Marzą mi się placki ziemniaczane

Kto z moich czytelników pamięta swoje marzenia z dzieciństwa? Kiedy byłam małą dziewczynką marzyłam o dużej lalce. Któregoś dnia marzenie się spełniło. Lalka była piękna, dopóki, chcąc zapewne zostać fryzjerką, nie obcięłam jej grzywki.

Kiedy trochę podrosłam marzyłam o oryginalnych jeansach firmy Lee. Patyczak miał takie, a ja bardzo jej zazdrościłam. Niestety moich rodziców nie było stać na takie ekstrawagancje z Peweksu.

Marzenia zmieniają się jak obrazki w kalejdoskopie. Odkąd sprzątam wielkie domy, przestałam marzyć o posiadaniu takowego. Ponad dobra materialne wyżej stawiam święty spokój. To co zaraz stwierdzę być może trąci banałem, ale uważam, że powinno się posiadać marzenia realne do zrealizowania, a nie takie, które przez swoją nieosiągalność potrafią przytłoczyć, czy zdołować.

To było na drugi dzień po powrocie ze szpitala. Mama siedziała na kanapie, w nocnej koszuli, jeszcze bardziej zgarbiona, jeszcze bardziej siwa. Wymęczona, postarzała o dziesięć lat w przeciągu miesiąca jaki spędziła w szpitalu.

– Wiesz, marzą mi się placki ziemniaczane – powiedziała cicho patrząc w podłogę.
Stałam w przedpokoju, parę metrów od niej, nie zrozumiałam co mówi.
– Jeszcze raz Mamo, bo nie usłyszałam.
– Marzą mi się placki ziemniaczane – powtórzyła spuszczając jeszcze niżej głowę. Nosem prawie dotknęła kolan.

Serdecznie się zaśmiałam i podeszłam do niej.
– A masz jeszcze jakieś inne marzenia oprócz placków?
– Chciałabym żebyś mnie wykąpała i umyła włosy.

Mimo późnej pory zaprowadziliśmy ją z synem do łazienki. Do wanny wstawiłam kuchenne krzesło na którym ją posadziliśmy. Chorą nogę zabezpieczyłam przed ewentualnym niepotrzebnym zmoczeniem. Długo myłam jej włosy przy okazji zalewając łazienkę.

– Mamo a placki mogą być jutro? – spytałam.
Uśmiechnęła się bez słowa.

Na drugi dzień zrobiłam placki. Mama dostała podwójną porcję. Buzia się jej śmiała jak u małego dziecka.

Dzisiaj rano, przed wyjściem do pracy, ugotowałam zupę fasolową. Wczoraj wieczorem, przed snem rozmawiałyśmy o zupie wspominając moje dzieciństwo na Oruni. Spełniam teraz marzenia mojej Mamy, a ktoś inny moje.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Marzą mi się placki ziemniaczane

  1. jestem3xl pisze:

    …a ja nie przepadam za plackami, wolę pieczone albo odsmażane…

    …dużo zdrówka życzę…

    • graszka pisze:

      czasami jak jakiś placki się uchowają, kroimy je w paski i na drugi dzień odsmażamy z jajkiem

  2. jula pisze:

    Tak, takie marzenia , które można spełnić to radość dla dającego i biorącego, to wielka radość dla wszystkich , czyli pełnia szczęścia , tak myslę, to ten spokój za którym tak naprawdę tęsknimy . 😀 😆
    Jak na dworze jeszcze zacznie być zielono i słoneczko mocniej grzać, to doprawdy nic więcej!..
    Pa ! 😉

    • graszka pisze:

      Jula, właśnie jutro jadę się wyciszyć. Biorę aparat i mimo brzydkiej pogody jadę robić zdjęcia. W aparacie jedyna nadzieja na uspokojenie złych emocji.

  3. magnolia pisze:

    dzięki że się odzywasz. Za to że się odzywasz. Nie zamartwiaj się – tyle już przeszłaś, tyle doświadczyłaś, poradzisz sobie z następnym. Byle do następnego uśmiechu- chwili kiedy zatrzymuje się czas na moment.

    • graszka pisze:

      Magnolia, dzisiaj na moment się zatrzymam. Mama jeszcze śpi ja dopijam kawę i zmykam porobić zdjęcia. Przetrawiłam już ceny zmiany opatrunków, a swoja drogą 60 zł za 20 minut pracy to wysoka stawka. To jest 6 godzin mojego sprzątania. Koniec narzekania Miłego weekendu 🙂

  4. Tetryk56 pisze:

    Myślę, że mamie najwięcej radości sprawia spełnianie się innego, być może nawet niezwerbalizowanego marzenia: czuje się – po tylu latach odpowiadania za siebie i rodzinę – pod czułą opieką. I to jest piękne…

  5. mironq pisze:

    Do takiego postrzegania świata, że warto jest mieć małe marzenia, które można spełnić trzeba jak do wszystkiego dorosnąć. Mnie się to udało dopiero jakieś trzy lata temu i od tego czasu jestem dużo szczęśliwszym człowiekiem.

    Od tego czasu tak formułuję swoje marzenia, żeby dało je radę zrealizować w przeciągu roku. Wszystko, co się w tych ramach czasowych nie mieści, to nie marzenia – to mrzonki.

    O wcześniejszych marzeniach nie zapomniałem, zmieniłem jednak formułę z „marzę o” na „fajnie by było” i jest mi z tym lepiej. Przestałem gonić za wielkimi rzeczami, leżącymi gdzieś za oceanem i zacząłem dążyć do tych, które są za horyzontem. Kiedy się już tam stanie, można odetchnąć i spojrzeć, jak się dostać do tego następnego, który widać.

    Super są takie placki ziemniaczane posypane cukrem, przy jedzeniu których tłuszcz kapie po brodzie. 🙂

  6. majka pisze:

    Marzenia naszych mam nie są skomplikowane i wydumane. Mówią o plackach, bo to choć tania potrawa, to wymaga pewnych czynności, z którymi już sobie nie radzą.
    Moja i męża mama nadal chcą być niezależne, ale często ta ich upartość kończy się dla nas zwiększoną ilością obowiązków.
    No taaak , starość temu Panu u góry najwyraźniej nie wyszła zbyt dobrze.
    Mnie placki zawsze smakowały, był czas, że przed wyjściem do szkoły obierałam i ścierałam dwa ziemniole. Pyszne i gorące śniadanie.
    Graszko, spróbuj też pokrojone w paski do zupy pomidorowej.

Możliwość komentowania jest wyłączona.