Szare kluchy

Mój rodzinny dom z czerwonej cegły popada w ruinę. Napawa mnie to wielkim smutkiem, zwłaszcza gdy porównuje zachowany w pamięci obraz ze stanem aktualnym. Większość starych lokatorów wyprowadziła się, lub niestety odeszła na tamten świat.

Siostra opuściła nas pierwsza. Zamieszkała na Trakcie Świętego Wojciecha, a później na Osowej. Dawniej gdy jej dzieci były małe, często gościła w rodzinnym domu. Brat wraz ze swoją rodziną zamieszkał w Tczewie. Bywał rzadziej, ale chyba właściwie tak jest, że kobiety bardziej ciągną do rodzinnego gniazda.

Po ich wyprowadzce duży pokój, który odkąd sięgam pamięcią był malowany przez Pana Pawłowskiego na pomarańczy kolor, stał się mój i mego męża. Po wielu latach dołączył do nas długo oczekiwany syn Karol Jarosław.

W jego wychowaniu bardzo pomagała mi Mama, która z powodu choroby musiała zaprzestać pracy i przejść na rentę. Może nie jestem obiektywna w ocenie syna, ale sądzę, że za okazaną miłość i troskę odwdzięczył się jej nie raz.

Mama do dzisiaj wspomina dni kiedy z powodu ataku choroby nie mogła ruszyć się z łóżka. Karol chodził wtedy do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Niezdarnie karmił babcię, czesał jej włosy. Opiekował się nią jak mógł najlepiej. Największą trudność sprawiało mu wpinanie spinek w babcine włosy. Jego młode niewprawne ręce nie były w stanie podołać temu zadaniu.

Żyliśmy bardzo skromnie. Większość posiłków spożywaliśmy razem. To były czasy gdy nie wyrzucało się jedzenia od śmieci, a kromkę chleba, która upadła na ziemię całowało i… jadło.

Uwielbialiśmy jeść tak zwane szare kluchy. A ponieważ nie mieliśmy sokowirówki ani żadnego robota kuchennego, mama tarła górę ziemniaków na ręcznej tarce, podobnie jak jej matka. To była naprawdę ciężka praca, zwłaszcza dla jej chorych, obolałych rąk. Nigdy nie narzekała.

Dopiero kiedy skończyła pracę w państwowym domu dziecka, dostała od koleżanek, jako prezent pożegnalny, maszynę do mielenia mięsa, wraz z przystawkami, oraz sokowirówkę. Od tego momentu można było zacząć hurtową produkcję szarych kluch.

Na gazie bulgotały wielkie garnki z wrzątkiem. Mam ostrożnie wrzucała łyżką kawałki ziemniaczanego ciasta, które czekało na desce do krojenia. Kluchy tańczyły chwilę w gorącej kąpieli, Mama zdejmowała garnek z gazu, robiąc miejsce następnemu. Durszlakiem odcedzała z wody równiutkie szare kluski.

Zwykle jedliśmy je polane roztopionym tłuszczem ze skwarkami, i posypane rozdrobnionym twarogiem. Boże jak one smakowały! Szwagier i mój mąż znali wersję tej potrawy ale z kiszoną kapustą.

Aby zaspokoić głód dziewięciorga głodomorów, Mama musiała wyrychtować kilka pełnych po brzegi misek. Nikomu nie wystarczała jedna porcja, zawsze musiała być dokładka. Tłoczyliśmy się w zaparowanej kuchni, ponaglając Mamę.

Inną znaną mi z dzieciństwa potrawą jest baba ziemniaczana, nazywana w mojej rodzinie nagusem. Starte na tarce ziemniaki zapiekało się w piekarniku. Tata lubił dokładać na wierzch kawałki boczku. Nagus smakował najlepiej na drugi dzień, koniecznie z kubkiem zimnego, zsiadłego mleka.

Kiedy w moim portfelu pojawia się czarna dziura, potrawy z ziemniaków stają się częstym gościem na moim stole. Mama mówi, że jeśli w domu są ziemniaki, to nie grozi głód. Wie o tym doskonale pokolenie, które przeżyło wojnę, powolutku zaczynamy się przekonywać i my, w drugiej dekadzie 21 wieku.

Mama nie jest już w stanie utrzeć ziemniaków, więc gdy przygotuje coś z powyższych potraw, to zawożę jej. Siadamy w kuchni z mych dziecinnych lat, kiedyś tętniącej życiem a teraz tak boleśnie opustoszałej, Mama je to co jej przywiozłam i wspomina.
– A pamiętasz jak z Heńkiem tarliśmy ziemniaki, i tyle osób przychodziło do nas na szare kluchy?
– Pamiętam Mamo.

W środku tak boli, ale uśmiecham się.

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Moje wspomnienia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Szare kluchy

  1. Iva Pas pisze:

    szare kluchy znam, są dla mnie rarytasem. Dawno nie jadłam, bo tylko mama je potrafi zrobić, a nie ma już na nie siły…

    • graszka pisze:

      ja próbuję, ale moje nie są już takie kształtne jak mamy, czasami się rozlecą 🙂

  2. baba pisze:

    A w moim regionie nazywaly sie one …zelazne kluski!
    Koniecznie polane cebulka ze sloninka!
    Ziemniaczane babki pamietam jednak z …Bialegostoku!
    Tam byly bardzo popularne.

    I pomyslec, ze ziemniaki to calkiem nowa roslina w Europie…
    Bo co to jest jakies 200 czy 250 lat!?

  3. jestem3xl pisze:

    …u nas na szare kluchy mówi się przecieruchy, oj biedne palce po ścieraniu ziemniaków…;D

  4. greeneyes pisze:

    to była popisowa potrawa mojej babci Wiktorii a teraz robi ją moja mama – jest coś magicznego w tej bardzo prostej potrawie – może to, że za każdym razem i babcia i mama dodawały szczyptę swego serca 🙂

  5. GPS pisze:

    Może to akurat nie o Twoim domu Graszko, ale…
    http://www.mojaorunia.pl/index.php?option=com_orunia&Itemid=24&task=artykul&id=2560

    Buen Camino

    • graszka pisze:

      Wieczorem synowi oddałam już laptopa, dlatego nie miałam mozliwości odpisać. Czytam portal Moja Orunia, ale nie sądzę , żeby chodziło o mamy podwóro, z jednej prostej przyczyny. W domu z czerwonej cegły większość mieszkań jest pustych a więc nie ma lokatorów. A jak nie ma lokatorów nie ma kto dbać o podwórko

  6. Miśka pisze:

    Uwielbiam szare kluchy -właśnie z kiszoną kapustą;)

  7. ania.mania pisze:

    Chociaż teraźniejszość boli to dobrze, że chociaż wspomnienia piękne zostają. A Ty je Graszko tak umiejętnie pielęgnujesz … Ściskam!

Możliwość komentowania jest wyłączona.