do domu. Chciałam dzisiaj napisać o synu, ale jestem tak zmęczona, że marzy mi się jedynie łóżko.
      Pytałam się kiedyś w U. Pracy, wiem , że musiałabym przedstawić biznesplan. Pomyślę jeszcze o tym.
      Strona internetowa, która się robi nabiera już kolorytu, a ja z rzeczami do sklepu w polu. Robię od dwóch dni wianek i dokończyć nie mogę 🙁
      Byłam z Babą u Szczepana w sobotę po warsztatach stanowczo za późno, bo 20 minut przed zamknięciem sklepu. Nie zdążyłam wszystkiego zobaczyć.
      Ps. Jeśli komuś nie odpisałam, pominęłam , wybaczcie. Muszę odpocząć.

Możliwość komentowania jest wyłączona.