To był dobry rok

Wnetrze

Koniec roku skłania mnie, zapewne jak większość z was, do refleksji nad mijającym bezpowrotnie czasem. Nie da się go cofnąć ani zatrzymać. Można co prawda trochę spowolnić wsiadając do mknącej z prędkością światła rakiety, ale skąd takową rakietę wziąć?

W sylwestra czeka mnie sprzątanie domu biznesmena, tego samego co okazał w zeszłą wigilię dobroć. Bardzo chciałabym napisać, że to ostatni raz, ale wiem, że jeszcze trochę potrwa zanim oddam mu klucze i powiem „sprzątaj sobie człowieku sam”.

Gdybym jednym zdaniem miała podsumować minione dwanaście miesięcy, stwierdziłabym, że to był dobry rok, a ja nie mam prawa narzekać. Wszystko zależy od nastawienia do życia. Szklanka może być do połowy pełna, lub w połowie pusta. Czyżbym stała się optymistką?

Mieszkanie opłacam na bieżąco, spłacam zaległości, komornik nie dobija się do drzwi, lodówka nie świeci (za często) pustkami, co pewien czas mogę pozwolić sobie na kupno paru moich ukochanych pomarańczy, czegoż chcieć więcej?

A praca?

Od prawie trzech lat nie ma stałej pracy, i prawdę powiedziawszy straciłam już nadzieje, że takową znajdę. Ile można wysłać CV bez odpowiedzi? Dziesięć tysięcy?

Po wielu latach bezpiecznego etatu w biurze, życie zmusiło mnie do pracy w koszmarnych warunkach przy sortowaniu marchwi, taskaniu ciężkich kartonów za 3,47 zł za godzinę, sprzątaniu banków i nowo wybudowanych budynków, byciu ochroniarzem. Moje aktualne zajęcia to bułka z masłem przy powyższym. Bywają takie dni jak w Wigilię, kiedy człowiek wraca koszmarnie zmęczony, rozżalony, ale to mija.

Postanowiłam zrezygnować ze sprzątania w środy. Nie dlatego, że opływam w dostatki, i na wszystko mi starcza, lecz muszę mieć jeden dzień w tygodniu, aby zająć się rozkręceniem pierwszego w życiu własnego biznesu, jakim będzie mały sklepik internetowy.

Już sama decyzja była z mojej strony aktem wielkiej odwagi. Nigdy nie prowadziłam własnego przedsięwzięcia. Wkoło panuje głęboki kryzys, konkurencja jest ogromna. Jestem jak rybak wyruszający w pierwszy, dziewiczy rejs, maleńką łódeczką. Na morzu panuje sztorm, wkoło krążą krwiożercze rekiny, a koło ratunkowe zostało zapomniane na brzegu. Super!

Nie dysponuję wielkimi funduszami, wróć… nie dysponuje prawie żadnymi funduszami, jedyne co mogę włożyć to własny czas i serce. Mój sklepik tworzę w oparciu o pomóc przyjaciół i znajomych.

Chciałabym podziękować za okazaną pomoc ludziom z Oruńskich Warsztatów Fotograficznych. Grzegorzowi i Jarkowi za zdjęcia, Zbyszkowi za napisanie wierszyka na stronę, Ewie z Oruni, która trzyma mocno za mnie kciuki. Kiedy opada mnie zwątpienie, powtarzam sobie jej słowa: „Nie po to pracujesz, tworzysz, żeby się nie udało…”

Otwarcie planowałam na pierwszego stycznia, lecz niestety sprawy się nieco skomplikowały, i dlatego bardziej prawdopodobne jest to, iż stanie się to pierwszego lutego.

Moim tegorocznym sukcesem była książka „Marzenia się spełniają”. Skromny nakład rozszedł się momentalnie, większość rozdałam za darmo rodzinie, przyjaciołom i znajomym. Parę osób książkę zamówiło. Usłyszałam bardzo wiele ciepłych i miłych słów na jej temat.

