O kotkach co w szafie zamieszkały

DSC_2817

Miało być o marzeniach, nauce i pracy nad sobą, ale będzie zupełnie o czym innym, a to za sprawą wczorajszej korespondencji z Marleną na koci temat. Moi wierni czytelnicy zapewne pamiętają, że kiedy na stronie Pomorskiego Kociego Domu Tymczasowego zobaczyłam Franię, to bez dłuższego namysłu adoptowałam ją. Teraz z perspektywy czasu wiem, że była to dobra decyzja.

Frania zawładnęła sercami nie tylko naszymi, ale również Maksa. Po powrocie z pracy, pierwsze co muszę zrobić, choćbym nie wiem jak była głodna, to nakarmić zwierzyniec. Lubię patrzeć jak jedzą. Frania jest filigranowa, Maks przy niej to wielkolud, a mimo to czeka cierpliwie, aż ona zje, aby wylizać po niej jej małą miseczkę. Ale nie o moich pupilach chciałam.

Kiedy Mama wróciła na Orunię, przyszła w końcu wiosna i na dworze zrobiło się przyjemnie ciepło. Namówiłam ją, żeby zostawiała uchylone drzwi wejściowe, tak aby wpuścić trochę świeżego, pachnącego powietrza.

Pewnego dnia do mieszkania zajrzała podwórkowa kotka. Była tylko chwilkę i uciekła. Sytuacja powtórzyła się następnego dnia. W nocy Mama usłyszała ciche miauczenie. Na początku pomyślała, że widocznie przyśniło się jej, ale odgłosy dobiegały nadal. Wstała, zapaliła światło i zaczęła szukać źródła dźwięku. I cóż się okazało? Nie wiadomo kiedy podwórkowa kotka przemyciła do szafy swoje, ledwo co narodzone kocie niemowlę.

Rano Mama otworzyła drzwi na podwórko czekając na kocią matkę. Pozwoliła jej zostać w domu. Kotka poczuła się bezpiecznie i wieczorem przyprowadziła kolejnego malucha. Tego ulokowała w szafie w drugim pokoju. Na trzeci dzień historia się powtórzyła. Niestety ostatni kociak zdechł.

Kiedy Mama opowiada o kociakach jej głos się ożywia. Na początku pomyślałam sobie, że może i dobrze się stało. Mieszka samotnie i będzie miała zajęcie. Niestety są dwie strony medalu. Utrzymanie zwierzęcia w domu, choćby nawet tak małego jak kot, oznacza koszta, i to nie tylko na jedzenie.

Mama ma bardzo niewielką emeryturę, po opłaceniu mieszkania, jedzenia i leków, nie zostaje jej nic. Kupując więc karmę dla Frani, kupowałam trochę więcej z myślą o nowych pupilach w domu z czerwonej cegły.

Podczas ostatniej wizyty zaniepokoiłam się oczami maluchów, które nie otwierają się i są bardzo zaropiałe. Napisałam wczoraj do Marleny prowadzącej Pomorski Koci Dom Tymczasowy. Szybko mi odpisała zalecając szybką wizytę z młodymi u weterynarza, gdyż inaczej mogą stracić wzrok. Prawdopodobnie konieczny będzie zakup kropli z antybiotykiem. Porozmawiałyśmy też o sterylizacji Frani, która, gdy matka natura ją przypili, daje popalić domownikom.

No i znowu wypadły nieplanowane wydatki. Obdzwoniłam różnych weterynarzy, i u niektórych, używając terminologii taksówkarskiej, za samo trzaśnięcie drzwiami trzeba zapłacić sto złotych. A leki? Być może dla niektórych sto złotych to drobne, które noszą w prawej kieszeni, dla mnie to jednak półtora dnia mojej pracy. Pokaż weterynarzu co masz w garażu…

Koniec końców udało mi się znaleźć przyzwoitego cenowo doktora Dolittle. Jutro jadę do Mamy po kotki, i zawiozę je na leczenie. Na tyle mogę sobie pozwolić. Niestety sterylizacja kosztuje minimum dwieście złotych, więc Frania i kotka mamy będzie jeszcze jakiś czas męczyć nas błaganiem o dziki seks z podwórkowym futrzanym amantem.

