Bursztynowa Dolina

0

Na początku grudnia mojej mamie zepsuł się piec centralnego ogrzewania. Zaczęła z niego wyciekać woda. Mama porusza się na wózku. Jest bardzo schorowana, więc sama nie jest w stanie nic załatwić. Nie wychodzi z domu.

Mając doświadczenie w kontaktach z administracją budynku, a w szczególności znając ich „poważne” podejście do zgłaszanych awarii, 4 grudnia napisałam podanie w dwóch egzemplarzach. Potwierdzoną kopię zapobiegawczo zachowałam dla siebie.

Tak jak drogowców, tak i administrację, każdego roku niezmiernie dziwi fakt, iż w grudniu przychodzi zima. To, że temperatura spada poniżej zera jest dla nich, nie mającą prawa się wydarzyć anomalią pogodową. Mieszkanie w domu z czerwonej cegły trudno jest ogrzać paląc w zainstalowanym w piwnicy piecu. Nie muszę mówić jakie panują tam warunki gdy piec nie działa. Syberia.

Składając podanie zapytałam czy naprawa pieca należy do obowiązków administracji.
– Tak, naprawimy go, o ile znajdą się pieniądze – potwierdziła urzędniczka.
– Skoro są pieniądze na tak wspaniałe inwestycje jak stadion, Europejskie Centrum Solidarności, Teatr Szekspirowski, to znajdzie się parę groszy na naprawę starego pieca – pomyślałam naiwnie. Nadzieja jest matką głupich i swoich dzieci nie lubi.

Czas mijał. Mama ubrana w trzy ciepłe swetry i czapkę marzła. Litościwi znajomi pożyczyli grzejnik elektryczny. Niestety domowi z czerwonej cegły daleko do domu pasywnego. Grzejnik nie wyrabia się.

Zaproponowałam Mamie, że zabiorę ją do siebie, i oddam jej własne łóżko, a sama będę spać na materacu. Odmawiała tłumacząc się tym, że musi czekać na miejscu, na pracownika, który piec naprawi. Doświadczenie z PRL.

Rozumowała, że przecież w administracji widzą jakie panują temperatury. Nie można żyć w domu bez ogrzewania w grudniu. Zwłaszcza kiedy się jest starą, schorowaną kobietą. To zrozumie każdy człowiek, ale czy urzędnik jest człowiekiem? Czy dla urzędnika zamarzający mieszkaniec, to tylko jeden z wielu papierków wędrujących z biurka na biurko?

Sześć dni po złożeniu podania listonosz przyniósł urzędowe pismo. Mama, swoimi wykrzywionymi przez reumatyzm palcami, niezdarnie rozdarła białą kopertę. Przeczytała ale nic nie zrozumiała. Zadzwoniła z płaczem. Nie ma rady, pędzę na Orunię.

W piśmie stało, że zachowując drogę służbową, piątego grudnia BOM nr 4 na Oruni przekazuje sprawę do Gdańskiego Zarządu Nieruchomości Komunalnych, do działu Energetycznego w Gdańsku na Cygańską Górę 1. Niecałe dwa kilometry w sześć dni.

Natychmiast dzwonie do działu technicznego w BOM nr 4. Jestem przełączana od urzędniczki do urzędniczki. W końcu trafiam na właściwą. Tłumaczę, że sprawa jest bardzo pilna bo od 4 grudnia Mama nie pali w piecu. Jest bardzo chora i marznie.
– Pod koniec roku zgłasza pani awarię pieca? My nie mamy pieniędzy na naprawę! – mówi z pretensją w głosie, wielce zszokowana moją prośbą.

Zamurowało mnie na amen w pacierzu. Znaczy awarie pieców należy zgłaszać z półrocznym wyprzedzeniem, w środku upalnego lata? Jeśli piec działa, to należy go z premedytacją zepsuć i zgłosić do naprawy.

Pani techniczna (nie znam nazwiska) podała mi telefon na Cygańską Górę do działu Energetycznego. Dowiaduję się, że sprawą pieca zajmuje się pan Piotr Sabanowski. Dzwonie.

Odbiera miły kobiecy głos. I znowu opowiadam od początku historię pieca, i marznącej, chorej Mamy. Pani jest miła, chce pomóc, prosi o telefon za trzydzieści minut. Oddzwaniam. Dowiaduje się, że podanie z BOM-u dotarło 5 grudnia. Przydzielone zostaje wspomnianemu powyżej panu Piotrowi, który niestety do 11 grudnia jest na urlopie.

