Limit pobytu w szpitalu

0

Może wydać się wam to dziwne, ale po powrocie Mamy ze szpitala, najbardziej obawiałam się nocy spędzonej na materacu. Mam już jedną za sobą i wiem, że to nie koniec świata. Czeka mnie wiele innych, nowych wyzwań.

Czwartki są dla mnie najcięższym dniem tygodnia. Od świtu do mniej więcej południa sprzątam apartament, a potem szybko gnam do domu, aby coś zjeść, umyć się i o czternastej stawić się w przychodni, w której spędzę czas do dwudziestej albo nawet dłużej.

Nowa praca nie męczy mnie fizycznie. Nie można jej porównać do taskania dywanów u biznesmena z Wrzeszcza. Lecz jest dla mnie bardzo stresująca. Ale mam nadzieje, że to się zmieni. Nabiorę wprawy, rutyny, poczuję się pewniejsza.

W środę przystosowałam mój pokój na przyjazd Mamy. Poprzesuwałam meble, aby wygospodarować miejsce na materac. Posprzątałam, starłam kurze, uporządkowałam mój kącik komputerowy, a zarazem warsztat decoupażowy.

Mamę miał odebrać ze szpitala syn ze swoją sympatią, ale po telekonferencji z moim bratem pojechali tam we trójkę.

Czwartek od początku był bardzo nerwowy.

Z powodu korka w centrum Gdańska, do Brzeźna dotarłam ze sporym, trzydziesto minutowym opóźnieniem. Pół godziny w przypadku sprzątania to bardzo dużo. Z wywieszonym językiem, z potem ściekającym po plecach, kręcę się jak mały bączek. Co opadnę z sił to spoglądam na blat kuchennym, z którego uśmiecha się do mnie stówka – motywator z Narodowego Banku Polskiego.

Trochę po dwunastej mknęłam już z powrotem do Pruszcza.

Musiałam zrobić zakupy, bo w lodówce jak zwykle było tylko światło. Spocona, z ciężkimi siatkami, i uboższa o ledwo co zarobione sto PLN, wdrapuję się po schodach. Wkładam klucz do zamka a tu pupa blada! Syn zapomniał się i zamknął na zamek, który od jakiegoś czasu nie lubi się z moim kluczem. Zdenerwowana dzwonię do syna.

– Przyjeżdżaj z kluczami! Niech wujek z Klaudią przywiozą Mamę.

Siadam na stopniu i jem kanapkę – moje śniadanie, albo jak to mawiają w stolicy – lunch. Czas bezlitośnie ucieka, a ja przecież muszę jeszcze umyć się, poprawić fryzurę, zrobić makijaż. Co chwila spoglądam na komórkowy zegarek. W końcu są – Syn z bratem. Karol otwiera drzwi i obaj jadą z powrotem do szpitala wojewódzkiego w Gdańsku.

W przychodni popołudnie mija spokojnie. Bez stresu. Kiedy wracam po dwudziestej do domu dzwoni brat. Relacjonuję mi swoją rozmową z lekarzem.

Kiedy otrzymał wypis ze szpitala poszedł do lekarza z prośbą o wytłumaczenie. Lekarz nie miał ochoty na rozmowę, bąknął jedynie pod nosem, że wszystko jest napisane na wypisie.

Zapewne dla lekarzy zrozumienie wypisu, napisanego w ich lekarskim żargonie, to bułka z masłem, ale dla ludzi, którzy z medycyną nie mają nic wspólnego – czarna magia.

Z wypisu wynika, że co trzy dni należy dokonać zmiany opatrunków, oczywiście w szpitalu.

Więc ja się pytam: jaki jest sens wypisywać ze szpitala, ledwo poruszająca się 70-letnią staruszkę, której omal nie amputowano nogi, z otwartymi, z trudem gojącymi się ranami, i co trzy dni zmuszać ją do podróży do szpitala???

Czy nie może zostać jeszcze te parę dni aż zagoją się rany???

Czy nie stać na to tego kraju, dla którego przepracowała ona całe swoje życie???

Skoro stać go na utrzymanie 465 osłów i finansowanie kilku politycznych mafii, których celem jest tylko dorwanie się do żłoba, i utrzymanie przy nim za wszelką cenę, to nie stać na parę dni w szpitalu dla starej kobiety???

Brat spytał o to lekarza, może w bardziej oględny sposób.
– Pana Mama zostaje wypisana ze szpitala bo przekroczyła limit pobytu w szpitalu – odpowiedział Lekarz.

Doktor Mengele był w lepszej sytuacji – nie miał limitów – nie musiał nikogo wyprawiać do domu. Przepraszam, może to za ostre stwierdzenie, ale odzwierciedla to co myślę.

Z uda z którego pobrano skórę do przeszczepu sączy się płyn. Pomimo opatrunków, bandaży i plastrów, spodnie od piżamy są mokre. Przed spaniem założyłam Mamie suchą koszulę, o szóstej rano wszystko było przemoknięte, włącznie z prześcieradłem i kocem.

