Moja wigilia

DSC_0229

W mroźny wigilijny poranek wstałam dość wcześnie. Mama jeszcze mocno spała. Niestety nie był to dla mnie dzień wolny od pracy. Czekał na mnie dom biznesmena. Wszystkim swoim pracownikom dał wolne, niestety mnie nie było dane zaznać jego świątecznej łaskawości.

Miasta spało. Nie było zwykłego o tej porze korka. Widocznie większość ludzi wzięło wolne aby móc spokojnie przyszykować się do wigilii i świąt. – Tylko cztery godziny i wracam do domu – myślałam mknąc kanarkową rakietą syna. – A później pojadę do siostry na Wigilię.

Byłam pozytywnie nastrojona.

– Przyjeżdżają goście, dom musi lśnić od poddasza po samą piwnicę, gdzie znajduje się pokój bilardowy – usłyszała w progu od partnerki biznesmena. Pozytywny nastrój szlag trafił.

Wdrapałyśmy się na poddasze. Są tutaj dwa ogromne pokoje służące za graciarnie. Istna stajnia Augiasza zastawiona pod sufit kartonami, walizkami i niepotrzebnymi rzeczami

– Tutaj będą spali goście, to wszystko trzeba usunąć, wymyć podłogi, i pościelić łóżka. Jak pani skończy to proszę zabrać się za salon, a na koniec koniecznie piwnicę.

Stałam jak słup soli. Kopciuszek wysłuchiwał wytycznych Macochy kiwając milcząco głową. Jak uporam się w osiem godzin to będzie rekord świata w sprzątaniu. O matce chrzestnej, karocy, sukni balowej, koafiurze i diamentowych szpilkach mogę zapomnieć. Bal… pardon wigilię diabli wzięli.

– I niech pani rozłoży jakieś chodniki w piwnicy, tak żeby było przyjemniej. – dodała słodko gospodyni. – Zresztą pani Grażyno, pani wie co ma robić, a ja zmykam bo mam wyznaczoną wizytę u fryzjera, a jeszcze muszę skoczyć do Galerii aby kupić prezenty.

Bogaci żyją inaczej” pomyślałam zrezygnowana. Święta są dla nich. Kopciuszki muszą zapieprzać. Biegałam więc między piętrami taskając walizy, kartony, dywany i pościel. Odkurzałam, szorowałam szczoteczką do zębów podłogi. Po ośmiu godzinach moja noga spuchła jak balon. To była najciężej zarobiona stówka w ostatnim czasie.

Wracałam z pracy koszmarnie zmęczona, zakurzona i rozgoryczona. Zadzwoniłam do siostry. – Przepraszam, ale nie przyjadę do Ciebie. Nie mam siły. Właśnie skończyłam pracę.

Myślę, że mnie zrozumiała. Na szczęście zakupy zrobiłam wcześniej z pomocą syna, bo sklepy były już pozamykane.

Gdyby ktoś spytał dlaczego, nie mając pieniędzy, bazując tylko na własnej pracy i pomocy innych, otwieram sklep internetowy „Stara waliza”, odpowiedziałabym, że właśnie po to, żebym nigdy więcej nie musiała sprzątać, zwłaszcza u ludzi, którzy myślą, że pani od sprzątania to jest taki robot, co to jak skończy, to parkuje się w szafie i ładuje baterie.

W domu wzięłam szybki prysznic, nie miałam siły na makijaż. Wraz z synem krzątaliśmy się po kuchni przygotowując potrawy wigilijne. Żartowaliśmy, że zamiast uszek z kapustą i grzybami będziemy jedli tortillę z serem. Czerwony barszcz był z torebki. Usmażyłam jedynie mały kawałek karpia z pieczarkami – ulubionej potrawy syna. Zrobiłam śledzie w śmietanie.

Syn, jako jedyny mężczyzna w domu przygotował opłatek. Ze łzami w oczach (przynajmniej u mnie) złożyliśmy sobie życzenia. Moje dorosłe dziecko życzyło mi rozkręcenia biznesu, tak abym nigdy nie musiała więcej tak ciężko pracować fizycznie. Ja życzyłam mu aby znalazł dziewczynę, z którą spędziłby szczęśliwie resztę życia. Mamie życzyłam zdrowia.

