Ta ostatnia niedziela

Portier w brązowym garniturze szedł przede mną, utykając na lewą nogę. Cicho podzwaniał pęk kluczy, które trzymał w ręku. Gdyby nie on zgubiłabym się w tym labiryncie przeszklonych korytarzy. Weszliśmy do windy. Wcisnął przycisk z cyferką pięć. Winda błyskawicznie i bezszelestnie uniosła nas do góry. Przez chwilę nasze oczy spotkały się. Znalazłam w nich zrozumienie. Była niedziela, on pracował, a ja szłam do pracy. Niedziela nie była dla nas.
– Bogaci żyją inaczej – powiedziałam.
– Oj ma pani rację – przytaknął uśmiechając się delikatnie pod wąsem.

Praca w przychodni (na 3/4 etatu) nie wystarcza na utrzymanie mojej małej rodziny. Nie mam szans na sprzątanie przez pół dnia, a potem dyżur u lekarzy. Byłabym zbyt zmęczona. Zostawiłam sobie więc tylko jedno sprzątanie apartamentu w Brzeźnie.

Dwa tygodnie temu jego właścicielka zapytała czy nie mogłabym posprzątać jej nowego, nabytego w celu wynajmu mieszkania. Jestem przyzwyczajona do sprzątania ledwo co wykończonych pomieszczeń. Przeszłam swego czasu niezłą szkołę, odgruzowując po budowlańcach. Wynosiłam wiadrami kurz, zdrapywałam farbę, myłam zachlapane czym się tylko dało okna. Jestem kobietą pracującą i żadnej pracy się nie boję.

Tym razem jednak po dwóch godzinach opadłam z sił. Moje starannie pomalowane czerwonym lakierem paznokcie stały się wspomnieniem. Wyglądałam jakbym była obgryzającą namiętnie pazury nastolatką. – Ratunku! – zawyłam padając na kolana.

Akuratnie w tym momencie zadzwonił syn.
– Jak ci idzie? – spytał radośnie.
– Kawy mi się chce! – wyjęczałam do telefonu.
– No to przywiozę ci – powiedział.

Po godzinie pojawił się z obiecaną kawą, i widząc w jakim jestem stanie, został aby mi pomóc. Wspólnymi siłami nie udało się nam doprowadzić apartamentu do stanu, który by mnie zadowalał. Pojadę tam w poniedziałek, po pracy w przychodni, aby dokończyć.

Zadzwoniłam do właścicielki, aby poinformować ją jak sprawy stoją.
– Pani Grażynko, a jak się pani podoba apartament? – spytała pod koniec rozmowy.
– Wszystko piękne, antresola, kafelki imitujące cegłę (w których się zakochałam) ale ja posprzątałam już łazienkę, a ona jest jeszcze nie skończona, ściany są jeszcze z gołego betonu, czy Kamil nie nabrudzi, jak będzie kładł kafelki?
– Pani Grażynko, to taki styl – zaśmiała się – ta ściana już taką pozostanie.
– Styl… – bąknęłam – a to przepraszam.

Zonk, lub jak mówią Francuzi faux pas

Gdy wychodziliśmy z synem z budynku była szesnasta. Świeciło piękne słońce. Szliśmy brzegiem Motławy, mijając zacumowane tu drogie jachty. W wodzie odbijał się Żuraw i kamieniczki Długiego Pobrzeża. Snuli się obwieszeni aparatami turyści.

Wsiadłam w moje pełnoletnie auto, którego nawet nie zaczęłam jeszcze spłacać, i doszło do mnie, że ja na tym sprzątaniu dorobię się jedynie zgarbionych pleców i zniszczonych dłoni. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak jest? Dlaczego jeden ma pięć apartamentów, a inny nie ma własnego mieszkania.

Wiem, wiem, to są dziecięco naiwne pytania…

Nie czuje w sobie zazdrości z powodu tego, że ktoś inny ma, a ja nie. Już dawno nauczyłam się, że w życiu nie jest jak w bajce – mrówka przeważnie zaharowuje się na śmierć, a konik polny baluje na jachcie, albo w ciepłych krajach, i ma zawsze wolny weekend, zwłaszcza długi. Długi weekend. Zaś mrówka, choć zapracowuje się, ma tylko… hmm… długi, a o weekendzie może zapomnieć.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Ta ostatnia niedziela

  1. Ewa W. pisze:

    „i doszło do mnie, że ja na tym sprzątaniu dorobię się jedynie zgarbionych pleców i zniszczonych dłoni. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak jest? Dlaczego jeden ma pięć apartamentów, a inny nie ma własnego mieszkania.”

    A jak wchodzisz do ładnego pomieszczenia, apartamentu lub domu, to co sobie wyobrażasz? Mieszkasz w nim czy go sprzątasz?

    Zwykle człowiek ma to, po co sięga.