Aby dobrze opiekować się osobą w takim stanie jak moja Mama, należałoby rzucić pracę, a na to nie mogę sobie pozwolić. Całe szczęście, że do końca tygodnia są rekolekcje i syn ma wolne od szkoły. Tak na marginesie rzecz to dla mnie całkowicie niezrozumiała. Dzisiaj on gotuje obiad.

Moja kuzynka zawsze twierdziła „dał Bóg dzień, da i rade”. Może to i prawda, ale na razie nie widzę tej rady. Od poniedziałku trzeba jeździć na opatrunki do szpitala, a ja pracuję od rana do nocy. To gorący przedświąteczny okres, wszyscy chcą mieć czyste okna, tylko moich nie ma komu umyć.

Nie da Bóg rady? Trudno, sama ją sobie dam.

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Limit pobytu w szpitalu

  1. mironq pisze:

    Spójrzmy na to z innej strony:

    – Jak to, nie przyjmiecie mi ojca do szpitala, walczył za tę Polskę, krew przelewał… Cholera!
    – Dlatego teraz my mu trochę krwi przetoczymy, takie życie.
    – Żartuje pan! Pan chce się paroma litrami krwi wykpić, skoro za takie zasługi powinno być miejsce w szpitalu i całodobowa opieka?
    – Niestety, środki za małe i miejsca zajęte…
    – A nie da się nic zrobić?
    – Liczba miejsc ograniczona, część osób leży, bo trzeba im co dwa dni zmienić opatrunek. Sam pan rozumie…
    – Nic nie rozumiem! Kto taki idiotyzm wymyślił? Zajmować miejsce, żeby zmienić jakiś głupi bandaż?
    – Ja tu nie rządzę. Powtórzę tylko, że miejsc nie ma.

    Przepraszam za zgryźliwość, ale nie potrafiłem się oprzeć. 😉

    • graszka pisze:

      Mirong to nie jest zmiana opatrunku po skaleczeniu, a po przeszczepie skóry, gdzie wszystko przykleja się do bandaży.
      Zresztą nie ważne

    • graszka pisze:

      Nie ma miejsca w szpitalu? czy może szpital nie ma pieniędzy na leczenie ?
      ps. przeczytam jak wrócę ze sprzątania

  2. AnkaW. pisze:

    Grażyno, nie wiem jak to załatwić, ale założę się, że przysługuje Mamie wizyta w domu pielęgniarki i zmiana opatrunku. Trzeba powiedzieć, że nie może chodzić, bo przecież nie może… a jeśli nie, to transport sanitarny karetką do szpitala. Spróbuj się dowiedzieć. Może zadzwoń do NFZ.
    Pozdrawiam i współczuję kłopotów.

    • graszka pisze:

      Aniu zaciągnęłam języka. Gdyby mam była u siebie czyli na Oruni, pielęgniarkę można poprosić z ośrodka do którego należy, ponieważ mama jest u mnie czyli w Pruszczu za wizytę pielęgniarkę z ośrodka muszę zapłacić, zmiana opatrunku 40zł. Ale tu nie o sam opatrunek chodzi. Przy zmianie opatrunku musi być chirurg, żeby zobaczył czy przeszczep się przyjmuje, nie osuwa . Podobno to ważne

  3. jestem3xl pisze:

    …przecież powinni karetkę ci zaproponować, jeżu co za kraj…

  4. Ewa W. pisze:

    „dał Bóg dzień, da i rade”
    Tylko, że ta Opatrzność taka jakaś nierychliwa, przychodzi z dużym opóźnieniem, jeżeli
    w ogóle. A przez ten czas siwiejemy ze zmartwienia.
    Nieprawdą też jest, że „co nas nie zabije, to nas wzmocni”. Może i nie zabije, ale sponiewieranie zawsze zostawi ślady w postaci blizn na duszy i bruzd na twarzy.
    Ja się pocieszam w trudnym dla siebie czasie tym, że „wszystko mija, to też kiedyś minie”.
    Życzę wytrwałości.

    • graszka pisze:

      Jedynie czas może zaleczyć rany, zostawiając blizny, a o tym wiem z własnego doświadczenia
      Minie, mam taką nadzieję
      Na tą chwilę wyrzuciłabym telewizor z domu 🙂 Ze stacją Trwam jestem na bieżąco

      • Ewa W. pisze:

        Gościłam 2 lata temu w wakacje u siebie dwoje nastolatków. Do dzisiaj odróżniam Beyonce od Shakiry i Cristiny Aguilery itp. Nie ma tego złego…..

  5. jula pisze:

    No tak, naprawdę strach chorować. 🙁
    Graszka trzymaj się i nie pękaj, pozdrawiam Twoja mamę i trzymam kiuki !. . .
    Bo będzie dobrze, musi ! .. . 🙂
    Pa!

    • graszka pisze:

      Materac nie jest katastrofą, tylko ciężko sie z niego wstaje. Na podumanie w ciszy została łazienka i wanna 🙂 W poniedziałek jestem od rana do wieczora w pracy to bynajmniej człowiekowi głupie myśli nie przychodzą do głowy. Na wtorek pożyczyłam auto, jedynym problemem są schody. Mieszkam na pierwszym piętrze a winny brak. Oby do wiosny 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.