Więcej ci nie opowiem, bo musisz to przeżyć sama

0

Przez uchylone okno wpada ciepły majowy wiatr, szarpie się z zasłonką, a potem atakuje nasze włosy. Zamknę, proponuje Tata, zostaw powstrzymuje go Mama, jest ciepło. Koła pociągu grają melodię podróżników. Pociąg kołysze się na zwrotnicach. Opuszczamy Danzig.

Moja dłoń spoczywa na starej walizie, która nie zmieściła się na półce, i leży koło mnie na siedzeniu. Pod opuszkami palców czuje chropowatość jej papierowej skóry. W biodro wbija mi się metalowe okucie, ale nie narzekam, szczęśliwa patrzę w przesuwający się za oknem widok, którego głównym akcentem są żurawie w stoczni Pana Schichaua. Tam pracuje mój starszy brat, który niestety nie mógł pojechać z nami do wuja Anzelma.

– O czym myślisz? – pyta mnie waliza. Nikt poza mną jej nie słyszy, co mnie nie dziwi, bo skoro to jest magiczna waliza, to wszystko jest możliwe.
– Zastanawiam się co się z tobą działo przez te wszystkie lata, aż do momentu kiedy kupiłam cię od handlarza starociami, w tamten letni dzień, na ryneczku koło stadionu żużlowego – odpowiadam.
– Byłaś zbyt mała żeby mnie pamiętać, ale mieszkałam cały czas w domu z czerwonej cegły. Twój ojciec Henryk zdejmował mnie z szafy, i pozwalał ci wskakiwać do środka. Śmiał się mówiąc, że to magiczna waliza, i wyśle cię w niej w przeszłość.
– Och, naprawdę? – mimowolnie szepnęłam, aż Mama spojrzała na mnie zdziwiona. – Nie pamiętam tego niestety.
– Miałaś ze dwa latka. Niedługo potem pożyczył mnie swojemu koledze z pracy, i tak trafiłam na długie lata na Przeróbkę. Niestety kolega zapomniał mnie oddać, a twój ojciec nigdy się o mnie nie upomniał. Niepotrzebna, a raczej nie modna, wylądowałam na strychu, aż ktoś robiąc porządki wystawił mnie na śmietnik, a tam znalazł mnie jakiś pijaczyna, i sprzedał za dwa piwa handlarzowi z giełdy. I tak oto ponownie się spotkałyśmy.

– To rodzice nie zabrali cię do Niemiec, kiedy pod koniec wojny uciekali do cioci Elizy?
– Twój Ojciec, Pan Julius Gerlitzki, właściciel domu z czerwonej cegły, załatwił w jakiś sobie tylko znany sposób bilety na Gustloffa, ale twoja matka miała koszmarny, i niestety, jak się wkrótce okazało proroczy sen, i powiedziała, że za żadne skarby na statek nie wsiądzie. To ocaliło wam życie. Na początku marca 1945 roku, jednym z ostatnich pociągów dotarliście do Cioci Elizy, mieszkającej w Ottersbergu pod Bremmą. Mnie, jako zbyt dużą i nieporęczną twoi rodzice zostawili. Wybacz ale więcej ci nie opowiem, bo musisz to przeżyć sama.

Poprzednia część

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Stara waliza. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Więcej ci nie opowiem, bo musisz to przeżyć sama

  1. ania.mania pisze:

    Cudowna waliza :))

Możliwość komentowania jest wyłączona.