Czy powinna była mówić ?

Parę lat temu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, wracając z pracy wpadłam w poślizg. Samochód stoczył się do głębokiego rowu i zatrzymał parę centymetrów przed betonową studzienką. Niewiele brakowało a ze srebrnej strzały  zrobiłaby się srebrna harmonijka.

Leżałam na boku, z popielniczki wysypały się niedopałki. Z trudem wydostałam się z auta. Nawet nie sprawdziłam jakie są szkody, poszłam poboczem z powrotem w stronę pracy. Po głowie telepała się jedyna durna myśl, że przecież nie zamknęłam auta na klucz, i ktoś mi je ukradnie.

Kiedy w nocy w szpitalu umarł tata, a ja wraz z bratem rano rozmawialiśmy z lekarką, myślałam tylko o jednym – że obiecałam przyjechać rano i zrobić mu śniadanie, a nie zdążyłam. Mogłabym przytoczyć więcej sytuacji w których po mojej głowie krążyły takie dziwne, nieadekwatne do sytuacji myśli.

Wracając dzisiaj od Mamy ze szpitala, wstąpiłam do Parku Oruńskiego. W to sobotnie przedpołudnie pełno było tu rodziców z rozkrzyczanymi, śmiejącymi się na cały głos dziećmi. Korzystały z ostatnich dni ferii, zjeżdżały z piskiem na sankach ze wzgórza.

Musiałam pomyśleć. Ochłonąć po szpitalu i ułożyć w swojej głowie to co się dowiedziałam.

Mamę zastałam zapłakaną, roztrzęsioną, wciśniętą w poduszkę, skuloną, tak jakby chciała zwinąć się niczym małe bezbronne zwierzątko, albo embrion w brzuchu matki, i schować przed całym złym światem.

Podczas porannego obchodu pani doktor powiedziała Mamie, że stan nogi jest krytyczny i prawdopodobnie czeka ją amputacja. Zostawiłam samą Mamę i poleciałam szukać owej pani doktor, aby potwierdzić tą informację.

Czy lekarz to sędzia, który beznamiętnym głosem obwieszcza skazańcowi wyrok? Gdzie taki lekarz ma serce? Czy nie powinien był wcześniej porozmawiać ze mną, albo z moim rodzeństwem, tak abyśmy my mogli przygotować Mamę na przyjęcie tej informacji?

Wróciłam na salę. Usiadłam przy Mamie i głaskałam jej siwą, małą główkę.
– Wiesz Mamo, pani doktor ma dzisiaj zły dzień, teraz musisz odpocząć, nie denerwować się, bo nerwy tylko pogarszają sytuację. Teraz trzeba tylko czekać, aż rany zaczną się goić po wczorajszej kolejnej operacji.

Powoli uspokoiła się.

Pewnie bezsensowne jest to rozważanie czy powinna była mówić czy nie. Ważniejsze jest teraz odpowiedzieć sobie na pytanie: co dalej, co będzie po powrocie Mamy ze szpitala. Nie będzie mogła już sama mieszkać. Trzeba będzie się nią opiekować, lecz czy podołam temu sama?

Nadchodzi czas, że to co rodzice dali nam w dzieciństwie, trzeba będzie oddać. Za setki, o ile nie tysiące nie przespanych nocy, wyrzeczenia, zmartwienia, troski, za wychowanie, za jednym słowo wszystko co nam dali nim dorośliśmy, trzeba teraz odpłacić opieką, aż nadejdzie ich czas. Bo rodzicie to nie zabawki z których można wyjąć baterie, i mieć problem z głowy, choć pewnie wielu tak myśli.

Wczoraj miałam kiepski dzień. Potrzebowałam aby ktoś pogłaskał mnie po głowie i powiedział – dasz radę, pomogę ci, jestem z Tobą.

I przyszedł mejl od czytelniczki mojego bloga. Czyta mnie od września. Przeczytałam go z dziesięć razy. Swoimi ciepłymi słowami dodała mi siły. Jestem spokojniejsza, i tylko po głowie ciągle krąży to dręczące mnie pytanie: czy powinna była mówić ?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

23 odpowiedzi na „Czy powinna była mówić ?