DSC_2819

 

DSC_2821

 

DSC_2953DSC_2959

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „O kotkach co w szafie zamieszkały

  1. Klarka Mrozek pisze:

    oj nie chcę Cię martwić ale kotka w rui to banda kocurów warująca pod drzwiami, smród i dzikie wrzaski:( nie zazdroszczę

    • graszka pisze:

      Przeżyłam już dwie ruje Frani – trwały przez tydzień . Było ciężko ale jakoś przeżyłam. Najbardziej martwię się o kotkę mamy, żeby znowu nie przyniosła maluchów 🙁

  2. ania.mania pisze:

    Oj pamiętam czasy gdy dwie zaprzyjaźnione kotki przynosiły do domu komplety (po 5-6) kociąt. przy trzecim komplecie nie dałyśmy z mamą rady rozdać wszystkich i wywoziłyśmy na Olszynkę … cóż było począć?

    W zeszłym roku przybłąkał się kotek, biedny z zaropiałymi oczkami, niestety diagnoza lekarska po kilku seriach antybiotyku była taka, że kocina nigdy nie będzie dobrze widziała. Nie przeżył biedak.
    Nasz nowy przybłęda zapewne miał dobrą mamę i jest w dobrej formie, podejrzewam, że go ktoś podrzucił (całe szczęście). Podlaliśmy razem kwiaty i teraz wyleguje się na brzuchu mrucząc rozkosznie 🙂

    Z kropli do oczu dawałam zwierzętom (w zeszłym roku i moim jeszcze panieńskim) duraceff albo atecortin. Te same co dla ludzi.
    Może pójdę jutro do apteki i uda mi się wydębić chociaż jedno, dwa opakowania?

    • graszka pisze:

      Widziałam Twojego słodziaka jest cudny. Aniu dzisiaj o 16 jadę do lekarza. Wstyd sie przyznać, ale pożyczyłam od syna 100zł. Na początek, mam nadzieję wystarczy :-).
      ps. Wczoraj miałam pierwszych złodziei na działce. Sąsiadce wykopali 4 iglaki , mi jednego. Wróciłam do domu mocno zdenerwowana. Cholera jasna człowiek sobie odmawia wielu rzeczy a taki złodziej przyjdzie i weźmie

      • ania.mania pisze:

        Złodzieje byli i są straszliwą plagą :(( I nie mają do niczego szacunku :((

        Jakbyś potrzebowała jakiś leków to daj znać, może uda się coś załatwić. Napisz też link do danych na temat zbiórki na sterylizację kotki. Magnolia ma rację, wiele gmin dopłaca do sterylizacji bezdomnych kotek, popytaj, a może i tym sposobem Franię uda się wysterylizować?

  3. AnkaW. pisze:

    Ciekawe, że ja płacę 80 zł za bezdomne kotki które sterylizuję. Skąd te ceny? Może jakaś organizacja mogła by pokryć koszta tej kotki od mamy?

  4. magnolia pisze:

    u nas, sterylizacja kotki to 300 zł, a bywa że chcą więcej.
    Ale u nas gminy płacą za ten zabieg dla kotów bezdomnych. Dowiedz się czy u Was tak nie ma-to nie Wasz kot, tylko kot przez Was dokarmiany- koniecznie trzymaj się tego hasła i spytaj ( sąsiadka wie to z gminy).
    My mamy kotkę -mamę i trzech jej synów- braci. Dwóch w tym sezonie weszło na wojenną ścieżkę- wracają po kilku dniach lazęgi, brudni, śmierdzący i bardzo, bardzo pokiereszowani. Nie mogą wchodzić do domu, bo znaczą teren szeroko.
    Trzeci- Tadzio ma chyba naturę filozofa. Nie znaczy terenu, nie bije się z cała okolicą, kocha być noszony na rekach po ogrodzie.
    Mama jest wysterylizowana, ale chłopaki , nie- chyba trzeba im to zafundować

Możliwość komentowania jest wyłączona.