Prośba o modlitwę

Leżąc wczoraj w łóżku rozmyślałam o swoim życiu. Nie mogąc zasnąć układałam w głowie pozytywny tekst, który ludziom w podobnej do mnie sytuacji życiowej, da nadzieję. Niestety zdarzyło się coś smutnego.

Patyczaka znam odkąd sięgam pamięcią, jest przyjaciółką z dzieciństwa. Z Pyzą i Patyczakiem spędziłyśmy wiele miłych chwil na naszym oruńskim podwórku. To były inne czasy, podwórko było naszym drugim domem.

Po szkole nie siedziało się przed komputerem, tylko po szybkim przełknięciu obiadu gnało na podwórko, aby bawić się tam do wieczora. Pali licho odrabianie lekcji.

Czas płynął, my dorastałyśmy, rzuciłyśmy w kąt lalki i zaczęłyśmy oglądać się za chłopakami. Gdy teraz wspominam tamte czasy mimowolnie uśmiecham się na wspomnienie pierwszych gorących miłości i rozczarowań.

Z naszej trójcy Pyza jako pierwsza wyfrunęła z gniazda. Wyjechała na stałe do Niemiec. Niedługo potem wyszłam za mąż, a zaraz po mnie w me ślady poszedł Patyczak. Wraz ze swoim mężem i ojcem zamieszkali w małym mieszkanku na Chełmie.

I nadleciał bocian z tobołkiem w dziobie. Pierwszy na tym świecie pojawił się Patyczakowy Bartek, później Ola. Pyza nie została w tyle, urodziła dwoje pyziątek.

Tak jak to w życiu bywa nasza podwórkowa przyjaźń zaczęła przygasać. Każda z nas żyła własnym życiem. Bardzo rzadko podwórkowe przyjaźnie są w stanie przetrwać próbę czasu. W naszym życiu pojawiali się nowi znajomi i przyjaciele.

Być może winę ponoszę po części ja, odsuwając się mimowolnie od młodych matek z kręgu znajomych. One zachodziły bez problemu w ciąże, tylko nie ja. One cieszyły się swoimi maleństwami, tylko nie ja. Spędzały bezsennie kolkowe noce, na szczęście nie ja. Zazdrościłam im i nie rozumiałam.

Przez kilka lat to Pyza sprawiała, że spotykałyśmy się co pewien czas. Przyjeżdżała do Polski, do swojej Mamy i zapraszała nas na panieński wieczór do restauracji. Podczas tych magicznych spotkań cofałyśmy się w czasie stając na powrót trójką oruńskich nastolatek. Niestety spotkania odbywały się coraz mniejszą częstotliwością, aż w końcu zamarły.

Momentem przełomowym było zeszłoroczne, pierwsze Graszkowisko, czyli spotkanie w Edenie dla czytelników mego bloga.

Patyczak zrobił mi wielką niespodziankę. Nic mi nie mówiąc  zlokalizowała Eden i pojawiła się niosąc wielką siatkę ziół do posadzenia. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom gdy zobaczyłam jak z uśmiechem od ucha do ucha raźnie maszeruje alejką w moją stronę.

Niestety nie było wtedy czasu na pogaduchy od serca. Za dużo gości i grill, który nie chciał się rozpalić. A może nie potrafiłam okazać szczerze, jak bardzo się cieszę z jej przybycia? Taką mam już trochę skrytą naturę.

Spotkałyśmy się ponownie niedawno, na kawie, w znanej z pacholęcych lat knajpce. Żegnając się solennie obiecałyśmy sobie, że nie pozwolimy aby nasza przyjaźń znowu popadła w uśpienie. Tego wieczora Patyczak długo opowiadała mi z duma o swoim synu Bartku, którego pasją stał się taniec. Podziwiam takich ludzi.

Wczoraj przez przypadek zobaczyłam na FB wpis Oli, siostry Bartka, w którym dziękowała wszystkim obecnym na mszy w intencji o jego zdrowie.

Poczułam jakby moje serce włożono do lodu. Boże, co się stało ???

Szybko znalazłam na jego profilu informację, że uległ ciężkiemu wypadkowi i jest w śpiączce, zaś rodzice proszą o nie naciskanie o informacje. Napisałam do Oli oferując swoją pomoc, chociaż tak naprawdę nie wiedziałam w jaki sposób mogłabym pomóc. Dzisiaj rano odpowiedziała, że bardzo dziękuje i prosi o modlitwę w intencji odzyskania zdrowia przez jej brata.

Kochany mój Patyczaku, moja serdeczna przyjaciółko, wiem, że to kiedyś przeczytasz, teraz nie chcę ci zawracać głowy, ale wiedz, że jestem z Tobą myślami. Jako matka wiem co czujesz.

Na koniec proszę Was o modlitwę dla tego młodego człowieka. A jeżeli z Panem Bogiem wam nie po drodze, to pomyślcie chociaż przez chwilę ciepło o nim, młodym chłopaku, który ma – jestem tego więcej niż pewna – jeszcze całe szczęśliwe życie przed sobą.

Tylko tyle mogę zrobić.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Prośba o modlitwę

  1. Sławomir Kyllyan Marusiński pisze:

  2. patyczak pisze:

    Grażko,
    nie mogę rozmawiać, nie mogę pisać…..mogę walczyć do utraty sił ale i tak wiem, ze sie
    podniosę i dalej będę walczyła…..o zdrowie i życie syna, o rodzinę, o ludzi…….jestem pełna wiary………………..pamiętajmy o sobie, dziękuję Grażynka, dziękuję……całuję, M.

    • graszka pisze:

      Będzie dobrze, ja w to wierzę
      Jeśli będziesz czegoś potrzebowała daj znać

  3. mironq pisze:

    Przyłączam się do modlitwy za młodego człowieka – inaczej mu pomóc nie mogę, a wiem że modlitwa jest ważna, choć w dzisiejszych czasach oglądając się na to co inni pomyślą i powiedzą, ciężko jest się do tego przyznać.

  4. majka pisze:

    Z dobrymi myślami, wiarą i nadzieją na wyzdrowienie syna, – łączę się z rodziną M .

  5. graszka pisze:

    Bardzo Wam dziękuje

  6. Tetryk56 pisze:

    Nie mając dobrych konotacji u góry, mogę jedynie pomyśleć o chłopaku z życzliwością i życzeniem szybkiego wyzdrowienia…

  7. wiedźma pisze:

    Wierzę, że jest młody i silny i da radę. Z ogromnym wspólczuciem myślę o rodzinie Śpiącego, bo tak trudno się czeka …

  8. Ewa W. pisze:

    Wiem, niestety, co czuje matka śmiertelnie chorego dziecka. Tego nie da się opisać, ani przekazać słowami, które staja się płytkie i nic nie znaczące.
    Patyczak da radę, wiem to. W takich chwilach matka potrafi dla swojego dziecka zrobić rzeczy, o których wcześniej nie wiedziała, że istnieją i których nigdy wcześniej nawet nie potrafiła sobie wyobrazić.
    Patyczaku. Olu. Wiem, że się trzymacie. BĘDZIE DOBRZE.

  9. Renata pisze:

    Proszę o zdrowie dla moich synów Jakuba i Szymona

Możliwość komentowania jest wyłączona.