Wiele lat pracowałam państwowej instytucji, i z doświadczenia wiem, że skoro pojawia się jakaś sprawa do załatwienia, to zajmuje się nią zastępca, o ile ktoś jest na urlopie. No dobra, czepiam się, może pan Piotr jest jedynym specjalistą od pieców, i dlatego podanie musiało czekać na jego powrót z urlopu.

Jeszcze jestem cierpliwa. Proszę o pomoc przedstawiając w jak dramatycznej sytuacji jest Mama. Pani mnie rozumie, podpowiada, że w środę o ósmej jest zebranie, podczas którego ustala się kolejność napraw. Prosi żebym zadzwoniła o dziesiątej, wtedy będzie już wszystko wiadomo.

Czekam do dziesiątej. Dzwonie,  tym razem trafiam na mężczyznę. I znowu opowiadam historię pieca i Mamy. Pan zapewnia mnie, iż doskonale rozumie, prosi o pozostawienie telefonu, bo właśnie pan Piotr wyszedł, ale na pewno oddzwoni.

Czekam. Czekam. Czekam. Nie dzwoni. Dzwonie ja.
– No nie ma pani szczęścia, niech pani spróbuje za dziesięć minut.
Czekam 10 minute. Pan Piotr nadal nieobecny.
– Przekazałem mu Pani sprawę, na pewno zadzwoni.
Kolejny raz.
– Pan Piotr wyszedł, zadzwoni na pewno!
Mija południe. Dzwonie kolejny raz.
– Mam dla pani dobrą wiadomość! Pan Piotr właśnie pojechał do BOM-4 w sprawie waszego pieca

Hurra !!!!

Pan jest miły, uprzejmy, a ja bardzo mu wdzięczna. Szczęśliwa odkładam słuchawkę.
– Dlaczego do BOMu, do urzędników, a nie bezpośrednio do Mamy? – zakrada się zwątpienie.

O 14:30 dzwonie do działu technicznego, szukam tam pana Piotra, który przecież ma mój numer telefonu i miał do mnie oddzwonić. Panie z technicznego go nie widziały, również próbują się do niego dodzwonić. Nie odbiera telefonu.

Pan Piotr przez dwie i półgodziny z centrum Gdańska na Orunię nie dotarł. Samochodem to parę minut, góra trzydzieści, gdyby był mega korek. Na piechotę można dojść w dwadzieścia minut. Może przytrafiło mu się jakieś nieszczęście? – martwię się. – A może po prostu wybrał się w czasie godzin pracy na świąteczne zakupy?

O 14:55 dzwonie do Gdańska do działu energetycznego, pytam pana, z którym już konferowałam, czy pan Piotr wrócił. Nie wrócił. Jestem mocno rozżalona, panu się obrywa.

Mama czeka już tydzień na kogoś kto zobaczyłby co się stało z piecem. Może to jakaś niewielka usterka. W mieszkaniu jest parę stopni, w nocy jeszcze zimniej.

Może nie jestem obiektywna w tym co napisałam, sprawa dotyczy mojej Mamy. Przyjaciółka Honia twierdzi, że jestem za grzeczna, że tylko proszę, nie walę pięścią w stół. Nie wiem co mam zrobić. Napisać do prezydenta Adamowicza? Ale czy on, który snuje wizje Bursztynowej Doliny w Gdańsku, jest w stanie zejść ze swoich chmur i pochylić się nad losem biednych mieszkańców?

W końcu jest jednym z najbogatszych samorządowców w Polsce. Podczas swojej prezydentury dorobił się (między innymi) siedmiu mieszkań, może, w ramach chrześcijańskiego miłosierdzia odda parę na potrzeby biednych? Bóg mu to w niebie w trójnasób wynagrodzi, o wdzięczności ludzkiej niewspominając.

A może podpalić się jak ten Czech, na tym wspaniałym stadionie za prawie miliard złotych, który świeci pustkami na meczach? A może pójść śladem Brunona K. i zacząć gromadzić trotyl? Nie po to żeby kogoś pozbawić życia, ale żeby rozpieprzyć w drobny mak rurę dostarczająca ciepłą wodę urzędnikom?

Skończył się PRL. Od pary lat jesteśmy w Unii. Nic się nie zmieniło. Sądzę, że przed wojna niemiecki właściciel/gospodarz domu naprawiłby piec w góra jeden dzień. Bez żadnych papierków i urzędniczych biurek.

Zastanawiam się za co ja kocham ten kraj?
Na pewnie nie za to, że wizytę u ortopedy mam wyznaczoną na marzec przyszłego roku. Ale to inna historia.

DSC_9565

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 odpowiedzi na „Bursztynowa Dolina

  1. Baba ze wsi pisze:

    Cholera.

