Naprawdę ciężki dzień

0

Moje życie wraca powoli do normalności. Całkiem niedawno wracając z pracy, z trudem wspinałam się po schodach, tak strasznie byłam zmęczona. Teraz wracam równie wykończona ale to inny rodzaj zmęczenia.

Niebawem miną dwa tygodnie odkąd pracuję w przychodni. Jeszcze dwa i otrzymam wypłatę. Kurcze! zapomniałam już jakie to uczucie kiedy dostaję się wypłatę za cały przepracowany miesiąc. Pracuję na zmiany – jeden tydzień od 8 do 14, następny od 14 do teoretycznie 20, a w praktyce aż do momentu kiedy wyjdzie ostatni pacjent.

Mam mieszane uczucia co do mojej pracy. Z jednej strony jest bardzo stresująca, ale z drugiej strony daje mi wiele satysfakcji. Mam taką naturę, że lubię pomagać ludziom. Nie umiem odmówić kiedy mnie o coś proszą. Często się to na mnie mści.

Parę dni temu zadzwoniła kobieta. Pierwszy wolny termin był na godzinę 20.
– Wie pani, ale ja jadę aż z Lęborka, sama z dzieckiem, bo mąż w pracy – zmartwiła się bardzo.

Mogłabym powiedzieć – przykro mi, nie ma wcześniejszych wolnych terminów, ale nie potrafiłabym. Za dużo we mnie empatii.

Zadzwoniłam do lekarza i spytałam czy może przyjść do pracy trzydzieści minut wcześniej. Zgodził się. Natychmiast zadzwoniłam z dobrą wiadomością, że lekarz przyjedzie specjalnie dla niej wcześniej i przyjmie ją o 14.40. Podziękowaniom nie było końca.

Nie zrobię kryptoreklamy mojej przychodni. Nie podam jej nazwy ani nie powiem, gdzie się znajduję. To mała przychodnia, i może dlatego traktuje się tu pacjenta z większą atencją niż gdziekolwiek indziej.

Przykład z wczoraj: jeden z lekarzy przyjmował do godz 16.15. Po wyjściu ostatniego pacjenta mógłby pójść do domu, tymczasem siedział aż do 20 obdzwaniając matki swoich pacjentów aby dowiedzieć się o stan zdrowia ich pociech. Nie do uwierzenia, prawda?

A dlaczego praca jest stresująca? To zachowam w tajemnicy. Mam nadzieję, że z czasem wszystko się unormuje.

Jutro czeka mnie ciężki dzień. Skoro świt lecę sprzątać apartament, a potem gnam z powrotem na 14 do przychodni. Będę musiała nieźle się uwijać, bo niestety nie mam auta, a przemieszczenie się z Brzeźna do Pruszcza środkami komunikacji miejskiej trochę zajmuję czasu.

Ostatniego pacjenta przyjmuję o 20, a więc z przychodni wyjdę pewnie około 21. Jutro też moja Mama ma zabieg przeszczepu skóry, który musi się udać. To będzie naprawdę ciężki dzień.

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Naprawdę ciężki dzień

  1. Miśka pisze:

    Będę jutro pamiętać!:))

  2. Nika pisze:

    Zatem powodzenia jutro:) I Mamie i Tobie Graszku:)

  3. Ireneusz pisze:

    Trzymam kciuki za Ciebie. Piękny ten drzemiący ” kotek” .

  4. majka pisze:

    Ireneuszu – na ile rozpoznaję, to „kotek” jest płci żeńskiej , a te, w swoim lwim stadle odpowiadają za udane polowania , by wykarmić dziecka i PANA „obrońcę” terytorium 🙂 ,
    Zmęczona jest, jak i my kobitki wiecznie zaganiane …
    Graszko, ja trzymię za twego prawego kciuka, a Ciebie upraszam trzymać za lewego mojego 😉
    a na dokładkę troszkę słoneczek, których dawno nie wstawiałam
    🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

  5. Ewa W. pisze:

    Lwiczka cudowna, podobna do ciebie.
    Nie zapominaj, że aby w stadzie był porządek, czasami trzeba ryknąć.

  6. jestem3xl pisze:

    …wszystko będzie dobrze…

  7. Tetryk56 pisze:

    Ciężki dzień już powoli mija, mam nadzieję że cię nie zawiódł i wszystko poszło dobrze.
    I dla ciebie, jak dla tej lwicy, przyjdzie chwila wypoczynku!

  8. graszka pisze:

    To był dobry dzień 🙂 Mama po zabiegu, wybudzona. Teraz tylko trzeba czasu, żeby wszystko się zagoiło.
    Apartament błyszczy, do kieszeni wpadła 100. W przychodni sporo pacjentów, trzymałam na rękach fajnego dzidziusia 🙂 , tym razem mało stresu i bez żadnego błędu. Przed 22 dotarłam do domu.
    Spokojnej nocy życzę.

  9. Zalewski pisze:

    Od siebie nieśmiało dodam, że równie ważna jak empatia jest asertywność. 🙂

    • graszka pisze:

      Z asertywnością u mnie jest na bakier. Od lat popełniam zawsze ten sam błąd. Godzę się na wiele, milczę, przytakuję, aż przelewa się czar goryczy i …….wybucham jak wulkan.

Możliwość komentowania jest wyłączona.