Wracałam zmęczona ale szczęśliwa

720

To był ciężki tydzień. Po wtorkowej wizycie u ortopedy, kiedy dowiedziałam się, iż moje biedne kolano trzeba operować jak najszybciej, musiałam porozmawiać z moimi pracodawcami, bo przez minimum dwa tygodnie nie będę mogła pracować.

Z panią Zosią nie musiałam rozmawiać, bo to ona załatwiła mi wizytę u ortopedy, i również dzięki niej termin zabiegu został wyznaczony tak szybko jak to było możliwe – na 8 lutego. NFZ wyznaczył mi pierwszą wizytę u specjalisty na marzec. Operacja pewnie w 2014 albo później. Bez komentarza.

Na pierwszy ogień poszedł biznesmen.
– Pani Grażyno, dwa tygodnie jakoś przeżyjemy – uspokoił mnie w poniedziałek. Odetchnęłam z ulgą.

W czwartek rozmawiałam z panią kapitan.
– Pani Grażyno, zakaszemy rękawy i sami będziemy sprzątać, ale wolimy poczekać.
– Ufff! – pomyślałam.

Wczoraj rozmawiałam z żoną prawnika. Byłam przekonana, że oni zrezygnują, znajdą kogoś innego. Kiedy podejmowałam u nich pracę, ustaliłyśmy, że będę sprzątać dwa razy w tygodniu, bo dom jest duży, czworo dzieci, a tym samym mnóstwo prasowania. Całkiem niedawno, zrezygnowałam ze sprzątania w środy, obiecując, że w piątki będę zostawała dłużej. Sadziłam, że już wtedy zaczną kogoś szukać na moje miejsce. Jechałam więc tam jak na ścięcie.

I cóż się okazało?

Pani domu uważnie słuchała moich wywodów: „Jeśli zrezygnują, to ja ich doskonale rozumiem, bo taki wielki dom z taką gromada dzieci należy sprzątać regularnie i systematycznie…”

A tu niespodzianka – Pani powiedziała, że również poczekają. Nie chcą zmiany, szukania kogoś innego. Dodatkowo usłyszałam mnóstwo miłych słów na swój temat, i multum negatywnych na moje poprzedniczki. Zrobiło mi się bardzo miło.

Po dziesięciu godzinach pracy wracałam do domu zmęczona ale szczęśliwa. Skoro wszyscy moi pracodawcy poczekają, aż wrócę do zdrowia, to znaczy, że są zadowoleni z mojej pracy, i nie chcą szukać kogoś innego na moje miejsce.

Cholera nie lubię tej roboty, ale trzeba za coś żyć, a szans aktualnie na znalezienie innej uczciwie płatnej stałej posady nie ma, zwłaszcza jak się ma czwarty krzyżyk ma karku. Po wielu latach pracy w biurze, zarabiam na życie mopem i odkurzaczem.

Czasami wydaje mi się, że taka praca nie dość, że męcząca fizycznie, to cofa mnie w rozwoju. Gdy wracam do domu, nie mam siły na nic, na pisanie, czytanie, a bynajmniej na spotykanie się ze znajomymi, czy nawet zwykłą rozmowę telefoniczną. Marzę tylko o jednym: wymoczyć się w gorącej wodzie w wannie, a potem zagrzebać pod kołdrę i zapomnieć o całym Bożym świecie.

A więc za dwa tygodnie mam zabieg i denerwuję się, bo gdy spytałam lekarza jak szybko wraca się do normalności, odpowiedział, że od dwóch tygodni do sześciu miesięcy. Nie mogę sobie pozwolić na więcej niż 2-3 tygodnie przerwy. Nie sądzę aby moi pracodawcy wytrzymali dłużej.

– Mamo ty jesteś uparta, jak sobie coś postanowisz, to po dwóch tygodniach już będziesz chodziła. – powiedział mój syn gdy wracaliśmy od ortopedy.

I tego będę się trzymała!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 odpowiedzi na „Wracałam zmęczona ale szczęśliwa

  1. Marek pisze:

    Z wielkim zainteresowaniem czytam pani bloga, z kazda chwila rozsmakowuje sie w tym czytaniu. Chetnie bym kupil pani ksiazke, jesli jeszcze jakas zostala. Zycze pani powrotu do zdrowia i pelnej sprawnosci. Dziekuje za mile chwile jakie ofiaruje mi pani, podczas czytania. Pozdrawiam.

    sasiad ze sw. Wojciecha

    • graszka pisze:

      Panie Marku, miło mi gości pana na swoim blogu. Bardzo dziękuję za miłe słowa. Sw Wojciech przemierzam bardzo często, jadąc z Pruszcza na Orunię do mamy. Jeden egzemplarz książki zachował sie, wiec jeśli ma pan ochotę przeczytać….mogę wysłać pocztą lub przekazać będąc przejazdem 🙂

      • Marek pisze:

        Dziekuje Pani, za odzew. Nie chce az tak Pani angazowac, wiec jesli Pani pozwoli, zaproponuje jakis kompromis, np. spotkanie gdzies na Oruni. Prosze wybrac miejsce i czas, a ja postaram sie dostosowac. Dziekuje raz jeszcze. Z wyrazami szacunku.