Nie dawno uświadomiłam sobie, że w minionym roku stałam się asertywna, może nie do końca, ale potrafię już z otwartą przyłbicą artykułować własne zdanie, sprzeciwiać się temu czego nie chcę. Wiele lat upłynęło zanim się tego nauczyłam. Ci którzy mnie znają osobiście wiedzą, iż byłam kobietą, która wolała schować głowę w piasek, popłakać w kąciku, zagryźć zęby, aniżeli coś powiedzieć. W pewnym sensie to zasługa Miry. Spędziłyśmy wiele wieczorów u niej w kuchni na rozmowach. Pomogła mi zrozumieć siebie.

Niestety nie zrealizowałam mojego marzenia o zamieszkaniu gdzieś daleko, na skraju wsi, w domu z klimatem. Eden jest na razie tego namiastką. Nie wiem jakie będą dalsze jego losy, czy czasem nie będę zmuszona go sprzedać, w przypadku gdy moje biedne, chore kolana nie pozwolą dbać o ten mały ogródek. Wiem, że czeka mnie operacja obu kolan, kiedy i jak, tego jeszcze nie wiem.

Od dwóch lat robię zdjęcia, pasja nie minęła. Wyrobiłam w sobie nawyk zabierania z sobą aparatu, zawsze kiedy wychodzę z domu. Do zdjęć nie musi mnie nikt namawiać. Wskakuje w auto i pędzę focić. Sprawia mi to wielką radość. Czy robię coraz lepsze zdjęcia? Ocena należy do was 🙂

Jestem bardzo dumna z syna. Rośnie na mądrego, odpowiedzialnego i fajnego faceta, czego dał wiele razy dowód w mijającym roku. Jest moją podporą i pociechą. Jestem szczęśliwą matką. Pochwalę się, że niedawno zdał za pierwszym razem egzamin na prawo jazdy!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „To był dobry rok

  1. Tetryk56 pisze:

    Tak trzymaj, Graszka! I niech cię ten optymizm nie opuszcza!
    Pozytywny stosunek do świata, to najlepsze co możemy sami sobie ofiarować 🙂

    • graszka pisze:

      Tetryku, moim największym problemem na dzień dzisiejszy jest to, że nie mam co na siebie włożyć w Sylwestra 🙂 Próbuję sobie przypomnieć kiedy ostatni raz gdzieś wychodziłam i za nic nie mogę sobie przypomnieć.
      W końcu po wielu latach jadę na Sylwestra do Pręgowa :-). Przecież nigdzie nie jest zapisane, że na bale sylwestrowe muszą chodzić pary. W tłumie osób nikt tego nawet nie zauważy. Będą tańce , hulanki i swawola.
      A na poważnie. Dalej nie mam co na siebie włożyć 🙂

      • Tetryk56 pisze:

        Ech, Graszka, już widzę cię oczami wyobraźni na balu w „nowych szatach królowej”…
        😉

        • graszka pisze:

          Miało nie być postanowień na nowy rok, ale się nie da
          Stałam dwie godziny przed dwumetrową szafą. Wszystko za małe. W końcu wcisnęłam się cudem w „małą czarną”. W przyszłym roku dieta obowiązkowa 🙂
          Mam mieszane uczucia, z ponad 20 osób znam tylko jednp małżeństwo 🙂 a ja nie należę do osób łatwo nawiązujących kontakty

  2. Baba ze wsi pisze:

    Ładne podsumowanie, oby kolejne były jeszcze lepsze, jeszcze bogatsze w pozytywne chwile, w wiarę w przyszłość.

    A ja dziękuję. Za wszystkie wspólne momenty, za wycieczki, rozmowy, książkę, jabłka (posrednio), zabranie na warsztaty… Ile to znaczyło, myślę, że wiesz.

  3. jestem3xl pisze:

    Oby tak dalej, trzymam kciuki. Rzeczy jakie wyczarowujesz są cudne… Pozdrawiam…

  4. ania.mania pisze:

    „Troska to walka a walka to przyjemność” mawiał Colas Breugnon, który w minionym roku pomógł mi stanąć na nogi.
    Pięknie Graszko podsumowałaś rok, asertywność to dobra cecha, mam nadzieję, że w przyszyłym roku w grudniu będziesz miała dużo pracy aby wypełnić walizę, a biznesmen posprząta sobie sam 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.