Bo już nie boli

O pierwszej w nocy zadzwonił telefon. To była Mama.
– Córeczko, przepraszam, ale nie mogę już wytrzymać z bólu.
– Ale co się stało? – pytam na wpół śpiąca.

Z urywków słów układam całość. Mama trzy tygodnie temu skaleczyła się zardzewiałym gwoździem w nogę. Noga straszliwie spuchła, zaczęła sączyć się z nie woda. Nikomu nic nie powiedziała.

Wezwałam pogotowie, sama szybko ubrałam się, obudziłam syna i pognaliśmy na Orunię. Pogotowie było pierwsze. Przemili lekarze.

Kiedy zobaczyłam w jakim stanie jest jej noga, dwa razy grubsza niż normalnie, czerwoną i gorącą, zapytałam z bólem w głosie:
– Dlaczego mi nie powiedziałaś wcześniej?
– A bo szłaś na operację, nie chciałam cię denerwować, pokazywałam Teresie…
– Ale Mamo… – przerwałam jej ale nie wiedziałam co powiedzieć.
– Wie Pan, Panie doktorze – zwróciła się do lekarza Mama. – Dzieci są najważniejsze, córce skończyłoby ciśnienie, a miała mieć operację kolana.
– Jest Pani kobieta starej daty – skwitował.

Mamę zabrali do Szpitala Wojewódzkiego. Przed południem zoperowali nogę.

U pani Zosi byłam dzisiaj trzy godziny. Gdy tylko skończyłam pojechałam do szpitala. Mama leżała w białej szpitalnej pościeli, uśmiechnięta bo przestało boleć. Mała siwa głowa mojej Mamy.

Teraz winię się, że z powodu kolana zaniedbałam ją. Przed operacją, z powodu większej ilości pracy, miałam czas tylko zrobić jej zakupy, wpadając tylko na chwilę. Po operacji byłam przez parę dni przykuta do łóżka. Obowiązki scedowałam na rodzeństwo.

Lekarz prowadzący długo mówił na temat jej stanu, nie wiele zapamiętałam, byłam zbyt roztrzęsiona, jedynie to, że stan jest krytyczny. Z trudem powstrzymałam łzy, nie chciałam żeby zobaczyła, że płaczę.

Wróciłam do niej.
– Mamo idzie ku lepszemu, poleżysz parę dni i zabieram cię do domu.
Nie powiedziała nic. Uśmiechnęła się. Spokojna bo już nie boli.

Nie zawsze jest kolorowo.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „Bo już nie boli

  1. Iva Pas pisze:

    nie rób sobie wyrzutów, bo mama miała opiekę, a sama zdecydowała, że nic nie powie o swojej dolegliwości. Na dobrą sprawę musiałabyś zrezygnować w ogóle z pracy zarobkowej, by ją przypilnować, a to przecież niemożliwe. Człowiek uczy się przez całe życie i wierzę, że następnym razem nie postąpi tak lekkomyślnie, bo człowiek uczy sie na błędach.
    Zdrowia Wam życzę:)

  2. Tetryk56 pisze:

    Rodzeństwo też mogło zadziałać.
    Jest, niestety dość powszechną cechą starych ludzi, że „nie chcą sprawiać kłopotu” tak długo, aż kłopot stanie się naprawdę poważny. Ale czy zapamiętamy to na własną starość?

  3. baba pisze:

    Tetryku, masz absolutna racje!
    Moja mama tym „niesprawianiem klopotu” robila wiecej problemow, niz gdyby powiedziala o co jej chodzi!
    Staram sie uczyc juz za wczasu, ze tak nie wolno!
    Gdyby mama Oruni wczesniej zglosila sprawe, to raz, ze nie cierpiala by bolu, a dwa nie ryzykowala swojego zdrowia.
    No ale coz!
    Mamy tak bardzo chca oszczedzic swoje dzieci, ze …czasem wlasnie pakuja je w problemy!
    I nawet sie gniewac na nie nie mozna!

  4. jestem3xl pisze:

    Człowiek zawsze ma wyrzuty sumienia, że nie wszystko zrobił… jednak w twoim przypadku jest inaczej, zabezpieczyłaś mamę w opiekę. Z drugiej strony tacy są rodzice dawnej daty, wszystko dla dzieci…

    …pozdrawiam…
    …zdrówka życzę…

  5. AnkaW. pisze:

    To udawanie przed sobą nawzajem dzielnych twardych, bez kłopotów, bez łez… Często myślę, jakie to niepotrzebne. Dobrze, że już dobrze.