  2. graszka pisze:

    Mogłabym założyć firmę sprzątającą. Zatrudniać ludzi którym płaciłabym 8 zł za godzinę, a brałabym 14 od osoby zlecającej posprzątanie. Większość firm tak właśnie zarabia. Tylko, że ja nie mam do tego predyspozycji. Są ludzie „lokomotywy” i ludzie „wagoniki”. Ja jestem takim wagonikiem.
    O czym myślę wychodząc z apartamentu ? Ja nie mam potrzeby posiadania pięknego domu, apartamentu dwupoziomowego. Wiesz kiedy jestem szczęśliwa? Kiedy siadam pod starą jabłonią i patrze na niewielki domek drewniany. I gdyby nie to, że jest on na terenie ogródków działkowych już dawno bym tam zamieszkała. Bo nie wielkość domu jest ważna , a klimat jaki w nim panuje. Cenie sobie święty spokój.

  3. magnolia pisze:

    ja uparłam się że będziemy mieć własny kąt. Źle mi było w mieszkaniu z teściową, czułam się nieswojo, wiecznie oceniana. Poza tym marzył nam się dom. Mój ojciec mówił, że to głupie, że muszę się pogodzić z tym wspólnym mieszkaniem, a nie wierzyć w gruszki na wierzbie. Udało się, mamy dom, choć przyznać muszę, że sprzyjało nam kilka szczęśliwych zbiegów okoliczności. Czasem myślę czy napewno było warto- masa wyrzeczeń, wysiłku, dzieci odłożone na później, pewnie M byłby w pracy na innym etapie.
    Ale też nie umiem sobie wyobrazić jak dalej by było gdybyśmy wciąż tkwili w tamtym miejscu. Poza tym dobrze nam teraz.
    Myślę tylko że trzeba się upierać czasem,wyznaczać cele.

    Ale Kochana, tak naprawdę chciałam napisać, że to że pracowałaś ze swoim synem ( który dołączył do Ciebie sam) jest wielka rzeczą, cudowną. Wiem, bo miesiąc temu tak samo pracowałam u klienta w ogrodzie z moją córką ( urwała się ze szkoły, żeby mi pomóc).

  4. graszka pisze:

    Cieszę się, że znalazłaś odrobinę czasu na komentarz. Domyślam się, że masz gorący okres 🙂 .

    Magnolia, żeby była jasność sytuacji. Ja nie krytykuję ludzi budujących własne domy. Jeśli mają takie marzenia, to ukłon w ich stronę, że potrafili zrezygnować z czegoś aby urealnić swoje marzenia. Mi samej marzy się wyprowadzenie z blokowiska. Nie mam dużych potrzeb dwa pokoje w drewnianym domu z kuchnią i ogrodem. Mam na ten plan pięć lat. Najpierw muszę pozamykać stare sprawy 🙂
    A wracając do syna. Nie prosiłam go, sam zaproponował mimo, że nie lubi sprzątać i to dla mnie jest bezcenne.

  5. magnolia pisze:

    ja wiem, dobrze rozumiem co miałaś na myśli. To nie był komentarz do dużych domów, tylko do tego że Tobie może tez się udać z marzeniami. 500 m2 pewnie nie wywalisz, ale i po co.
    Z moja córką tez tak własnie było, sama chciała i to cieszy.
    Buziaki
    P.s- czosneczki u mnie ruszają, a Twoje?

  6. graszka pisze:

    Magnolia mogłabym siedzieć pod jabłonią godzinami i patrzeć na kwiaty które posadziłam.
    Bardzo często wracam do starych zdjęć, do ugoru i samej trudno mi uwierzyć, jak rozkwita mój ogród. Zrobiłam masę zdjęć ale one nie odzwierciedlają tego uroku. A czosnki?. Były piękne, tylko ale nie wiem czy to były czosnki. Porobię parę zdjęć i w tygodniu umieszczę na blogu. Muszę się pochwalić nowym nabytkiem a mianowicie klonem palmowym i 2 kalinami

  7. Wiedźma pisze:

    Witaj Graszko! Nie wiem co Ci napisać… że jedni mają dużo, a inni na przeżycie ? Ale Ty masz o wiele więcej, niż na przeżycie, masz syna, jak widać wrażliwego… może częściej mógłby Ci jakoś pomagać ? , masz swój Eden, masz nadal marzenia…. i przyjaciół ! Nie jest Ci lekko, ale…… mama wyzdrowiała, praca w przychodni nie rujnuje Ci zdrowia, a tak niedawno miałaś tylko te cudze domy do sprzątania. Uszy do góry, zaświecie Ci słoneczko 🙂 Szczerze Ci tego życzę … i pozdrawiam cieplutko.

    • graszka pisze:

      Wiedźma, bardzo często wracam do swoich wcześniejszych notek . Bardzo szybko stawiają mnie do pionu. Czasami trudno jest mi uwierzyć, że pracowałam w takich warunkach.
      Osiągnęłam sukces, choć wielu nie nazwałoby tego sukcesem. Pracuję z fantastycznymi młodymi lekarzami. Praca daje mi satysfakcję, wracam z niej zadowolona . Jednak moim największym życiowym sukcesem jest syn. To dobry młody człowiek.
      Robię zdjęcia. We wrześniu odbędzie się pierwsza wystawa pt „Pokonać siebie”. Mam 48 lat i głowę pełną planów.

Możliwość komentowania jest wyłączona.