Rzucę mu te klucze na stół i powiem „Adieu!”

0

I nadejdzie taki dzień, wiem to na pewno, że położę mu jego klucze na stole i powiem: żegnam!
Jego oczy zrobią się okrągłe ze zdumienia, być może będzie chciał coś powiedzieć, zatrzymać mnie, ale ja obrócę się na pięcie i tyle mnie będzie widział. Nie mogę się doczekać tej chwili!

Nigdy nie wstydziłam się tego jak zarabiam na życie. Wiem, że mojemu synowi jest trochę wstyd, że jego matka, która tyle lat przepracowała w biurze, teraz musi sprzątać obce domy. Praca jak każda inna, wszystko zależy od tego kto jest pracodawcą. Ja miałam szczęście trafić na ludzi miłych, kulturalnych, i wyrozumiałych. Poza nim – biznesmenem.

On nie szanuje drugiego człowieka, a zwłaszcza, jak przekonałam się wielokrotnie, jego pracy. Empatia jest mu obca. W wigilię, która pechowo wypadła w dzień kiedy pracuje u niego, nie było taryfy ulgowej, wręcz przeciwnie – zajechał mnie prawie na śmierć. Pisałam o tym tutaj.

Potrafił zadzwonić o dowolnej porze dnia, nawet późno wieczorem, i pytać gdzie może znaleźć czystą koszulę, tak jakby trudno było zapamiętać, czy choćby domyślić się, że wyprasowane koszule wiszą w szafie.

Jabłko pada niedaleko od jabłoni. Właśnie zasiadałam do wigilijnej wieczerzy kiedy zadzwonił jego syn, bynajmniej nie po to aby złożyć mi życzenia:
– Pani Grażyno, na kominku leżał elektroniczny papieros, nie mogę go znaleźć?
Gdy wycierałam kurze, niechcący go przesunęłam, dwadzieścia centymetrów dalej. Cóż prościej zadzwonić niż poszukać.

Biznesmen potrafił łazić w brudnych buciorach po ledwo co umytej podłodze, która nie zdążyła jeszcze wyschnąć. Hmm… robot sprzątający, model Graszka-47 umyje jeszcze raz. Zwinie też ciężkie jak diabli dywany, po to aby umyć pod nimi podłogę. Co tydzień.

W przyszły poniedziałek po raz ostatni zwinę te cholerne kobierce, wyszoruje mu podłogę, i na koniec zrobię to o czym marzę do dawna, a czego nie mogłam zrobić z powodów finansowych, a co teraz będzie możliwe, ale o tym za chwilę.

Katorżnicza praca spowodowała, że przestałam dbać o siebie. Zapomniałam o makijażu i sukienkach czy spódnicach. Zaczęłam chodzić w dresie bo tak wygodniej się sprząta. Zaniedbałam też okrutnie własny dom. Bo jak mówią – szewc bez butów chodzi. Po siedmiu godzinach sprzątania u kogoś, bez przerwy na kawę i śniadanie, po powrocie do domu człowiek marzy tylko o jednym: zjeść, wykąpać się i iść spać.

Uwaga moi Kochani a teraz wiadomość dnia!!!

Po operacji kolana będę pracowała w przepięknej przychodni. Wczoraj wieczorem byłam na rozmowie kwalifikacyjnej i zostałam zaakceptowana! Nie chcąc zapeszyć, chciałam napisać o tym dopiero po podpisaniu umowy, ale tyle jest we mnie radości, że muszę się nią z wami od razu podzielić!

Wczoraj przed rozmową trzęsłam się jak osika. Aż tak, że syn postanowił zawieźć mnie. Sama mogłaby nie daj Boże spowodować wypadek. Długo leżałam w wannie, potem zrobiłam sobie delikatny i staranny makijaż, ułożyłam włosy. Ubrałam marynarkę, i w lustrze zobaczyłam inną kobietę. Zadbaną i elegancką. Co prawda z paroma zbędnymi kilogramami, ale i na to przyjdzie czas.