    • Baba ze wsi pisze:

      Nasz cieknący dach Administrator budynku – czyli telekomunikacja polska vel orange, „naprawia” od 21 lat (czyli od powstania budynku). W tym roku po raz pierwszy zdecydowali się kogoś przysłać na wizytację, po czym zaraz potem następnego, bo pierwszy źle deski na balkonie wymierzył… 😉
      A na dachu dalej nikogo nie było…

      Wyspa spichrzów wyburzona – mieszkańcy wysiedleni na perferia, płacą dwukrotnie wyższe czynsze za mniejsze lokale, a na wyspie w nowych nowoczenych apartamentowcach pomieszkuje sam pan A.

      I co poradzisz?

      • graszka pisze:

        Ano nic, troszkę się podenerwuję, pozłoszczę.
        Ja nawet zrozumiałabym ten brak pieniędzy, ale zlewające podejście urzędnika doprowadziło mnie do ….nie chcę przeklinać. Dzwoniłam dzisiaj do mamy, nie cieszą ją swięta, ona chce mieć tylko ciepło.

  2. jestem3xl pisze:

    Może komunizm w Polsce się skończył, ale nie w urzedach…

  3. Tetryk56 pisze:

    Współczuję mamie… Nie wiąż jednakże postawy tych ludzi z urzędnikami ani socjalizmem – ostatnio zostałem podobnie potraktowany przez dział wsparcia klienta (!) dużej, współczesnej, amerykańskiej i niewątpliwie kapitalistycznej firmy HP w sprawie zakupionego u nich serwera. Mentalność spychotechniki i dupochronów pleni się wszędzie, gdzie się da…

  4. Raniuszek pisze:

    No i nie mylmy urzędasów z urzędnikami. Mili i kompetentni urzędnicy tez istnieją. Choć to wciąż u nas rzadkość w żaden sposób nie nagradzana, ani nie promowana.

    • graszka pisze:

      Masz racje, bardzo miła była pani z którą rozmawiałam we wtorek. Ona chciała szczerze pomóc. Bardzo miły też był pan do którego dodzwoniłam się w środę. Wysłuchał, zapisał numer do mnie. Tak jest we wszystkich zawodach. Była pielęgniarka u ortopedy która krzyczała, ale też pielęgniarka u reumatologa, która potrafiła skrócić czas oczekiwania na wizytę 🙂

      • romuald hamski pisze:

        Graszka!
        Smutne jest to że przychodzi nam cieszyć się z tego, że ktoś pracuje tak jak powinien…
        że nie zachował się wobec nas po chamsku [nomen omen :)]…
        że wziął się do roboty… itd…
        A przecież tak powinno być CAŁY CZAS i nie powinno to być żadną „łaską”.

        • graszka pisze:

          Zapewne masz rację.
          Dzisiaj maje serce jest pełne radosci, u mamy jest już ciepło i to za sprawą wielu dobrych ludzi 🙂

  5. Jula :) pisze:

    KOMUNIZM, CZY NIE KOMUNIZM. ?
    Chodzi o to, że chyba ktoś naiwnie myśli , że w kapitalizmie się dba o biednych .
    Cy jeszcze nie dotarło,że tam prócz bogatych jest bieda , o której się mówi z lekceważeniem „nieudacznicy”, to nic nie zmienia zwłaszcza w państwowych urzędach, kłania się przedwojenny „Kafka” itd.. (słynne powojenne „tumiwisi” !!! 🙁
    Ja „Graszko” na siłę bym zabrała mamę do siebie. A jednocześnie „monitowałabym” non stop i dodatkowo problem nieogrzewanego budynku, którą ewidentnie urzędnicy olewają, (ten fachowiec najwyraźniej każe tak mówić, mimo iż jest, że go nie ma), bo jak któraś urzędniczka powiedziała na „takie drobnostki nie ma pieniędzy, bo się wydało nadprogramowo na pusty stadion!!!..
    Ja dodatkowo zgłosiłabym problem ze zdjęciem do lokalnej gazety itd… Do jakiegoś stowarzyszenia itp. Program Jaworowicz , jakie to państwo obecnie jest. Człowiek jest nikim, zwłaszcza ten uboższy. 🙁
    Smutne i prawdziwe.Pa!

    • graszka pisze:

      Jula, tym razem nie schowam głowy w piasek, nie rozpłaczę się nieporadne.
      Moi znajomi mają znajomych. Dzisiaj rozmawiałam z panem z telewizji, będzie u mamy we wtorek. Dzisiaj też odwiedził mamę dziennikarz z portalu Moja Orunia, przeprowadził wywiad, porobił zdjęcia.
      Jestem ogromnie wdzięczna wielu osobom, zapewne napiszę o tym wpis.
      Nie dzwoniłam ani do BOM-4 ani do pana Piotra z działu energetycznego. Czekam, w końcu na podaniu jest telefon do mamy. Nikt nie dzwonił.

