Honia

DSC_0917

– U mamy jest najlepsza przyjaciółka – powiedział Karol do swojej dziewczyny, gdy wysiadali z auta pod domem.
– A skąd wiesz?
– Przed domem stoi auto Honi.

Obydwoje bardzo ją lubimy.

Honia zrobiła nam przedwczoraj niespodziankę. Zadzwoniła i kwadrans później przekraczała próg naszego mieszkania. Śmiałyśmy się, że to ciasto dietetyczne, zalecane w ramach naszej diety.

Ktoś może się zdziwić jak dwie kobiety, które dzieli różnica pokoleń (Honia mogłaby być moją córką) stały się serdecznymi przyjaciółkami. Kiedy jakiś czas temu z powodu nie zapłaconego w porę rachunku, wyłączyli mi prąd, to ona pośpieszyła mi na ratunek, mimo że nie przelewa się jej. Ciężko pracuje jak większość z nas, nie mając nawet średniej krajowej.

Parę lat temu kiedy straciłam stałą pracę, byłam zupełnie inną osobą – zagubioną, zahukaną i głęboko nieszczęśliwą.

Całe dnie siedziałam ubrana w niebieską piżamę syna. Brzydką i za dużą. Spałam w niej, a kiedy nastawał dzień nie miałam siły ani ochoty przebierać się. Chodziłam w niej po domu, a właściwie zwlekałam się z łóżka i zmuszałam do jakichkolwiek czynności. Trwało to tydzień. Siedem dni i nocy na kanapie w dużym pokoju. 168 godzin ze swoimi myślami, kłopotami.” – napisałam we wstępie mojej książki.

Honia wyciągnęła do mnie pomocną dłoń. Załatwiła pierwsze sprzątanie, później posadę w drogerii. Po pracy pomimo koszmarnego zmęczenia, nie było dyskusji, gnałyśmy nad morze, albo do kina lub dyskoteki, lub wieczorny spacer po Gdańsku. To ona namówiła mnie na zrobienie tatuażu.

Dzisiaj już tak nie szalejemy, ale nadal potrafimy przegadać z sobą wiele godzin. Dzięki niej czuje się młoda duchem, i zapewne dlatego mam dobry kontakt z synem. Uświadomiła mi, że mimo, iż jestem po czterdzieste wcale nie oznacza to, że mam zrezygnować z bycia kobietą. Muszę dbać o siebie – stąd to odchudzanie. Dzięki niej stanęłam mocno na nogi, i dzisiaj nie musi mi już pomagać, ale dobrze wiedzieć, że w razie potrzeby jest tuż obok.

Honia jest genetyczną altruistką. Doskonale pamiętam akcje z torebkami. Miała ich około trzydziestu. Parę dała mi, większość sprzedała na aukcji, zaś uzyskane pieniądze przeznaczyła dla zwierząt ze schroniska w Tczewie. Zrobiła to po cichu, bez fanfar.

Przedwczoraj FB przypomniał mi o jej urodzinach.

Swego czasu postanowiłyśmy, że nie będziemy robić sobie prezentów. Lecz mając na uwadze to ile jej zawdzięczam postanowiłam się wyłamać. Rozejrzałam się po moim decoupażowym warsztaciku dumając co mogłabym jej podarować. Mój wzrok padł na świeczki oprawione w koronkę.
– Yes!Yes! Yes! – wykrzyknęłam a spłoszona Frania dała szczupaka pod stół. Syn podjął się roli posłańca.

Honiu, bardzo Ci za wszystko dziękuje!

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Honia

  1. AnkaW. pisze:

    Dobrze mieć swoją Honię.

  2. Honia pisze:

    Często to Ty musisz tego roztrzepańca sprowadzać na ziemię, słuchać głupot, marudzenia i brać na klatę wszystkie moje pomysły, z których przez słomiany zapał chyba jeszcze żadnego nie zrealizowałam 😉 Ale nie jest nudno. Pamiętaj, razem mamy po 38 lat i jeszcze dużo przed nami 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.