  1. Iva Pas pisze:

    Czy powinna była mówić? Jak zawsze zdania będą podzielone – jedni twierdzą, że pacjent powinien być traktowany poważnie i ma pełne prawo do wyczerpującej informacji o jego stanie zdrowia, nawet, a zwłaszcza tej najgorszej, inni odwrotnie, jeszcze inni, że rodzina powinna decydować czy mówić lub co mówić pacjentowi. Każda z podobnych sytuacji może być albo dobra, albo zła. Wszystko zależy od tego kim jest pacjent, w jakim stanie zdrowia, w jakiej kondycji psychicznej, w jakim celu mu się to mówi. Dla jednych sytuacja dobra jest zła, dla innych ta zła jest dobra.
    Ja bym zadała inne pytanie – dlaczego lekarka to zrobiła? Czy dlatego, że jest głupia, czy dlatego, że dręczenie psychiczne pacjenta dostarcza jej euforycznych doznań, czy jest złośliwa, a może miała zły dzień, ale gdyby to ostatnie było, to powinna chcieć swoją winę naprawić. Nie wierzę, że chce.
    Dobrze zrobiłaś, że mamę uspokoiłaś, lecz nie zadręczaj się pytaniami, lecz porozmawiaj z nią, by na przyszłość uniknąć podobnej traumy. Jeśli nie zrozumie, ma przecież zwierzchnika?
    Dobrze rozumiem co przeżyłyście. Nigdy nie zapomnę chwili pod sala operacyjną, gdy wyszła chirurg i bez pardonu rzekła ” pani córka ma raka”. Słowa te będą dźwięczeć w mych uszach do końca moich dni. Nie zawahałam się wyrazić sprzeciwu dla takiego traktowania bliskiej osoby pacjenta. Moja skarga była ekspresowo skuteczna.
    Przytulam Was obie:)

  2. jula pisze:

    Starość, to cos co się nie udało stwórcy. Ten problem , jaki przed toba tj. pogodzenie pracy i obowiązku opieki mamą , każdy z nas pzrechodzi. Dobrze jest , jak sa pieniądze , jak duża rodzina itd..
    Graszka, wiem ,że sa opiekunki społeczne i pielęgniarki. To podczas Twojej pracy ..Może taka pielęgniarka pzrychodzić.
    Jak bys nie miała pracy tfu,,,, to dostajesz jakies pieniądze z MOPS -u tytułem opieki.
    Teraz najważniejsza Twoja mama i Ty. !!! …
    Rodzeństwo też może ciebie wspomoże, aty uważąj na swoja nogę też!.. Pa! 🙂

  3. magnolia pisze:

    czytałam kiedyś książkę Hanny Samson ‚Miłość reaktywacja’. Jest o relacji ze starym, schorowanym, niesamodzielnym rodzicem, o procesie zamieniania się rolami. Dobra i mądra książka.
    Przeczytaj jeśli znajdziesz chwilę ( i książkę , może w bibliotece).

    O lekarce Twojej Mamy chyba nic nie napiszę, wciąż dziwię się skąd w takich osobach taki mały poziom wrażliwości na innych.
    dziewczyny maja rację- teraz trzeba powoli ustawiać nową rzeczywistość i myśleć jak zrobić ją możliwie najmniej trudną.

    Trzymaj się dziewczyno

  4. graszka pisze:

    I może ktoś sobie pomyśli, że słowo pisane niewielkie ma znaczenie, bo przecież nikt nie przybędzie i Mamą się nie zaopiekuje, zresztą nawet jej nie znacie. Takie słowa jak Wasze wiele dla mnie znaczą. Świadczą o wielkiej empatii . Dziękuje
    Jutro do szpitala jadę z bratem, będzie łatwiej
    Ps. Książki nie czytałam ale postaram się przeczytać

  5. jestem3xl pisze:

    …od dłuższego czasu mam wrażenie, że dla lekarzy jesteśmy tylko kolejnym numerem statystycznym…

    …czy dobrze zrobiłaś? W moim odczuciu najważniejsze teraz to uspokoić mamę i poważnie porozmawiać z panią doktor i rodziną…

    …myślami jesteśmy w Tobą…

    • graszka pisze:

      Rozmowy są zawsze najtrudniejsze, jestem w tej dobrej sytuacji że jestem najmłodsza. czekam, przyglądam się

  6. jula pisze:

    Jak wygląda rzecz leczenia z drugiej strony, podam link do bloga lekarza praktykującego w polskim szpitalu. Brak pieniędzy na wszystko. Chłop nie wytrzymał i wyemigrował z kraju by móc leczyć w normalnych warunkach.Co z tego ,że chęci , jak brak pieniędzy na wszystko , na podstawowy sprzęt , zabiegi itd.. .. Fakt lekarze to tez różni ludzie, jak wszędzie, tyle że ich praca, to zdrowie innych…

    http://morfeusz.blox.pl/html

    Pa! Trzymaj się i nie pękaj Graszka !