Zapomniałam jak to jest na rozmowie kwalifikacyjnej. Przez ostatnie trzy lata wysłałam z milion CV, które wszystkie bez wyjątku trafiły do kosza. Mocno zestresowana wchodziłam do nowej przychodni.

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znikła trema i poddenerwowanie, poczułam się pewna siebie. Rozmowa przebiegła w bardzo miłej atmosferze. Dwóch młodych lekarzy, którzy nie zamienili ideałów na stojący w garażu samochód, dali mi szansę. Teoretycznie będę pracować w rejestracji, lecz praktyczne mam stać się gospodynią przychodni, która zadba o sprawy organizacyjne.

– Jeśli zgadza się Pani na nasze warunki, to podpisujemy umowę zaraz po Pani zabiegu – taki był finał rozmowy. Jeszcze przed zabiegiem mam spotkać się z nimi, żeby zapoznać się ze szczegółami pracy.

Sama nie wiem z czego bardziej się cieszę? Czy z tego, że nie będę pracowała na czarno, czy, że nie będę wracała do domu czując się jak górnik po 16 godzinach na przodku? Będę miała siłę zadbać o siebie, o dom i syna. A może raduje mnie fakt, że rzucę mu te klucze na stół i powiem „Adieu!”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

44 odpowiedzi na „Rzucę mu te klucze na stół i powiem „Adieu!”

  1. Iva Pas pisze:

    Cieszę się z Tobą:)

  2. dudi pisze:

    Wielkie gratulacje Graszko! Powodzenia w nowej pracy! 🙂

  3. graszka pisze:

    Dziękuje. Teraz jak emocje opadły, denerwuję się zupełnie czym innym. Z lekarzami miałam do czynienia jedynie jako pacjent, teraz będę po drugiej stronie barykady. Spokojnie leczyć nikogo nie będę 🙂

    Spotkały mnie jeszcze dwie przyjemności o których zapomniałam wspomnieć. Zyskałam nowego czytelnika, p. Marka, który zechciał kupić moją książkę. Otrzymałam również bardzo miłego maila od p Krystyny z Poznania.
    Pani Krystyno, Panie Marku byłam dzisiaj na poczcie wysłać zamówione rzeczy 🙂

    • Marek pisze:

      Mila Pani Grazynko. Bardzo mi przyjemnie, ze znalazlem sie w gronie Pani czytelnikow, fanow Pani pisania i mam nadzieje,znajomych, choc przeciez nie poznalismy sie, jeszcze… Moze, jesli nie nie bedzie Pani miala nic przeciwko, to chetnie odwiedze ja w szpitalu, po operacji(?) Zycze pani duzo zdrowia i odwagi.

      Wierny czytelnik

      • graszka pisze:

        Panie Marku, bardzo dziękuje, za miłe słowa.
        Latem w Edenie organizuje spotkanie znajomych, jest pan już teraz na nie zaproszony 🙂

        • Marek pisze:

          Bardzo dziekuje za zaproszenie. Jeszce raz, pozdrawiam.

          • graszka pisze:

            U ubiegłym roku spotkanie zorganizowaliśmy pod moimi ukochanymi jabłoniami po raz pierwszy. W pośpiechu łączyliśmy stoły. Było miło. W tym roku może nawet nie będę czekała do lata jabłonie są najpiękniejsze kiedy kwitną.

  4. Ewelina pisze:

    Ale super wiadomość! Gratuluję!!! Ale mi poprawiłaś humor! Z dobrego na super ekstra!! Juhuuuuu!!!

