Nie ma jak u mamy kto nie wierzy jego rzecz

0

Aż nadszedł ten długo wyczekiwany dzień, kiedy na moim koncie pojawiła się (już druga) pensja z tytułu pracy w przychodni. Pierwszą dostałam gotówką tuż przed Świętami Wielkanocnymi. Nie są to kokosy, wielu potrafi przehulać kilka razy więcej podczas urlopu, tym niemniej dla mnie to duży pieniądz, a co najważniejsze stały.

Minął już stres związany z nowym miejscem pracy. Z czystym sumieniem mogę napisać, że lubię moją przychodnię. Podziwiam pracujących tam młodych, ambitnych lekarzy. Widać, że zależy im na tym aby przychodnia była bardzo pozytywnie odbierana przez pacjentów.

Niedawno gościła u nas pacjentka na USG obydwu kolan. Towarzyszyła jej siostra. Ponieważ badanie jest dość czasochłonne (trwa ponad godzinę) zaproponowałam kawę. Zaczęłyśmy rozmawiać, i sama nie wiem kiedy zleciała nam owa godzina.
– Wzięłam ze sobą książkę, żeby jakoś zabić czas – powiedziała stojąc w drzwiach. – Ale z panią rozmawiało się tak miło, że nawet jej nie wyciągnęłam.

Nie ukrywam zrobiło mi się bardzo miło 🙂

Moja praca jest banalna – odbieram telefony, rejestruje wizyty, przyjmuję oczekujących pacjentów. Mimo to daje mi ona mnóstwo satysfakcji. Choć zarabiam mniej niż wtedy gdy harowałam sprzątając, to jestem zadowolona.

Gdy patrzę na tych wszystkich nieszczęśliwych ludzi, szukających pomocy u specjalistów, zwłaszcza na Bogu ducha winne dzieci, to utwierdzam się w przekonaniu, że zdrowie jest najważniejsze. Reszta się nie liczy, albo bardzo mało.

A skoro mowa o zdrowiu, odebrałam Mamę ze szpitala. Stan jej oczu się poprawił. W moim pokoju znowu zrobiło się ciaśniej. Przybyło obowiązków. Lecz wczoraj wieczorem, gdy siedziałam zmęczona w fotelu, spojrzałam na jej usianą pajęczyną zmarszczek twarz, i szeroko otwarte, uśmiechnięte, a co najważniejsze nie łzawiące oczy, poczułam się szczęśliwa i zadowolona z siebie.

Czeka nas jeszcze długie leczenie, kilka wizyt w szpitalu, a później prywatnych. Lecz dla jej oczu zrobię wszystko. Bo to jest moja Matka.

Wychowała mnie i moje, adoptowane przez nią rodzeństwo, najlepiej jak potrafiła. Wychuchała, wypieściła, odziała, nakarmiła, i utuliła kiedy trzeba było. Spędziła niejedną nieprzespaną noc nad nami, kiedy my zmagaliśmy się z chorobą. Poświęciła nam kawał swojego życia, a przecież mogła, będąc młodą dwudziestoletnią dziewczyną, oddać do domu dziecka. Nawet jej to na myśl nie przyszło.

Moje życie wywróciło się do góry nogami. Musiałam odwiesić na kołku wszelkie pasje. Warsztat dekupażowy został spakowany do wielkiego kartonu i trafił go pakamery. Realizacja sklepu „Stara Waliza” została odłożona na półkę, ale wrócę jeszcze kiedyś do tego. Jest jeszcze Eden, któremu niestety muszę poświęcać choć trochę czasu, bo zrobi się z niego amazońska dżungla. Tam odpoczywam, ładuje akumulatory.

ps.

….

Nie ma jak u mamy ciepły piec cichy kąt
Nie ma jak u mamy kto nie wierzy robi błąd
Nie ma jak u mamy cichy kąt ciepły piec
Nie ma jak u mamy kto nie wierzy jego rzecz
….

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na „Nie ma jak u mamy kto nie wierzy jego rzecz

  1. Ewelina pisze:

    Cieszę się, że masz troszkę łatwiej 🙂

    • graszka pisze:

      Fizycznie tak, gorzej z finansami. Końcówka miesiąca zawsze jest trudna, jak zapewne w wielu innych domach 🙂

  2. AnkaW. pisze:

    Popatrzysz trochę innym okiem na służbę zdrowia i może tak, jak ja przekonasz się, jak większość lekarzy musi ciężko pracować. Kiedyś myślałam, że chciałabym być lekarzem. Teraz już wiem, że za nic w świecie.
    Pięknie napisałaś o Mamie.