Na stole nie znalazło się dwanaście potraw. Było skromnie ale bardzo rodzinnie. Ważniejsza niż jedzenie była atmosfera spokoju i rodzinnego szczęścia. Wspólnie posprzątaliśmy ze stołu. Mama brała udział, wraz innymi widzami telewizji TV Trwam, w zbiorowej terapii hipnozy, a ja wraz z synem obejrzałam u niego w pokoju dwa filmy – „Listy do M” (na moją prośbę) i „Jestem Bogiem” (życzenie syna)

To była jedna z najpiękniejszych Wigilii w moim życiu. W dresie, bez makijażu, bez dwunastu potraw, ale z klimatem miłości i zrozumienia. To chyba najważniejsze, prawda?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Moja wigilia

  1. Ewelina pisze:

    Myślę Grażynko, że niejeden pozazdrościłby Ci takiej Wigilii. Pozdrawiam serdecznie!
    E.

    • graszka pisze:

      Wieczór był cudowny. Bez pośpiechu i zgiełku, a przede wszystkim bez „sztucznych” wymuszonych uśmiechów, bo tak wypada 🙂

  2. dudi pisze:

    jak to mówią – „nie ma tego złego”… Wszystkiego dobrego dla Was, Graszko… Odpoczywaj !

  3. wiedźma pisze:

    Odpoczywaj Graszko i niech to będzie ostatnia taka zapracowana u obcych Wigilia. Serdecznie pozdrawiam.

    • graszka pisze:

      Oby, Sylwester też u nich pracuję bo to przecież poniedziałek. Mam jednak nadzieję, że w Nowym Roku to się zmieni 🙂

  4. Miśka pisze:

    Miłość zwyciężyła…takie święta w gronie tych, których kochamy są najważniejsze! Niech wszystkie Twoje plany się powiodą, by kolejna Wigilia była równie cudowna, lecz mnie „zmęczona”;)

  5. magnolia pisze:

    Ściskam Cię świątecznie.
    Zdarzyła Ci się rzecz cudowna, taka o której marzy niejeden mieszkaniec wielkiej wilii i szuka jej wśród prezentów i fryzjerów. Czasem sama szukam takich magicznych chwil, i nie zawsze znajduję- gubią się w zgiełku dużej rodziny ( tej u rodziców), w niepewności czy nowi członkowie rodziny ‚przełkną’ że u nas czyta się fragment Biblii, że dzieci za głośne a przecież w małym pokoju szwagier usypia niemowlę, w takich drobiazgach.

    Buziaki
    M.

    • graszka pisze:

      Magnolia ogromnie się cieszę, że znalazłaś odrobinę czasu.
      Moje Święta były szczerze magiczne, a wiesz dlaczego? Bo nic nie musiałam. Nie musiałam szczerze-nieszczerze się uśmiechać, udawać kogoś kim zupełnie nie jestem. Przestałam w końcu zabiegać o to, żeby przy jednym stole zasiadła wielka rodzina. Nie denerwowałam się w kuchni, że gościom nie będzie smakował karp. Filmu syna nie zrozumiałam, ale siedziałam z nim na kanapie i było mi fantastycznie.
      PS Księgę Hioba przeczytałam kilkanaście razy, tak samo jak List do Koryntian 🙂

  6. GPS pisze:

    Wigilia Graszko, rzecz święta.
    Dobrze, że potraficie znaleźć to co tego wieczoru najistotniejsze.
    Proszę Graszko, jak usłyszysz w przyszłości w sytuacji świątecznej taką listę życzeń, to podyktuj taką cenę, aby choć na wigilijny katering wystarczyło. Jeśli biznesmeni nie mają wyobraźni, aby świąteczne porządki robić wcześniej, to niech będą przygotowani na wydatki. Stówą jestem oburzony.

    Buen Camino

    • graszka pisze:

      Wiesz jak to jest z biznesmenami, liczą każdą złotówkę dwa razy. Pisząc ten wpis zupełnie wyleciało mi z głowy. Kiedy zasiadaliśmy z synem i mamą do stołu zadzwonił telefon. Był to syn biznesmena
      – pani Grażyno, na kominku leżał papieros, gdzie go pani poprawiła?
      Wycierając kurze, przesunęłam go może 10 cm. Wystarczyło dobrze spojrzeć, ale po co jak można zadzwonić.
      Buen Camino

  7. GPS pisze:

    Wiesz nie mam nic przeciw liczeniu, dwa a nawet trzy razy, ale jak ktoś utracił umiejętność mnożenia to niech może żyje w gnoju jaki sam wytwarza. Rzeczą wołającą o pomstę do Nieba jest niegodziwe wynagrodzenie. „Pokój ludziom…” też jest tylko dla ludzi dobrej woli.
    No masz, napomstowałem….
    No może dlatego, że nie bardzo widzę jak praktycznie sobie poradzić z dylematem Praca – Godność w zetknięciu delikatnej kobiety z takimi typami.

    B.C.

  8. Pingback: To był dobry rok | orunia.org

Możliwość komentowania jest wyłączona.