  5. Yuka pisze:

    Gratulacje! WIedziałam, że zatrudnienie to czysta formalność, jak tylko ktoś zaprosi Cię na jakąś cholerną rozmowę! :)))) Bardzo się cieszę z dobrych wiadomości, które sypią się jak z rękawa na Twoim blogu! A co z projektem „Waliza” w tej sytuacji? Chyba nie zarzucisz ? :))

    • graszka pisze:

      Najgorszym finansowym miesiącem będzie luty i marzec. Bo już nie będę sprzątać a tam w przychodni jeszcze nie zarobię. Ale jak tylko wszystko sie unormuje i stanę na nogi, „Waliza” ruszy, szkoda by było takiej pięknej strony internetowej. W przychodni będę pracowała na dwie zmiany albo rano/popołudnie, lub dzień/dzień. Właśnie te szczegóły są jeszcze do dogadania.
      Ja już lubię tą przychodnie. Istniej rok, a bardzo mało osób wie o jej istnieniu. Podczas spotkania zwróciłam lekarzom na to uwagę, z naciskiem na reklamę. I chyba to ich przekonało.

  6. jestem3xl pisze:

    Powodzenia i szczerze się cieszę…

  7. jula pisze:

    Graszko,
    Bardzo się ciesze . Gratulacje. 😛
    Wydaje mi się że idealnie tam się wpasujesz. Bo jesteś zaradna i pełna empatii. I już ciesze się na myśl , jak opuszczasz nuworysza 😉 pana biznesmena i jego rodzinę.
    Bo oni najwyraźniej gardzą biedniejszymi. Los może im jesz cze brzydkiego figla spłatać. Koniecznie opisz to pożegnanie biznesmena , tylko niech najpierw zapłaci ! 😉 😆

    • graszka pisze:

      Dziekuje Jula.
      Zmykam juz, syn mi zabiera laptopa, a jutro czeka mnie apartament 🙂

  8. Baba ze wsi pisze:

    Ogłaszam wtorek Dniem Dobrych Wieści, przynajmniej na rynku zdobywania pracy 😀

  9. mironq pisze:

    Aż się ucieszyłem razem z Tobą, bo cudnie jest patrzeć, jak ktoś się cieszy. Do lekarzy to staram się nie chodzić, więc mogę zaręczyć, że nie będę jednym z tych pacjentów, którzy z pretensjami do całej służby zdrowia od ministra do kogoś odśnieżającego na parkingu przed budynkiem wylewają żale na pierwszej osobie, którą ujrzą, czyli pani z rejestracji.

    Też zgłaszam zapotrzebowanie na zakup książki. Do komentarzy z Markiem nawet nie wiedziałem, że ona istnieje, bo jestem na własne życzenie upośledzony nie korzystając z fejsa.

  10. ania.mania pisze:

    Całe wczorajsze popołudnie chodziła za mną ta radosna wiadomość! :))
    Cieszę się Graszko przeogromnie, ale to już wiesz 😀

  11. magnolia pisze:

    Weszłam tu dzisiaj z małą nadzieją że znajdę nowy wpis pełen nadziei.
    A tutaj coś więcej- tu zmiany, poważne zmiany na dobre.
    Bardzo się cieszę, bardzo.
    Mam nadzieję, że odpoczniesz, zwolnisz, będzie w Tobie więcej tej radości delikatnej, lekko melacholijnej którą tak lubię.
    Może wydasz nową książkę?

    Ściskam Cię mocno, mocno!

    • graszka pisze:

      Został mi jeszcze tydzień sprzątania, i może dlatego, że już wiem, coraz gorzej je znoszę. Z ledwością pokonywałam dzisiaj schody wracając z apartamentu.
      Stała się rzecz dziwna, ostatnio sprzedałam trzy książki. Otrzymuję sporo poczty od czytelników, którzy nie komentują a jednak śledzą bloga. Takie wiadomości uskrzydlają.

  12. majka pisze:

    Dziś, gdzie nie zajrzę, to czytam same dobre wieści !
    Graszko, nareszcie !
    Jeszcze tylko naprawa kolana – i rozkwitną jabłonie !
    🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

    • graszka pisze:

      Kolano 8 lutego, a jabłoni nie mogę się doczekać. Magnolia jest ekspertem od ogrodów. Podpowiedziała mi jakie preparaty mam kupić. W tym roku znowu o nie zawalczę I zakwitną 🙂

      • majka pisze:

        Zakwitną , z pewnościa – a mszycom powiemy – A KYSZ,
        A KYSZSZSZSZSZSZ ! 😉
        🙂