  6. ania.mania pisze:

    Przykre … czasami człowiek stoi, tłucze głową mur a ten ani drgnie, chociaż prawdziwy od tego nachalnego walenia dawno by runął 🙁
    Urzędnicy jak ludzie … są różni, ale generalnie w większość na wszystko mają czas, niestety 🙁

  7. romuald hamski pisze:

    gdyby każdy „urzędnik” zrobił przymusowy półroczny „staż” na kasie w hipermarkecie [czy innym molochu słynącym z łamania praw pracowniczych, ludzkich i każdych innych] to od razu nauczyłby się, że siedzi na tym swoim cieplutkim stołeczku nie po to, aby miały na co iść pieniądze z podatków, ale by pracował służąc obywatelom i mieszkańcom!

    Wiwat TUSK!
    Obiecywał ZMNIEJSZYĆ o połowę ilość urzędników, a on ją PODWOIŁ!
    To „państwo” to KPINA z uczciwych ludzi!!!

    • graszka pisze:

      Wiesz, ja przez ponad dwadzieścia lat też byłam urzednikiem 🙂 , ciężkiej, fizycznej pracy nauczyłam sie sortując marchew przy taśmie. Może własnie dlatego, teraz mam inne spojrzenie na życie.

  8. wiedźma pisze:

    Graszko ? ile rodzin mieszka w tym budynku ? Przecież ten piec nie ogrzewa tylko mieszkania Twojej Mamy ? Czy te mieszkania nie są wykupione ?
    Pytam, bo można byłby powołać małą wspólnotę i wówczas naprawa zepsutego pieca nie byłaby żadnym problemem…. tylko czy mieszkańcy chcieliby się na to zdecydować ?
    Tak, jak to opisujesz jest po prostu strasznie…. marznący ludzie i urzędnicy zajęci sami sobą i swoimi stołkami..

  9. jula pisze:

    Wiedźma,
    te mieszkania nie są wykupione. 🙁
    Ci , co ich byłoby stać na wykup, już tam nie mieszkaja.
    Pozostali najbiedniejsi , starsi, którzy tam przeżyli całe zycie.
    To widać i słychać z wpisu Graszki !!!..
    Prawdopodobnie te mieszkania nie bedą w ogole do wykupienia , bo byc może planuje się tam „elytarne osiedle dla nowyszy pt. Bursztynowa dolina nr. 2” 😉
    Pa!
    ps.Widze , że Graszka zajeta bardzo, jak sklepik z cudnymi upominkami świątecznymi?
    Graszka a może by ta miła starsza pani u której pracujesz, rozprowadziła te cudnej urody drobiazki po swoich bogatych znajomych (takie unikatowe nie powielane cudeńka są w cenie ! ) 🙂

  10. graszka pisze:

    Dzisiaj odwiedził mnie wierny czytelnik z Iławy. Przyjechał spotkać się ze mną a zarazem wybrać coś dla siebie. To było bardzo miłe popołudnie. Ostatnio bardzo mało piszesz- powiedział. Zapytał o nową książkę.
    Czasu na pisanie coraz mniej, stacjonarny komputer pospuł się, pożyczam laptopa od syna, żeby sprawdzić pocztę i komentarze na blogu. Dużo też pracuję. Coraz bardziej denerwuję się, że sklep będzie wyglądał jak ten z PRL-u. Piękny sklep (strona piękna) tylko półki puste.
    A wracając do komentarzy. Dom z czerwonej cegły świeci pustkami, kto mógł juz dawno wyprowadził się. Piec który znajduje się w piwnicy ogrzewał wyłacznie jedno mieszkanie mojej mamy.
    O pomoc poprosiłam wiele osób, między innymi Piotra dziennikarza z portalu Moja Orunia. Postanowiliśmy, ze on napisze artykuł dzisiaj, dlatego ja milczę. Sprawa została pomyślnie zakończona, mama cieszy się ciepłem z nowego pieca.
    Ps Jak tylko bedę miała sprawnego kompa, wrzucę parę rzeczy które udało mi się zrobic

  11. majka pisze:

    Trochę trwała wymiana pieca, ale dobrze, że już ma pomyślny finał.
    Graszko, grudzień z ponurymi i krótkimi dniami, to nie najlepszy czas do zapełniania Walizy. W Nowym Roku będą jaśniejsze dni i nowe pomysły. 😉 🙂 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.