Przy Torze 16

0a

W niedzielny poranek, jadąc do Mamy do szpitala, zawitałam po drodze na ulicę z mego dzieciństwa, która przed wojną zwała się Grauer Weg, a teraz Przy Torze. Pisałam o niej wielokrotnie na moim blogu.

Zmobilizowała mnie mieszkająca w Chicago Paula, która napisała do mnie, że pod numerem 16-tym mieszkał jej ojciec. Do wiadomości dołączyła zrobione w 2009 roku zdjęcie.

Przed domem był przepiękny, prawie, że bajkowy ogródek. „To najpiękniejszy ogródek przydomowy na naszej ulicy” – pomyślałam. Gdyby nie widoczny z tyłu nowo wybudowany budynek, całość wyglądałaby na sielankowy, wiejski obrazek.

Zdjęcie obudziło we mnie wspomnienia. W niedzielne poranki, idąc do kościoła parafialnego św. Jana Bosko, zawsze przechodziłam koło tamtego domu. Przystawałam i podziwiałam ogród. Zawsze podobały mi się wiejskie kwiaty.

Mieszkańcy tego domu od wczesnej wiosny do późnej jesieni bardzo często przesiadywali na drewnianej ławce. Zawsze witali się z nami, zamieniali parę zdań. Czasami Mama ucinała sobie dłuższą pogawędkę z mieszkającą w lewej części domu panią Młyńską.

Ogród Pani Młyńskiej już nie istnieje. Porastają go zdziczałe chaszcze. Zapewne w tej części domu nikt już nie mieszka. Starzy lokatorzy zmarli albo wyprowadzili się. Zniknął nawet stary metalowy płot, łakomy kąsek dla złomiarzy. Ogród po prawej też już nie przypomina tego ze zdjęcia.

Przeszłam parę kroków i stanęłam w to przedwiosenne przedpołudnie przed domem rodzinnym. Niebo było lazurowo błękitne, na twarzy poczułam ciepłe promienie słońca, zapowiedź wiosny, na którą tak bardzo już wszyscy czekamy.

W tym ostrym, padającym z boku świetle, mój dom rodzinny wyglądał niczym stara kobieta bez makijażu. Fasada pokryta była siecią przypominających zmarszczki spękań. Ciemnoczerwone cegły kruszyły się, a padające od dziesiątków lat deszcze wypłukały w wielu miejscach zaprawę. Okna na piętrze i strychu dogorywają.

– Twój koniec jest bliski – pomyślałam. Dom nie odpowiedział, tylko cicho westchnął, a w jego zmęczonych oknach zobaczyłam smutek.

Zmrużyłam oczy i przeniosłam się w czasie.

Usłyszałam awanturującego się podpitego pana Zielińskiego, który wyzywał żonę. W ogródku stara i zgarbiona kobieta wyrywała chwasty. To pani Adamowicz podpierająca się nieodłączną laską z rzeźbiona rączką. Kobieta cicha, pogodna, o anielskim uśmiechu, która nigdy nie podnosiła na nikogo głosu.

Z okna Patyczaka doleciał mnie głos jej brata Stefana:
– Jak będziesz niegrzeczna to powieszę cię na żyrandolu, i będziesz tam tak wisiała. Wiedziałam, że nigdy by tego nie zrobił, ale zawsze się go bałam.

Przypomniał mi się też Dariusz, który powiesił się na strychu naszego domu. Mój brat bardzo przeżył jego śmierć.

Pani Konieczek jak zwykle zrzędziła, że w jej mieszkaniu ulatnia się dym, i to z naszej winy. Nie przyjmowała do wiadomości faktu, że komin jest już stary i wysłużony. Na podwórku pod bzami na starym taborecie siedział tata. Pomachał w moją stronę, a ja poczułam piasek pod powiekami.

Otworzyłam oczy i świat miniony znikł.

Mimo tych wszystkich kłótni, niesnasek, krążących plotek, ci ludzie żyli razem w jednym domu. Tworzyli małą, zwartą społeczność. Gdy trzeba było śpieszyli sobie z pomocą. Wiedzieli o sobie prawie wszystko. Bo tak, odkąd zeszliśmy z drzewa, żyliśmy. W jaskiniach, drewnianych grodach, wsiach, osadach, a do niedawna w miastach.

A jak jest teraz? Kto z was zamienił przez ostatni miesiąc choćby parę słów ze swoim sąsiadem? Coś więcej niż zdawkowe dzień dobry. Mieszkam w bloku osiem lat i prawie nie znam swoich sąsiadów. Gdy mi zabraknie cukru to muszę jechać do Tesco.

Zapewne Paula nie przeczyta tego tekstu, bo nie rozumie polskiego, ale dziękuje jej za to, że skłoniła mnie do wspomnień. Na FB umieściłam więcej zdjęć, tu załączam dwa pierwsze Pauli, drugie moje.

0b

Ten wpis został opublikowany w kategorii Moje wspomnienia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Przy Torze 16

  1. Paula pisze:

    My Facebook translates your Orunia Facebook page from Polish to English. Thank you for your lovely thoughts about my father’s home. It was not the best translation, I didn’t understand all of it, but I did understand some of it!

  2. Sławomir Kyllyan Marusiński pisze:

    Wieki całe nie byłem na Oruni. To z tyłu to szkoła jakaś?

    • graszka pisze:

      Kiedy zaczęto budować stadion, coś ludźmi z tamtego terenu musieli zrobić. Wybudowano im dom, czystą maszkarę. Oby tanio, oby szybko. Dom dla ludzi z Letniewa i okolic

Możliwość komentowania jest wyłączona.