  13. Kneź pisze:

    Ufff! Wreszcie dobre wieści! Gratulacje i już się cieszę na te lepsze perspektywy, razem z Tobą. Wiosna zawsze przychodzi 😀

  14. Nika pisze:

    Wspaniała wiadomość Graszko:)

    Gratuluję:)

    • graszka pisze:

      Dzięki.
      We wtorek idę na szkolenie. Sama o nie poprosiłam, po zabiegu chcę iść do pracy przygotowana 🙂

  15. graszka pisze:

    Wpadłam do domu tylko na chwilkę, zamienić dres na marynarkę i lecę do przychodni, zobaczyć w praktyce jak pracują, a z przychodni do onkologa. O mały włos zapomniałabym, że dzisiaj mam wyznaczoną wizytę. Dlatego wybaczcie, ze tak ogólnie.
    Na maile odpowiem późnym wieczorem.
    Wszystkim wam bardzo dziekuję

  16. Tetryk56 pisze:

    Powiem krótko: cieszę się twoją radością i twoim powodzeniem! 🙂

  17. graszka pisze:

    teraz już wiem, to był stan zapalny, szczegółowe badania wykluczyły guza piersi 🙂 I jak ty nie być szczęśliwym człowiekiem 🙂
    Jeszcze tylko 8 zabieg kolana i będę nową Graszka

  18. Ireneusz pisze:

    Graszko Miła .Ta wiadomość sprawiła mi wielką radość – nareszcie zaczniesz żyć jak przystało na taką jak Ty kobietę, prawą i uczciwą a na dodatek jeszcze młodą i piękną
    Wydaje mi się ,że będziesz miała więcej czasu odpoczynek i przyjemności, a także co najważniesze – stały i znany co do wysokości dochód , co jest znaczącym komfortem psychicznym. Gratuluję Ci , tak jak wielu innych Twoich wielbicieli i liczę na to, że nie zapomnisz o nas. Pozdrawiam serdecznie Ciebie, Syna, Maksa i chyba Franię.(kotka)

    • graszka pisze:

      nie jestem w stanie napisać żadnego mądrego komentarza. Przed zabiegiem staram się więcej pracować. Od 7 do 17 sprzątałam, a ostatnie godziny stałam przy desce do prasowania, zarobiłam calutką stówkę. Został mi jeszcze jeden tydzień, żebym mogła nazbierać na czas po zabiegu, kiedy to nie będę mogła pracować 🙁
      Dopiero dotarłam do domu. W dresie poległam z laptopem na łóżku i nic mi się nie chce, nawet myśleć .
      Ps Ireneuszu mam nadzieję, że jak będziesz przejazdem wpadniesz na kawę 🙂

  19. Ewa W. pisze:

    Graszko,
    a nie możesz rzucić tych kluczy biznesmenowi na stół PRZED POSPRZĄTANIEM i wyjść??? Fotka z jego miną na twoim blogu – bezcenna. Uwaga o zdjęciu to żarcik oczywiście, reszta nie.

    • graszka pisze:

      no nie mogę, bo zależy mi na tej stówce. Muszę z czegoś żyć po zabiegu, a i tak budżet jest niewielki. Wraz z przyjaciółką co chwilę obmyślamy inną wersję działania. Wpadłyśmy na pomysł, żeby przetrzymać go jeszcze z dwa tygodnie, aż mocno obrośnie w bałaganie. I kiedy zadzwoni z zapytaniem kiedy przyjdę, a zadzwoni na pewno, dopiero wtedy go poinformować 🙂

      • Kneź pisze:

        „Zaśpiewaj” mu pięć razy większą kwotę – jak go bałagan dociśnie, to zapłaci, a jak znajdzie innego murzyna to żadna strata – a Ty za ewentualnie pięć razy większą kwotę możesz raz na tydzień posprzątać – prawda? Możesz powiedzieć, że teraz masz wyższe kwalifikacje, bo przeszłaś odpowiednie praktyki i odniosłaś uszczerbek na zdrowiu i stąd ta kwota 😀 Ewentualnie możesz zgodzić się na stawkę cztery razy większą 😀 Żadnych tam fochów z rzucaniem kluczami i takie tam – kasa się liczy, kasa! Może Twoja następczyni będzie miała lepiej? 😀

