Hej ho hej ho do pracy by się szło

Zapadł wieczór, nie włączam światła, lubię panujący w pokoju półmrok. Światło ulicznej latarni sączy się przez firanki. Maks położył się na dywanie, obok łóżka. Frania śpi na przykrytym zielonym kocem fotelu. Lubię tą atmosferę spokoju, ciszę przerywaną jedynie przejeżdżającymi ulicą autami.

To był dobry dzień. Po raz pierwszy od dziesięciu dni prowadziłam samochód. Kolano jest na tyle sprawne, że podczas chodzenia nie czuję żadnego bólu, mam jedynie dziwne uczucie wypełnienia, tak jakby ktoś wstrzyknął mi do środka trochę gipsu.

Próbowałam dostać się dzisiaj do ortopedy, bo takie było zalecenie lekarza, który mnie operował. Niestety jest na urlopie, szusuje pewnie sobie po alpejskich stokach, oby sobie czegoś nie połamał. Szwy może też usunąć chirurg, ale trzeba mieć do niego skierowanie od lekarza ogólnego.

Kiedy wychodziłam z przychodni specjalistycznej przypomniał mi się kawał, który opowiedział mi brat:

Do pacjenta po operacji przychodzi lekarz.
– Mam dla pana dobrą wiadomość, został pan zakwalifikowany do usunięcia szwów w 2015 roku.

Koniec kawału. Hmm… to chyba jednak nie jest śmieszne.

Zależało mi bardzo na tym, aby mieć to już za sobą, więc udałam się do lekarza pierwszego kontaktu, uprosiłam i udało się. Pielęgniarka wyszarpnęła dratwę z mego ciała. Łącznie zajęło mi to  trzy godziny.

Nie wiem czy dobrze robię, ale jutro idę do pracy. Musiałam to wymusić na Pani Zosi, która w pierwszej chwili nie chciała o tym słyszeć. Wiem, że to wcześnie, ale mój nadszarpnięty budżet nie pozwala na dalsze siedzenie w domu.

Zaprawdę dziwne to, z jednej strony kocham mój dom, ale bezczynne wylegiwanie się w łóżku powoduje, że jestem znużona i rozdrażniona. Syn obiecuje mi, że kiedy będę zmęczona wracała z pracy i narzekała, to przypomni jak psioczyłam na lenistwo po operacji.

To nie koniec dobrych wiadomości.

Idąc za radą Ewy zadzwoniłam dzisiaj do pani Agnieszki, która opiekuje się Oruńską Kuźnią. Pani Agnieszka okazała się bardzo miłą osobą, i z chęcią wyraziła zgodę na wernisaż zdjęć połączony z promocją książki. Ewa miała rację, to niesamowite uczucie kiedy człowiek załatwia swoje sprawy sam.

A więc moi kochani mogę publicznie ogłosić, że 6 września o godzinie 16-tej będzie miała miejsce moja pierwsza wystawa. Rezerwujcie czas!

Czasami zastanawiam się po co mi to? Cierpię na chroniczny brak pieniędzy, a planuje wystawę, chcę wydać kolejną książkę. Wszystko to przecież kosztuje.

Robię to z dwóch powodów.

Po pierwsze, mam cichą nadzieję, że ktoś w podobnej do mnie sytuacji, pełen niewiary w własne siły, borykający się z trudami życia, pomyśli, że skoro mi się udało, to może udać się jemu. To przesłanie skierowane jest zwłaszcza do kobiet w moim wieku, które przeciążone obowiązkami domowymi, dbaniem o dzieci i męża, odłożyły na półkę własne marzenia i pasje.

Po drugie, udowodnię sobie, że mogę pokonać moją wrodzoną nieśmiałość, i nie chwyci mnie za gardło trema, gdy stanę przed salą pełną ludzi chcących zobaczyć moje prace. O ile ktoś w ogóle przyjdzie…

I ostatnie dobra wiadomość – pod koniec tygodnia podpisuję umowę o pracę, a ponieważ na realizację powyższych przedsięwzięć trzeba zapracować, postanowiłam poza pracą w przychodni, zatrzymać dwa sprzątania i prace zlecone.

Będę więc mocno zajęta, niestety może na tym trochę ucierpieć mój blog. Zwłaszcza, że jestem w trakcie pisania opowieści, które będą miały swoją premierę 6 września, i  znajdą się w mojej drugiej książce.

Nie mam jeszcze tytułu, ale mam pomysł na okładkę – ja ze starą walizą w ręku na oruńskim przystanku, czekająca na pociąg, wyruszająca w podróż w nieznane.

Ps1. Pani Małgosiu, Pani troska o mnie spowodowała, że w sercu zrobiło mi się cieplutko oj cieplutko! Często myślę o Pani, podobnie jak o innych moich czytelnikach, zwłaszcza tych cichych, nie wypowiadających się w komentarzach, a jest ich w porywach prawie pół tysiąca dziennie. Mam nadzieję, że książka się pani spodobała.

Ps2.Wybaczcie mi, że nie u wszystkich zostawiam komentarze, ale czytam wasze blogi.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Hej ho hej ho do pracy by się szło

  1. jula pisze:

    Powodzenia! 😆
    Tylko Graszka bardzo uważaj, by nie popsuć pracy lekarza. 😉

    • graszka pisze:

      Dziękuje Jula. Gdyby to było sprzątanie u biznesmena, nie zdecydowałabym się, u pani Zosi to tylko 4 godz.

  2. Marek pisze:

    Anstezjolog , pochyla sie nad pacjetem lezacym na stole operacyjnym i pyta;” Jak che pan narkoze, refundowana przez NFZ, czy odplatna”? Pacjent prosi o ta refundowana przez NFZ, wiec lekarz na to: „Aaa, kotki dwa”…

    • graszka pisze:

      haha.
      Jak widać takich pogodnych kawałów jest więcej 🙂

      • majka pisze:

        😉 ( i kolanka zdrowe dwa 😉

        • graszka pisze:

          i jeszcze zatańczą na weselu syna 🙂

          • Marek pisze:

            Jua widze Pania, jak wywija Pani nogami, z takim samym temperamentam, jak robila to sp.Irena Kwiatkowska w filmie „Szpibrodka” – ” Nogi, nogi, roztanczone. Tancza, tancza nogi, jak szalone”…

            • graszka pisze:

              Panie Marku i przypomniał mi pan młode lata, kiedy to z dziewczynami każdą imprezę kończyłyśmy kankanem 🙂

  3. jestem3xl pisze:

    Powodzenia, jesteś wielka…

  4. Miśka pisze:

    Nie szalej kobieto!:) I powodzenia w realizacji planów;)

  5. Tetryk56 pisze:

    Powodzenia!
    Wierzę, że dobrze wyważysz potrzeby swojego portfela i możliwości swoich kolan! 🙂

  6. magnolia pisze:

    wpadam, a tu nowy wpis. Kolejny radosny wpis- ciepło się robi na sercu.
    nie obiecuję że wpadnę na wystawę i promocję książki ( nie wiem jak wytłumaczę mojemu M ,że zostawiam go z obsługą całego inwentarza, bo muszę jechać 350 km na wystawę osoby której nigdy nie widziałam), ale obiecuje że się postaram dotrzeć.

Możliwość komentowania jest wyłączona.