    • graszka pisze:

      Aniu masz rację. teraz zupełnie inaczej patrzę na lekarzy 🙂 To cięzki i odpowiedzialny zawód, a na wiele rzeczy jakie się dzieją i tak nie mają wpływu.

  3. Tetryk56 pisze:

    Pięknie piszesz! 🙂

  4. jestem3xl pisze:

    …stwierdzam, że lepsza stała praca i niższe zarobki niż bieganie za klientem i wielką niewiadoma. Pozdrawiam…

    • graszka pisze:

      masz rację. Teraz wiem, że na początku miesiąca przelew będzie.

  5. Wiedźma pisze:

    Coś Ci powiem Graszko: bardzo trudna jest opieka nad wiekową, schorowaną osobą. A jeszcze trudniej, gdy odchodzi i zostaje smutek i nieuchronne, dręczące pytanie: czy zrobiłam wszystko co w mojej mocy ? Ty nie będziesz musiała zadawać sobie tego pytania, mam taką nadzieję….. będziesz pamiętała, że naprawdę zrobiłaś dla Mamy wszystko co mogłaś…
    Pozdrawiam Cię serdecznie:)

    • graszka pisze:

      Coś Ci powiem Wiedźma: jeszcze niedawno burzyłam się, kłóciłam się z rodzeństwem. Teraz już nie. Każdy z nas ma własną wole i sumienie.
      Wczoraj, mama wróciła do siebie. Zrobiła mi kłopot, bo ja wolę jak jest u mnie. Trudno, jej decyzja. Przestałam ją przekonywać pamiętając pewne zdarzenie. Mój dziadek przed śmiercią mieszkał u mamy. Chciał wracać do siebie. Mama przedłużała jego pobyt. W końcu dziadek zmarł w Gdańsku.

  6. Ewa W. pisze:

    Zdrowie jest najważniejsze dlatego, aby cała reszta w naszym życiu w ogóle mogła zaistnieć. Abyśmy mogli pracować i cieszyć się z owoców naszej pracy, aby móc opiekować się naszymi rodzicami i dziećmi i aby dostrzegać, że poza naszym małym, domowym światkiem istnieje ten duży, z mnóstwem innych propozycji i możliwości. Kiedy coś boli, trudno znaleźć wyjście z życiowego dołka.
    Dlatego nie zapominaj o sobie.

    Często słyszę powiedzenie, że „za pieniądze zdrowia się nie kupi”. Uważam, że to wierutne kłamstwo. W dobie NFZ właśnie za pieniądze to zdrowie można sobie po prostu kupić. Wystarczy mieć trochę pieniędzy i każdy specjalista jest dostępny od zaraz.

    • Tetryk56 pisze:

      Specjalistę owszem, można kupić. I zawsze można było. Ze zdrowiem niestety bywa trudniej…

      • Ewa W. pisze:

        Dobry specjalista (najczęściej także i drogi) pracuje w szpitalu, w którym można zrobić mnóstwo badań niedostępnych dla zwykłych śmiertelników, sprowadzić lekarstwa z innych krajów od koncernów farmaceutycznych (za odpowiednie pieniądze) i nie oglądać się na to, czy dany lek znajduje się na liście przypisany danej chorobie i refundowany. Dobry lekarz specjalista zna innych wybitnych specjalistów na całym świecie, ma dostęp do badań naukowych i i wiedzę na temat alternatywnych metod leczenia. To wszystko przekłada się w końcowym efekcie na zdrowie człowieka.
        Nie da się oczywiście wszystkiego w ludziach wyleczyć i naprawić. Wszystko, co organiczne – człowiek również, przechodzi kolejne fazy życia, na koniec umiera. Ale można dzięki dobremu leczeniu to życie bardzo wydłużyć i w zdrowiu tej śmierci doczekać.

    • graszka pisze:

      Ewa, jeśli zapomnę o sobie, mój syn mi o mnie przypomina. Wczorajszy dzień był ciężki. Wstałam po czwartej, o piątej byłam w mieszkaniu mamy. Doprowadzałam je do porządku. Do domu wróciłam po dwunastej a na czternastą do pracy. Z przychodni wyszłam po 21. I kiedy dotarłam do domu miałam poważna rozmowę z synem.
      – czy ty musisz wszystko sama
      – czy ty musisz tak dokładnie, z myciem okien i trzepaniem dywanów itd,itd
      Syn ma rację, bo dzisiaj dogorywam, a kolano spuchło jak balonik.

      • Ewa W. pisze:

        Twój syn ma rację. Powinien jeszcze oprócz rozmowy, przewinąć się przez swoje kolano i przetrzepać rajtuzki.

Możliwość komentowania jest wyłączona.