    • graszka pisze:

      Od 1 marca mam pracować w przychodni, a więc będę miała okazję zobaczyć jak jest z tej drugiej strony. No może nie tak do końca, bo przychodnia prywatna. Już podczas rozmowy kwalifikacyjnej zauważyłam, że wielki nacisk kładą na „zadowolonego pacjenta”

  7. majka pisze:

    Graszko, chciałabym pogłaskać, ale nie potrafię, bo sama tego głaskania ostatnio więcej potrzebuję 🙁
    Zaglądam w necie w różne miejsca, na ile tylko czas mi pozwoli.
    Na dodanie kilku zdań, to już coraz mniej, i w miejsca, gdzie czuję się zrozumiana 😉

    Trzymaj się dzielnie 🙂

    • graszka pisze:

      A tego czasu, jak u wszystkich coraz mniej. Czasami człowiek przewróci się o mały kamyczek. a czasami potrafi obejść wielki głaz. Nie problem w upadaniu, trzeba się jedynie nauczyć podnosić, tak żeby najmniej bolało.

      A głowa mi chyba pęknie dzisiaj z bólu na połowę 🙁

  8. mironq pisze:

    Rozumiem emocjonalne podejście do sprawy. W końcu dla Ciebie to mama jest najważniejszą osobą w tym szpitalu. Czytając notkę przypomniał mi się wiersz Asnyka:

    Daremne żale – próżny trud,
    Bezsilne złorzeczenia!
    Przeżytych kształtów żaden cud
    Nie wróci do istnienia.

    Świat wam nie odda, idąc wstecz,
    Znikomych mar szeregu –
    Nie zdoła ogień ani miecz
    Powstrzymać myśli w biegu.

    Trzeba z żywymi naprzód iść,
    Po życie sięgać nowe…
    A nie w uwiędłych laurów liść
    Z uporem stroić głowę.

    Wy nie cofniecie życia fal!
    Nic skargi nie pomogą –
    Bezsilne gniewy, próżny żal!
    Świat pójdzie swoją drogą.

    Jedni chcą, by lekarz informował pacjentów zgodnie ze stanem swojej wiedzy, inni życzyliby sobie, żeby jedynym co mówił to: „będzie dobrze”. Ale mówienie, że „będzie dobrze”, to zadanie dla najbliższych – w tym wypadku dla Ciebie.

    Nie da się oddać rodzicom tego, co się od nich otrzymało. Sam będąc rodzicem wiem, że to niemożliwe. Ale od dzieci chce się do końca życia jednej rzeczy – poczucia, że się jest potrzebnym i kochanym. Miałem ostatnio prawie łzy w oczach, kiedy słyszałem jak blisko siedemdziesięcioletni człowiek mówił do kogoś jak dwulatek „mamusiu!”. I widziałem ten błysk uśmiechu w przymglonych i niedowidzących oczach staruszki.

    Rodzice nie chcą od dzieci wiele – oczekują tylko takiego błysku w oku i tego, że mogą się uśmiechnąć.

    Trzymaj się Graszko! Dużo siły potrzebujesz…
    Mam nadzieję i trzymam kciuki, że dasz radę. 🙂