        • graszka pisze:

          Nie mogę zrezygnować z wszystkich sprzątań, bo ta „normalna” praca nie wiem na ile będzie godzin, a stawka jest godzinowa. Dopiero we wtorek, będę znała szczegóły.
          Dlatego chciałabym pogodzić dwie prace. Co zrobić, takie życie. Bez kasy ani rusz 🙂

      • Ewa W. pisze:

        Doskonale cię rozumiem. Ja też od pół roku tak zarabiam na życie, chociaż jestem wykształcona, inteligentna, atrakcyjna, zdrowa, znam języki, mam niebagatelne doświadczenie zawodowe w dwóch dziedzinach. Niestety, mam wadę dla moich potencjalnych pracodawców nie do zaakceptowania – 46 lat ( wyglądam na dużo mniej).Wysłałam na dzień dzisiejszy swoje dokumenty aplikacyjne 142 razy w ciągu 5 miesięcy. Za każdym razem spełniałam wymagania pracodawców w 100 lub w 99%. Dodam tylko, że mieszkam w dużym mieście, blisko jest drugie duże polskie miasto, które też biorę pod uwagę. Nie zostałam zaproszona nawet na 1 spotkanie.
        Czytam od dawna twój blog, Graszko. To, że do ciebie uśmiechnęło się szczęście w postaci „normalnej” pracy daje mi nadzieję, że być może za którymś razem dzwoniący telefon, to będzie TEN telefon. Nie mam nic przeciwko pracy sprzątaczki, mogę ją wykonywać. Chciałabym tylko, żeby dawała mi dwie rzeczy – wystarczającą ilość pieniędzy na skromne życie i starła wyraz pogardy z twarzy zatrudniających mnie osób. Oby wystarczyło mi sił…….. Obawiam się, że 3 lat, tak jak ty, to ja nie wytrzymam.
        Gratulacje i wszystkiego najlepszego!

        • graszka pisze:

          Moim szczęściem jest to, że na swojej drodze spotkałam kobietę o wielkim sercu. Trzeba wierzyć w to, że i Ty na swej drodze spotkasz kogoś takiego.
          Doskonale wiem jak się czujesz sprzątając. Nie raz i nie dwa wracając do domu łzy leciały mi po policzkach. Nie zrozumie ten kto nigdy nie sprzątał u kogoś.

  20. Miśka pisze:

    Graszko kochana! Ściskam Cię serdecznie!!Tak bardzo się cieszę;))I ja mam pracę -wprawdzie na pół etatu za najniższe pieniądze, ale w drogerii – z dziewczynami, które znam, z Zolinką, z która się przyjaźnię , z kierowniczką,która jest dobrym człowiekiem:))
    Teraz tylko pomodlę się,żeby Twoja operacja była szybka i żebyś szybko wracała do formy:))
    Chciałabym widzieć minę tego biznesia!

    • graszka pisze:

      Miśka, cieszę się razem z Tobą. W pracy bardzo ważna jest atmosfera.
      Zabieg w piątek o 12. Powoli zaczynam się denerwować, dlatego wczoraj wysprzątałam mieszkanie, dzisiaj pojechałam do edenu 🙂
      A jutro ostatni dzień u biznesmena 🙂

  21. lui pisze:

    Super, bardzo się cieszę, bardzo.

  22. wiedźma pisze:

    Gratuluję Graszko …. i życzę Ci wszystkiego najlepszego w nowej pracy! Mocno wierzę, że szybko staniesz się niezbędna w tej przychodni ! 🙂 Życzę Ci też błyskawicznej rehabilitacji po naprawie kolana.
    Serdecznie pozdrawiam

Możliwość komentowania jest wyłączona.