  6. graszka pisze:

    Witam,
    przepraszam, że odpisze tak ogólnie hurtem. Wczoraj to był ciężki dzień. Kiedy wróciłam popołudniu do domu i wyrzuciłam co mnie boli w notce, pojechałam ponownie do szpitala. Z chirurgią w szpitalu Wojewódzkim mam złe wspomnienia. Wróciłam wieczorem zmęczona. Na domiar złego pokłóciłam się z rodzeństwem. Pokłóciłam to złe określenie, właściwie to ja na nich nakrzyczałam a oni słuchali. Racja czy też prawda jest jak dupa, kazdy ma swoją. Psychicznie, źle się z tym czuje. Nieporozumienia kłótnie trzymam gdzieś na dnie samej siebie.
    Wiem, ze mama nie moze wrócić do tamtych warunków jakie ma, jest niedołężna i sama sobie nie poradzi . a z drugiej strony odzwyczaiłam się od mieszkania w jednym pokoju z inną osobą. Nie mam drugiego łózka. Prosze mi wybaczyć muszę się pozbierać

  7. Nika pisze:

    Jakbym moją Mamcie widziała.
    Takie kobiety żyją dla innych.

    A sprawę opieki nad Mamą musicie rozwiązać wspólnie. Na szczęście masz rodzeństwo co się poczuwa do odpowiedzialności. Moja siostra by mi nie pomogła.Ona o naszej mamie przypomina sobie wtedy kiedy coś od niej chce.
    Kiedy Mamcia choruje ma tylko mnie. A ja, na szczęście mam Marka:)

    Trzymajcie się razem Graszko. W rodzinie siła.

    mła:)

  8. Nivejka pisze:

    Kuczę, no!
    Dasz radę:)

  9. Ona pisze:

    Tak bardzo mi przykro, trzymam kciuki za Was, sumienie to taka cholera, ktora nie daje spokoju, cokolwiek by sie nie zrobilo. Przytulam – Ona
    http://niespokojna-niecierpliwa.bloog.pl/

    • graszka pisze:

      Dziękuje, Twoje słowa sprawiły mi ogromną radość. Dzisiaj mamie podano krew, czeka ją następna operacja- przeszczepu skóry.
      Jak Tylko będę w formie , poczytam Twojego bloga

  10. lui pisze:

    Graszko, jakie to życie bywa, kiedy wydaje się, że już będzie tylko lepiej, uderza nagle z drugiej strony.
    Bardzo mi przykro, najważniejsze, że mama jest w szpitalu, pod fachową opieką.
    Nie wiem, czy Twoje wspólne zamieszkanie z mamą rozwiąze problem, nie będzie Cię w domu przez kilka godzin. Może warto by było na parę godzin załatwić jakąś pielęgniarkę środowiskową. Zawsze wtedy czułabyś się pewniejsza, spokojniejsza, i pracować. Sama nie wiem.
    trzymaj sie

    • graszka pisze:

      Właśnie wczoraj o tym dziwnym zyciu myślałam. Jak już człowiekowi wydaje się, że wychodzi na prostą, zawsze coś musi się wydarzyć . Zycie uczy mnie pokory, żeby mi się w głowie nie poprzewracało.
      Wczoraj poszłam do pracy bo zabrakło na chleb, dzisiaj leżę z bolącym kolanem. Syn pojechał do babci , ja zostałam w domu. Będzie dobrze, poradzę sobie i tego będę się trzymała .
      Dzięki Lui , czasami brakuje mi takiego pogłaskania po głowie, bo nie raz wydaje mi się że walę głowa w mur i już czasami mam dość

  11. graszka pisze:

    Późnym wieczorem mama będzie miała drugą operacje. Lekarze będą próbowali uratować nogę, wycinając jej martwą skórę i tkani. Otwartą ranę zostawią, bo muszą sprawdzić czy będzie się goiła. Jesli tak, bedzie miała zrobiony przeszczep jeśli nie….nawet nie chce o tym myślec. Problemem nie jest tylko jej słabe serce ale wysoka cukrzyca, którą dopiero teraz zdiagnozowano.

  12. Dorota pisze:

    Myślę ciepło o Tobie, jesteś bardzo dzielna, pisz co z mamą :-*

  13. graszka pisze:

    Mama jest już po drugiej operacji. Wybudzona, obolała. Teraz juz nie ma innego wyjścia, musi być dobrze.

Możliwość komentowania jest wyłączona.