  9. Ewa W. pisze:

    Można na to spojrzeć z innej strony. Dostałaś informację, więc możesz dalej działać, szukać możliwości, rozwiązań, możesz rozmawiać o tym z rodzeństwem i przygotować swoje życie na czas PO wyjściu mamy ze szpitala.
    Na złe informacje nigdy nie jesteśmy przygotowani, bo nie planujemy przecież chorób ani śmierci. A że lekarka nie powiedziała tego z odpowiednią empatią? A kij jej w oko! (tak naprawdę to nie słyszałaś tego, nie potrafisz ocenić tej empatii lub jej braku). Myślisz, że gdyby mama usłyszała to, co usłyszała w odpowiedniej „oprawie”, to by nie płakała, nie przeżywała? Zapewniam cię, że tak. To zawsze boli. Mama jest dorosła, ma prawo wiedzieć wszystko o swoim stanie zdrowia.
    Uważam, że lepsza sucha, ale rzetelna informacja o stanie zdrowia, niż formułka „robimy, co w naszej mocy”. Od pierwszej można się odbić i działać, druga pozwala trwać w nieświadomości.
    Wracając jeszcze do lekarki. Napisałaś, że dopiero teraz zdiagnozowano tę wysoką cukrzycę. Ta chora stopa to ciężkie, ale typowe powikłania w tej chorobie, których być może można było zapobiec. Być może, podkreślam, być może, lekarka pomyślała: „jak można było było doprowadzić do takich powikłań?”
    Nikogo nie usprawiedliwiam, nikogo nie obwiniam. Polecam także blog lekarski Morfeusza. Przeczytałam cały. WARTO.

  10. graszka pisze:

    Właśnie wróciłam ze szpitala. Mama psychicznie czuje się o wiele lepiej, myślę , że to zasługa prawnuczki, która ja wczoraj odwiedziła. To o czym pisał Mironq, poczuła się kochana i potrzebna.
    Nie odważyłam się na rozmowę z rodzeństwem.
    Szczerze, nic mi się nie chce. Kompletnie nic

  11. graszka pisze:

    Lekarze zdecydowali amputować nogę. Termin operacji nie jest jeszcze wyznaczony.

  12. jula pisze:

    To teraz będzie dla Was bardzo trudny czas. Gdzieś przeczytałam, że po zdiagnozowaniu wykryto u Twojej mamy cukrzycę, tak?…
    Wiem, że pzry cukrzycy rany bardzo cięzko się goją. I jednak u prawie wszystkich chorych dochodzi do amputacji. Graszko musicie się teraz bardzo zorganizować w rodzinie, bo mama już teraz będzie musiała mieć pomoć non stop.
    Pozdrawiam! . .
    Na razie pod opieką szpitala. Potem może jakiś szpital z rehabilitacja?..
    Trzymaj się , będzie dobrze ! .. 🙂
    Bardzo ci współczuje , bo całkiem niedawno pzrerabiałam podobna sytuacje z tatą. tylko,żę on miał bardzo zaawansowana miażdżycę.to bardzo ciężka choroba raczej niewyleczalna. Pa! ..Nie zapominaj o sobie, pamiętaj ,że sama musisz wydobrzeć. 🙂

    • graszka pisze:

      Zmiana decyzji. Jakiś docent dał nam jeszcze nadzieję i stwierdził, że powalczy o nogę mamy. Jutro jedzie do jakieś komory. Jest nadzieja.
      Koniec z moim siedzeniem na łóżku i płakaniem w poduszkę, co będzie jak będzie. Muszę działać. Musze teraz nadgonić prace zlecone, bo koniec miesiąca za pasem a ja w dalekim polu. Moja głowa przez te kilka dni nie funkcjonowała narobiłam sobie ogromnych zaległości. Nie będę pracowała- nie będzie pieniędzy.
      No tak czekają mnie dzisiaj jeszcze odwiedziny, pani Zosia wpadnie do mnie. Anioł nie kobieta, a ja jedynie u niej sprzątam.

  13. magnolia pisze:

    jak z Mamą?
    Pewnie jestes w biegu, między szpitalem a zleceniami.
    Uważaj na siebie, pamiętaj że wciąż jesteś świeżo po operacji.
    Jutro pierwszy dzień w pracy- trzymam kciuki.

    • graszka pisze:

      Magnolia, zabieganie swoją drogą. Byłam odcięta od świata, bo znowu stanęłam przed wyborem, kupić cos do jedzenia czy zapłacić internet. Wybrałam pierwszą opcję. No i wyłączyli. Ale aniołowie czuwają nade mną, internet się pojawił przed chwilą.
      Mama- na dzień dzisiejszy lekarze walczą o nogę, będą szykowali ją do przeszczepu skóry.

  14. Fizdejka pisze:

    Może to dziwne co napiszę, ale… masz szczęście, że masz za co odwdzięczyć się matce… Ja musiałabym to zrobić tylko dlatego, że mimo wszystko jest człowiekiem.

Możliwość komentowania jest wyłączona.