Miejsce które ukochałam za 100 lat

0

Dzień jest majowy, ciepły, słoneczny, prawdziwie letni, zapowiadający piękne lato, które potrafi zagościć do tego miasta nad zatoką zimnego morza. Wiatr pieści delikatnie niewidzialnymi palcami liście drzew, które wdzięczne są mu za to, gdyż stojące w zenicie słońce przypieka je niemiłosiernie. Zieleń jest intensywna, świeżo wykluta, pachnąca, jeszcze nie spieczona przez słońce.

Jedziemy a drewniane koła wozu pana Hermana wystukują wesoły marszowy rytm na granitowym bruku szosy na Gdańsk. Rozglądam się na boki uśmiechnięta od ucha do ucha radując się tym pięknym dniem majowym, bo przecież jeszcze dzisiaj rano marzłam, brodząc w niesprzątanym śniegu, z trudem stawiając kroki, tak aby nie ucierpiały moje chore kolana.

Ale stał się cud, nie zastanawiam się jak i dlaczego, czas się zapętlił, i z Grażyny przeobraziłam się w Gretchen, dwunastoletnią pannicę, mieszkankę pięknego, świeżo zbudowanego domu przy Grauen Weg 13, którą po wojnie nowi mieszkańcy tego miasta nazwą ulicą Przy Torze, co wydaje się trafniejszą nazwą, biorąc pod uwagę przetaczające się z łomotem o każdej porze dnia i nocy pociągi.

Patrzę na mijane ulice i budynki, a w mym umyśle nakładają się dwa przenikające się obrazy, to tak jak kiedyś gdy mieliśmy aparaty na klisze, ktoś naświetlił dwukrotnie jedną klatkę. Wielki i ponury gmach Prezydium Policji nakłada się na równie groźny gmach również Policji, a dawniej Milicji. Wielka bryła żydowskiej Synagogi nie rzutuje się na nic, bo rozebraną przez hitlerowców nie odbudowano. Przez stojący przed bramą Wyżynną pomnik Cesarza Wilhelma na koniu przelatują cienie aut z przyszłego czasu. Z pięknego budynku hotelu DanzigerHof wystaje socjalistyczny barak Lotu.

Tylko ja i stara waliza widzimy te dwa przenikające się światy. Czas przyszły miesza się z czasem przeszłym, albo może właściwie to dwie do niedawna równolegle biegnące rzeki czasu zlewają się w jedną. Świat Gretchen jest piękniejszy, spokojniejszy, nie pędzi tak jak świat Grażyny. W powietrzu nie wisi przytłaczająca nienawiść bliźniego do bliźniego. Zdecydowanie wolę ten pierwszy świat.

Dojeżdżamy do gmachu dworca, który wygląda tak samo jak za moich czasów. Stąd za kilkanaście minut pomkniemy pociągiem w kierunku Zoppot, a nawet dalej, w stronę Gdyni, która jeszcze jest małą wioską rybacką. Za dwie godziny mój ukochany wuj Anzelm odbierze nas na małej stacyjce w AdlerHorst, i zobaczę stare molo, i suszące się rybackie sieci Kaszubów. Miejsce które ukochałam za 100 lat.

Poprzednia część

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Stara waliza. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Miejsce które ukochałam za 100 lat

  1. mironq pisze:

    Pięknie opisana wycieczka w przeszłość. Pozostaję pod wrażeniem opisu.

    Pamięć dziecka pozwala zauważyć i zapamiętać więcej zdawałoby się mało istotnych szczegółów. Dobrze, że na tych nakładających się obrazach sporo zostało w niezmienionej formie. Za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat z rozrzewnieniem ktoś wspomni budynek LOT-u nie mogąc uwierzyć, że mieszkaniec Gdańska nie rozumie zdania: „Spotkajmy się koło LOT-u”.

    Przy okazji: Orłowo funkcjonowało w dwóch nazwach – Adlerhorst i Adlerhorst. 🙂

    • graszka pisze:

      Dziękuje
      Całkiem niedawno kiedy spotykałam się z Patyczakiem na kawę, padło właśnie takie zdanie „spotykamy się koło LOT-u. Moje pokolenie jeszcze to pamięta 🙂

  2. Tetryk56 pisze:

    „W powietrzu nie wisi przytłaczająca nienawiść bliźniego do bliźniego”…
    To stwierdzenie jest w równym stopniu piękne – jak i, znając ciąg dalszy historii – silnie ograniczone w prawdziwości w czasie i w przestrzeni… 🙁

  3. ania.mania pisze:

    spotkajmy się koło LOTu – takie oczywiste, że nigdy się nie zastanawiałam że kiedyś ktoś mógłby nie wiedzieć o co chodzi.
    Lubię Twoje podróże w przeszłości z całkiem nowa walizką :))

Możliwość komentowania jest wyłączona.