Bo w życiu piękne są tylko chwile

0

Prawie bezszelestnie wśliznął się do mojego pokoju, a wraz z nim aromat świeżo zaparzonej kawy.
– Gdzie ci postawić? – zapytał.
Podniosłam się z łóżka zdumiona.

Ósma rano w niedzielny poranek? Toż to środek nocy dla mojej latorośli, która, w wolne od szkoły dni, zwykle nie kładzie się wcześniej niż około czwartej rano. Idzie spać dopiero wtedy gdy zamorduje odpowiednią ilość potworów z wirtualnego świata, w grze której nazwy nie pomnę.

Uwielbiam pić kawę w łóżku, nieśpiesznie wracać z objęć Morfeusza, wyobrażać sobie, że czas to leniwa rzeka, w której zanurzona daję się unosić. Niestety tylko sporadycznie stać mnie taki luksus. W dni robocze mym wrogiem budzik natręt.

Mój ulubiony kubek w bratki, źródło cudownego kofeinowego aromatu, postawił na komodzie. Zauważyłam, że coś chowa za plecami.
– Co tam masz synku?
– Dla Ciebie, twoja ulubiona, wszystkiego dobrego mamo! – uśmiechnął się od ucha do ucha.

W ręku trzymał  tabliczkę czekolady z orzechami – tej którą tak uwielbiam! Przez foliowe okienko widać wielkie zatopione w masie orzechy laskowe.

Serdecznie mu podziękowałam.

Wieczór już nadchodzi, a ja jeszcze nie napoczęłam mojej czekolady, bynajmniej nie dlatego, że zaczęłam dbać o linię, bo choćbym nie wiem na jak drastycznej diecie była, to czekolada w czerwonym kartoniku z okienkiem i tak mnie złamie.

Wzruszył mnie ten prezent. Nie kupił pierwszej z brzegu, pamiętał, którą tak bardzo lubię. To jest właśnie dla mnie najważniejsze – słuchanie i pamięć.

W chwilach magicznych takich jak ta, przypomina mi się Ewa z Oruni, która przyniosła w prezencie na moją pierwszą wystawę fotograficzną trzy pomarańcze. Nie znałyśmy się jeszcze wtedy, wyczytała to na moim blogu. Przypomniała mi się Baba ze wsi, która uszyła specjalnie dla mnie poduszkę z wizerunkiem altanki ze zdjęcia Grzegorza Jezierskiego, i jeszcze wiele innych podobnych gestów.

Po śniadaniu pojechałam do Mamy. Jako prezent zrobiłam jej zakupy w sklepie spożywczym. Lecz nie były to zwykłe zakupy. Kupiłam to co bardzo lubi ale czego niestety musi sobie na co dzień odmówić. Siedziałyśmy w kuchni, a Mama opowiadała o kotach, które zamieszkały u niej szafie. Ale o tym będzie innym razem.

Dzisiaj na obiad postanowiłam zrobić placki ziemniaczane. Ja obierałam ziemniaki, a syn tarł na tarce. Towarzyszyła nam zaintrygowana Frania, która bacznie obserwowała co też te człowieki wyprawiają z tymi niejadalnymi bulwami. Maks rozwalił się na środku kuchni, w nadziei, że może jemu też coś skapnie.

Kuchnia to miejsce magiczne. Tak było w jaskiniach, starych grodach, zamkach, chałupach, dworkach czy pałacach. Tutaj bije zwykle serce domu. Wspólna praca nad przygotowaniem pożywienia jednoczy mieszkańców. Tworzy się niesamowity klimat.

Moja mała rodzina – ja, syn i dwa zwierzaki. Zapach tartych ziemniaków. Rozmowa na tematy bardziej i mniej poważne. Wzajemne zrozumienie i miłość. Takie chwile pozostają w pamięci do końca życia. Bo życiu piękne są tylko chwile.

Stół kuchenny nakryłam niebieskim obrusem. Przebrałam się w niebieską sukienkę u urocze malutkie czerwone kwiatki i zasiedliśmy do niedzielnego obiadu. I nie ważne, że były to zwykłe placki ziemniaczane, które niestety jemy dość często. Ważne było to, że zrobiliśmy je razem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Bo w życiu piękne są tylko chwile

  1. jula pisze:

    Pieknie . 🙂
    Ja z mama byłam w miejskim parku na spacerze .

  2. greeneyes pisze:

    i ja dziś odwiedziłam mamę na Oruni – i też tarłyśmy ziemniaki (ale sokowirówką) na pyszne szare kluski z twarogiem i skwarkami – poezja- a potem była tarta upieczona przez mamę dziś rano z rabarbarem z jej maleńkiej działeczki… fajny dzionek 😉

    • graszka pisze:

      mieszkając na Oruni „szare kluchy” mama robiła bardzo często. Masz rację to czysta poezja dla podniebienia 🙂
      Ogromnie się cieszę, że i Twój dzień był udany 🙂

  3. Tetryk56 pisze:

    Oj, jak dawno już nie jadłem „szarych kluchów”! Ale wspomnienie pozostaje.
    U ostatniej pozostałej w rodzinie Mamy zebraliśmy się w cztery pokolenia na obiedzie 🙂

  4. Nivejka pisze:

    … i dla tych chwil warto żyć:)

  5. Tetryk56 pisze:

    No, a jak było 1. czerwca? 😉

    • graszka pisze:

      Tetryku, byłam dzisiaj sprzątać, a sobotnie popołudnie spędziłam w przychodni. Nie mam siły ruszać ręką 🙁 Idę spać 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.