Stara waliza i ja

720a

Wbiegam do naszego pięknego domu przy Grauen Weg 13, a mama załamuje ręce na mój widok – Gretchen! Gretchen, przecież mówiłam ci, że masz wrócić jak najszybciej, przecież musimy się pakować, jutro jedziemy do wuja Anzelma, do AdlerHorst!

Nie mówię Mamie, że tak długo mnie nie było, bo czas się zapętlił, i musiałam przeżyć przeszło czterdzieści lat jako Grażyna w przyszłym czasie, o wojnie o której jeszcze nie wie, i lepiej żeby nie wiedziała, bo wtedy zginie pod Staliningradem jej pierworodny syn, a mój starszy brat Johann, o wojnie, której nie dożyje mój ojciec, zażarty socjaldemokrata zamordowany w obozie w Stutthof. Nie wie nawet o Hitlerze, który ma niespełna dwadzieścia lat i aktualnie marzy w Wiedniu o karierze artysty, nie przypuszczając, że przyniesie zagładę światu.

Lecz ja to wszystko wiem, pamiętam świat, który będzie za sto lat, zimę roku 2012. Pamiętam moją walkę o każdy grosz, obolałe, spuchniętę od sprzątania obcych domów kolana, pamiętam smażony chleb gdy lodówka była pusta, i tą poniżającą nadzieję, że może znajdzie się jakaś uczciwie płatna praca, lecz z każdą mijającą nocą będę pamiętać mniej z mojego poprzedniego przyszłego wcielenia, bo podczas snu wymazują się wspomnienia, i przestanę być Grażyną, a zacznę żyć jako Gretchen. Każdy z nas to przeżył będąc dzieckiem, któremu nocą śniły się obrazy z poprzedniego życia, aż o nim zapomniał.

Na środku dużego pokoju stoi wielka nowa waliza, podchodzę do niej, delikatnie głaszczę jej tekturowe wieko, pachnie nowością. Kupiłam w sklepie braci Freymannów, wytargowałam rabat, mówi zadowolona z siebie Mama. Patrzę na walizę i wiem, że spotykamy się ponownie, bo za sto lat kupię ją na ryneczku koło stadion żużlowego od jakiegoś amatora tanich trunków, za niecałe trzydzieści złotych i zawiozę do mojego drewnianego domku na działce, a za jakiś czas nazwę tak mój sklepik.

Spotkamy się więc po raz drugi, a zarazem po raz pierwszy, patrząc zgodnie z ogólnie przyjętym kierunkiem upływu czasu. Witaj stara walizo, szepczę do niej. Witaj Graszko, odpowiada ona poznając mnie, i nie dziwi się, bo tak jak ja wie, że wszystko jest tylko drganiem strun poruszonych palcem stwórcy, cząstką informacji zatopioną w naszej czterowymiarowej przestrzeni, wykrojonej z 10 lub nawet 26 wymiarowego ciasta wszechświata.

Wszystko to magia, wiesz Graszko? Wiem, stara walizo, wiem, odpowiadam jej i idę pomagać Mamie pakować nasze rzeczy na kilkudniowy wyjazd nad morze, do wuja Anzelma, który ma piękny dom w AdlersHorst, które kiedyś pokocham za panującą tam ciszę i spokój, ale wtedy to już będzie Orłowo.

Poprzednia część

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Stara waliza. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Stara waliza i ja

  1. jestem3xl pisze:

    Pięknie i ciekawie napisane…

  2. adasko pisze:

    Dziekuje za ciekawa lekture.

  3. greeneyes pisze:

    dobrze się czyta, trafia w środek duszy – dwoma słowami – moje klimaty 😉 dziękuję

Możliwość komentowania jest wyłączona.