        Marek Zielonka

        PS. Podaje swoj nr telefonu, gdyby Pani byla tak mila z zadzwonila do mnie, aby ustali szczegoly 501804279.

  2. mironq pisze:

    Przez dwa, trzy tygodnie dadzą sobie radę. Więcej – podejrzewam, że docenią Twoją pracę, bo kiedy ma się coś na co dzień, to się tego nie docenia, traktując to jako naturalne. Dopiero kiedy trzeba się nieco pomęczyć przy jakimś drobiazgu, zawsze wykonywanym przez kogoś innego można uświadomić sobie, że pewne prozaiczne rzeczy nie są czymś tak łatwym jak się zawsze wydawało. Wiem z autopsji. 🙂

    • graszka pisze:

      ja sama bardzo często łapię sie na tym, że coś wydaje mi się proste, a gdy próbuję zmieniam zupełnie zdanie. Całkiem niedawno IMajka pokazałam jak powinno pleść się koszyki. Było proste dopóki nie zaczęłam 🙂

  3. Iva Pas pisze:

    u mnie w domu przez kilkanaście lat sprzątało kilka pań i zmieniałam je dlatego, że nie mogły tego robić dalej, ale za każdym razem poleciły kogoś, komu mogłam zaufać i powierzyć klucz o domu.
    Zdrowia życzę:)

    • graszka pisze:

      właśnie klucze. Pamiętam, że pierwsze dostałam od biznesmena, włącznie z kluczem do skrzynki na listy. Poczułam się dziwnie. Troszkę przestraszyłam sie odpowiedzialności, a z drugiej strony ucieszyło zaufanie. Teraz już chodzę z pękiem kluczy.
      Z moich znajomych tylko ja sprzątam i chyba trudno byłoby mi kogoś polecić. Ja sama z polecenia sprzątam apartament pani kapitan. Polecił mnie biznesmen.

  4. Baba ze wsi pisze:

    Będzie dobrze, na razie się nie martw, bo to niczemu nie pomaga, za to zmarszczki się robią :p
    I częściej „rób” się na niebieskawo 😀

    • graszka pisze:

      no właśnie, moja zmora zmary pod oczami 🙂
      Kiedyś malowałam się codziennie inaczej nie wyszłam do pracy, a jak zaspałam, malowałam się w biurze. Muszę wrócic do tego nawyku, zawsze to człek lepiej wygląda 🙂

  5. AnkaW. pisze:

    To będę trzymać kciuki i mam nadzieję, że wszystko się uda. Przetrzesz szlaki, bo mnie też to czeka, prędzej, czy później.

    • graszka pisze:

      Przez dwa tygodnie w łóżku, a więc będzie czas na opisanie wrażeń po zabiegu 🙂

  6. magnolia pisze:

    taka szybka data zabiegu i to na NFZ to dobra informacja.
    I dobrze że wszyscy dla których pracujesz poczekają.
    Trzymam kciuki za Ciebie Dzielna Kobietko.

    • graszka pisze:

      trzymaj, trzymaj bo potrzebuje bratniej duszy 🙂
      Do wiosny będę śmigać, bo Eden czeka.
      Już nie mogę się doczekać tulipanów i czosnku

  7. jestem3xl pisze:

    To miłe jak doceniają pracę człowieka… trzymam kciuki…

  8. Yuka pisze:

    Cieszy mnie, że zabierasz się za to kolano. Martwi z kolei, że nie możesz dać mu czasu na rekonwalescencję. Wierzę, że wstaniesz szybko, tak jak zamierzasz, ale nawet wtedy trzeba je oszczędzać, żeby powróciło do pełnej sprawności! Pamiętaj o tym kiedy zaczną Cię naciskać na przedwczesny powrót do obowiązków (a zaczną, bo jak niby sobie bez Ciebie poradzą?! :)) ). Wszystko będzie dobrze! Powodzenia!

    • graszka pisze:

      Yuka, przez tą całą sytuację nie mogę spać w nocy. To co zarabiam, wydaję na bieżąco. Mieszkam w TBS gdzie czynsz wynosi 860zł. Rachunek za prąd jest w granicach 200zł miesięcznie. Kiedy nie pracuję nikt mi nie płaci. Z jednej strony powinnam jak najszybciej wrócić, a z drugiej potrzebuję czasu na rekonwalescencje. Teraz kiedy wracam od prawników po 10 godzinach sprzątania ledwo wdrapije się po schodach. Wygląda na to, ze znowu zaczynam narzekać. To nie narzekanie a troska co dalej. Udało mi się sprzedać dwie szkatułki z żaglowcami, i swoją książkę. Pieniądze odłożyłam do „skarpety” na czas choroby-120zł.
      Kiedy bedę przykuta do łóżka, w końcu moze zaczne szukać normalnej pracy i zasypie potencjalnych pracodawców CV

Możliwość komentowania jest wyłączona.